Campingi i noclegi w Europie, cz. II

Po przeczytaniu tego wpisu będziecie wiedzieć, czego można się spodziewać po noclegach we Włoszech i we Francji, gdzie spać w Niemczech, co czeka na Was w krajach Beneluksu, oraz jak wyglądają campingi i nocowanie w Szwecji czy Norwegii.

Pierwszą część cyklu noclegowego możecie znaleźć pod tym linkiem: Campingi i noclegi w Europie, cz. I

Norweska hytta

Włochy, gdzie spać i za ile?
Oczywiście, jak zwykle, wszystko zależy od terminu i miejsca. Z czystym sumieniem mogę jednak powiedzieć, że pod koniec sezonu czyli wrzesień/listopad ceny są bardzo atrakcyjne a miejsca często puste. Pogoda jednak może być różna. Jest raczej ciepło, ale trzeba się liczyć z deszczem.

W każdym razie campingów i kwater w stylu Bed & breakfast (czyli pokój ze śniadaniem) we Włoszech jest bardzo dużo. Zwłaszcza na wybrzeżu czy w turystycznych miejscach nie będziecie mieli problemu ze znalezieniem noclegu.

We Włoszech jest też dużo tanich hoteli o standardzie raczej przeciętnym. To miejsca, które potrzebują często odświeżenia a czas zatrzymał się tam co najmniej w latach dziewięćdziesiątych.

Nasze królewskie łoże w domu w Rzymie

W przypadku campingów, to przygotujcie się, że miejscówki mogą być naprawdę ekstra. Często usytuowane na wzgórzu z widokiem na całe miasto. Niestety, w przypadku jazdy rowerem z sakwami takie zwieńczenie dnia – nierzadko stromy podjazd do campingu, jest trochę wkurzające 😉

Widok z campingu na Weronę

Czystość, zarówno na campingach (zwłaszcza sanitariaty) jak i na kwaterach jest raczej w porządku. Natomiast kwatery, które można zarezerwować przez Booking, a zwłaszcza przez AirBnB, często są bardzo czyste i wyjątkowo ładne.

Jedyne, o czym warto wiedzieć, w przypadku Włoch to to, że Internet jest często bardzo marnej jakości. Czasami w ogóle nie działa, albo wymagają kupna karty (na której znajduje się pin jako login do sieci) /zapłaty za daną ilość czasu, podczas którego można korzystać z Internetu.

Na szczęście teraz, w dobie darmowego roamingu w UE, nie ma to takiego znaczenia. Znaczenie ma jednak to, że komórkowy Internet we Włoszech jest często w jakości H lub H+. Czyli trochę słabiej niż LTE, które we Włoszech też potrafi się ślimaczyć.

Ceny noclegów we Włoszech, w tym również campingów zaczynają się mniej więcej od 20 euro za dwie osoby (z namiotem i rowerami – w przypadku campingów).

Campingi we Włoszech bardzo rzadko wyposażone są w kuchnię, papier toaletowy czy mydło. Trzeba mieć własne 😉

Camping z własną plażą? Czemu nie 😉

Francja
We Francji, zwłaszcza na południu i w Dolinie Rodanu, campingi są wszędzie. Często są to takie przydomowe pola. Jednak prawie zawsze zadbane.

Ceny campingów we Francji zaczynają się od kilkunastu euro, ale im wyższy standard (a potrafi być wysoki) tym wyższa cena.

 Należy też być przygotowanym na to, że w umywalkach jest często tylko zimna woda (dotyczy to zresztą wielu krajów, m. in. również Włoch)

W przypadku kwater, to jak to zwykle, różnie bywa. Niestety raz nam się trafił hostel, który wcześniej był noclegownią dla uchodźców… i muszę to tu powiedzieć, coś nas tam okropnie pogryzło. I nie były to komary.

Generalnie we Francji kwatery są różnego standardu. Tak jak o Włoszech można powiedzieć, że raczej jest co najmniej dobrze, tak we Francji jest przeważnie po prostu nie najgorzej.

Francja jednak ma jednego bardzo silnego gracza. Są to hotele sieci Formule1, poznacie po żółtych szyldach F1. Często znajdują się przy autostradach albo głównych ulicach. Cena to około 30 euro za  pokój. A jest to pokój trzyosobowy! Więc dla podróżujących w więcej osób nie lada gratka. Standard raczej bardzo prosty (wspólne łazienki, pokój tylko z umywalką, trzecie łóżko jest na górze, nad podwójnym, brak lodówki, czasem brak klimy), ale raczej czysto i ogólnie w porządku.

Przytulny kącik na francuskim campingu

Niemcy, Belgia, Dania, Luksemburg, Holandia

Na campingach bardzo często można się spotkać z tym, że prysznice są na żetony.

Cena to około 15 – 20 euro za dwie osoby. Bardzo rzadko, ale daje się wypatrzeć atrakcyjny nocleg pod dachem. W Danii udało nam się znaleźć mieszkanie za 19 euro. Co prawda było częściowo nieumeblowane, a w nocy ktoś wszedł do środka i bardzo chciał spać w jednym z pokojów :O (M. go wyprosił) Ale kuchnia i łazienka były gotowe i o wysokim standardzie. Jednak to był zdecydowanie wyjątek, ogólnie ciężko znaleźć nocleg pod dachem dla dwóch osób poniżej 80 EUR.

Bardzo popularne są też chatki kempingowe – takie małe drewniane domki na kółkach (ale stacjonarne), w których z reguły są tylko łóżka, stolik i krzesełka. Spaliśmy w jednym z takich miejsc w Luksemburgu. Było bardzo przytulnie a sam camping oferował piękną, czystą i nowoczesną łazienkę (i do tego ciepłą świetlicę, do której nikt nie przychodził a w której oglądaliśmy Mistrzostwa Świata :P)

Domek na campingu w Luksemburgu

W przypadku Holandii, jeden z naszych noclegów był na campingu w Amsterdamie. Miejsce całkiem fajne, ale zupełnie nieprzystosowane do takiej ilości ludzi, jaka go odwiedzała. Sanitariatów za mało i ledwo były wyczyszczone a już zostały zabrudzone, często kolejki. Sama ziemia zaniedbana (głównie piach i kępki trawy). Za to była fajna kuchnia w otwartej wiacie i ławki z siedzeniami – i tam było sporo miejsca. Niestety również tam nie nadążali ze sprzątaniem i stoły i ławki często były pozalewane czymś obrzydliwym 😉

Ważna informacja jest taka, że w tych krajach kuchnię na kempingach spotyka się bardzo często. Toalety zaś są z reguły czyste i wyposażone w papier toaletowy 😉

Szwecja

W Szwecji nocowaliśmy trochę w namiocie a trochę pod dachem i nie były to tylko kwatery.

W przypadku mieszkań, które nam się trafiły, to jedno z nich było pokojem u jakiegoś studenta (?) z Bangladeszu i było dość zwyczajne. Raz był to hostel, prowadzony przez Czecha 🙂 dom był cały w drewnie, bardzo przytulny. Dwa pozostałe miejsca to były jedne z przyjemniejszych kwater jakie nam się w ogóle trafiły.

Jedną z nich był świetny domek w małym miasteczku (wyposażonym w świetny supermarket!), nad rzeczką. Mieszkała w nim przemiła i przesympatyczna Szwedka, później się okazało, że jej mąż (Amerykanin) też jest fajnym facetem, pasjonatem rowerów 😉

Jedna z najlepszych kwater, w jakiej spaliśmy

W tym domku spędziliśmy dwa dni objadając się szwedzkimi jogurtami i słodkościami oraz oglądając namiętnie Netflixa po angielsku 😀

W przypadku kempingów, to raczej nie ma co oczekiwać wysokich standardów. Bywa nawet mocno przeciętnie. Jednak prawie każdy jest wyposażony w kuchnię (z piekarnikiem!) a na wielu z nich można wynająć hyttę, czyli taki malutki drewniany domek. Często się decydowaliśmy na takie rozwiązanie, chociaż domki te nie grzeszyły czystością. Często to poprzedni goście powinni byli po sobie posprzątać. Wymieść, pościelić. Bardzo dziwne zwyczaje 😉

Jezioro nad którym stał camping prowadzony przez Czecha

Norwegia

O ile w Szwecji kuchnia z piekarnikiem to prawie zawsze standard, o tyle w Norwegii to zawsze standard 🙂 W pewnym momencie w ciemno kupowaliśmy jedzenie do przygotowywania w piekarniku i nigdy nie zostaliśmy „na lodzie”.

Standard kempingów jest bardzo różny, ale raczej dobry. Trzeba jednak przygotować się, że w takich miejscach jak  kemping w Oddzie jest bardzo ciasno. Kemping przyjmuje olbrzymie liczby turystów (baza wypadowa do Trolltungi), ale kuchnia i łazienki nie dają sobie rady z taką ilością ludzi. Jest wieczny tłok, kolejki no i siłą rzeczy – niezbyt czysto.

Ceny kempingów w Norwegii są bardzo różne ale oscylują w okolicach -200-300 NOK (100-150 zł) za dwie osoby z namiotem. No i prysznice na kempingach są zawsze na monety – 10 lub 20 NOK za 3-5 minut ciepłej wody.

Norweska chatka i widok z niej 🙂

Podsumowując: Może to nie wynika ze wpisu, ale ja miałam wrażenie, że im bardziej na północ Europy, tym można było się spodziewać lepszego standardu campingów, nawet jeśli nie pod kątem „nowości”, to wyposażenia i standardu sanitariatów. W przypadku kwater to oczywiście wszystko zależy od właścicieli, ale też im bardziej na północ tym lepiej.

A tak wyglądało nasze mieszkanie w Oslo.
Kto znajdzie Mikołaja na zdjęciu? 😉

Największy komfort zapewniają skandynawskie campingi. Kuchnie, łazienki (z mydłem i papierem!), pralki, świetlice, to w zasadzie standard w każdym miejscu. Bardzo popularne są drewniane chatki, często wyposażone nie tylko w łóżka i stoliki ale i mały palnik, lodówkę, stolik i krzesła. Nie pamiętam też, żeby w Norwegii był jakiś problem z Internetem.

Ceny są dość porównywalne w całej „zachodniej” Europie, dopiero Norwegia szaleje. No i Dania, gdzie akurat kempingi są chyba jeszcze droższe niż w Norwegii. Zresztą towary w sklepach też są niewiele tańsze, o ile w ogóle. Rzecz zupełnie niezrozumiała biorąc pod uwagę małą (znikomą!) atrakcyjność turystyczną kraju, bliskość tanich Niemiec i niskie koszty transportu (w przeciwieństwie do Norwegii).

Duńska plaża

W kolejnym wpisie postaram się przypomnieć sobie Rumunię, Korsykę, Majorkę i może coś jeszcze o czym nie pamiętam w tej chwili 😉

Natalia


Reklamy

Campingi i noclegi w Europie cz.I

Gdzie spać podczas podróży, za ile, czego się spodziewać?

Podróżując po Europie, zarówno podczas naszej rocznej wyprawy, jak i wcześniej podczas urlopów, naszym podstawowym miejscem do spania były campingi, chociaż zdarzały się i kwatery.

W tej serii artykułów znajdziecie przegląd i informacje na temat tego, czego możecie się spodziewać w prawie każdym kraju w Europie 🙂 I nie będą to tylko pola namiotowe!

Część pierwsza (podzielona na dwie) to kraje z naszej rocznej trasy.

Czechy

Niestety zdjęć na kempingach w Czechach nie robiliśmy…

Czeskie kempingi zwiedziliśmy dwa.

Pierwszym z nich było pole namiotowe w Sloupie (Camp Relaxa). Namiot rozbijaliśmy na miękkiej trawie, teren był dość duży i ogrodzony. Były miejsca do rozpalenia ogniska,  sanitariaty (z zapasem papieru toaletowego!) i jedna zadaszona altana. Co godne uwagi i nieczęste w Europie w ogóle – do dyspozycji kempingowiczów kuchnia z czajnikiem, kuchenka elektryczna i lodówki. Kemping przy lesie więc miejsce spokojne i przyjemne.

Drugim zaś był kemping ATC Merkur w Pasohlávkach. Nad jeziorem. Okropne miejsce. Namioty bez ładu i składu porozrzucane po terenie, jeden przy drugim. Ziemia piaszczysta. Prysznice na żetony, ale żetony wrzucało się poza kabiną i maszyna sama ją przydzielała, więc biada temu, kto w 4 minuty nie zdąży się umyć (nie ma, że zatrzymasz wodę). Teren olbrzymi, są tu namioty, karawany, domki, wesołe miasteczko, scena muzyczna. Na plus spora kuchnia i dużo miejsca do siedzenia przy ławkach.

Niewątpliwą zaletą obu kempingów, i w ogóle w kraju, było niezahasłowane wifi. Otwarte sieci były dość częste np. na stacjach benzynowych.

Ceny w Czechach bywają zależne od sezonu. Taki przytulny kemping w Sloupie kosztuje według cennika 50 koron za noc za osobę (czyli niecałe 10 zł!) i dodatkowo 30 koron za mały namiot a okropny ATC Merkur od 60 do 120 koron za namiot (10 – 20 zł), w zależności od sezonu. Plus podatek turystyczny i prysznic (każde po 10 koron).

Poszperawszy trochę w Internecie mogę w podsumowaniu powiedzieć, że w przypadku czeskich kempingów kuchnia występuje prawie zawsze, a cena za osobę to przeważnie około 60 koron. Do tego może dojść 10 – 15 koron za podatek i za prysznic. 

Austria

Chyba każdemu Austria kojarzy się z porządkiem i czystością. Nie bez powodu, bo austriackie kempingi, na których mieliśmy okazję spać były wyjątkowo zadbane. Łazienki były zawsze bardzo czyste czasem też bardzo gustowne i nowoczesne. Kuchnie nie są standardem, ale są dość częste.

Uroczy teren jednego z campingów.

Na austriackich campingach obowiązywały jednak czasem reguły, inne niż „standardowo”, których należało przestrzegać. Np. jeśli na danym terenie był też prywatny dom, to mogło się zdarzyć, że jakaś ławka, stolik czy część łazienki nie była do użytku dla gości. Namioty musiały być rozłożone w linii z zachowaniem odpowiedniego odstępu (co często skutkowało rozbiciem się w kiepskim miejscu, ale za to był porządek a nie wkurzający chaos jak w Czechach i namiot na namiocie).

Sikamy tylko na siedząco!

Niewątpliwą zaletą większości kempingów austriackich są też przepiękne widoki. Na przykład z widokiem na lodowiec Dachstein (kemping w Altaussee).

Altaussee camping

Ceny kempingów wahały się od 16 euro (za dwie osoby) aż do 36 euro za noc za dwie osoby. Czasem prysznic dodatkowo płatny (przeważnie 0,50 centów za osobę).

Pomimo czasem wysokich cen biwakowanie w Austrii bywa nie tylko koniecznością, ale też przyjemnością.

Chorwacja

Chorwackie noclegi, ze względu na złą pogodę, jaka nas prześladowała w tym kraju, spędziliśmy w większości na kwaterach.
=

Camping hobbiton w Chorwacji.
Fajne miejsce, ładna pogoda, szkoda, że było nieczynne.

Kwatery były o różnym standardzie, ale żadnej niczego nie brakowało. Umilały nam więc nasze przykre przygody z chorwackim deszczem i wiatrem. No, może poza jedną. W pobliżu Plitwickich Jezior. Mieliśmy pokój w domu dość dużej rodziny. W pokoju jednak było tylko wielkie łóżko i szafa. Nie było stołu przy którym można usiąść, ani miejsca, żeby przejść. Kuchnia była piętro niżej, więc nawet przejście z herbatą czy jedzeniem było dość kłopotliwe, a lodówka była w aneksie kuchennym gospodarzy, który był częścią salonu, w którym to spał gospodarz 😀 więc było niekomfortowo bardzo.

Niestety nie ma zdjęcia kwatery.
Są za to Jeziora Plitwickie, dużo ładniejsze 😉

Nocleg pod dachem w Chorwacji to wydatek minimum około 25/40 euro za dwie osoby. Oczywiście ceny zależą od różnych czynników, nam się udawało takie okazje wynajdywać na bieżąco dzięki Bookingowi 🙂

Serbia

W Serbii byliśmy wcześniej w 2011 roku i teraz, w 2018. Poprzednia podróż, gdzie zahaczyliśmy o Serbię, wracając z Rumunii (deltą Dunaju), była bardzo budżetowa, skupiała się tylko na kempingach. W Serbii przypadły nam dwa noclegi pod namiotem i oba były niezbyt udane.  Spaliśmy w Veliko Gradište  (Auto Camp) i Belgradzie (Camp Dunav ). Veliko był wyjątkowo zaniedbany, pełen porozrzucanych, starych, zniszczonych karawanów. Zaplecze kuchenne (i pewnie sanitariat też, ale nie pamiętam) bardzo zapuszczone. Wisiało nawet coś, co wyglądało na olbrzymi kokon :O Aczkolwiek nas ulokowano w części namiotowej (tańszej więc gorszej). Była też część karawanowa i z domkami, tam wyglądało to lepiej, na zdjęciach w Internecie prezentuje się nawet świetnie

Na belgradzkim campingu zaś właściciel nie chciał pozwolić nam rozbić namiotu, bo niby nie było miejsca, tylko, że było 😉 Zmusił nas do wzięcia chatki, ale był w niej taki upał i taki rój komarów, że w nocy rozbiliśmy namiot przed domkiem.

Camping Dunav, źródło:
http://www.campdunav.com

Podczas rocznej wyprawy w Serbii przypadły nam dwa noclegi i oba pod dachem. Było bardzo zimno, więc o namiocie i tak nie było mowy. Jedno z miejsc to było mieszkanko, bardzo przyjemne, chociaż dość skromne. Drugi zaś był hotel w Raszce, o raczej niższym standardzie. Ale łóżka i biurko było, ciepła woda w prysznicu też 😀

Koszty spania w Serbii to około 5 euro za osobę na kempingu i 10 /20 euro za kwaterę lub domek.

Kosowo

W Kosowie również byliśmy drugi raz. Za pierwszym, w 2012 roku. Częściowo nocowaliśmy „na dziko” w namiocie, częściowo pod dachem . Raz był to hotelik o standardzie raczej niskim ale znowu – łóżko, biurko, czysta łazienka, niczego nie można było mu zarzucić, raz mieszkanie w Prisztinie – bardzo przyjemne. I każda z tych „dachowych” lokalizacji miała wspaniałą zaletę – była blisko barów szybkiej obsługi. A te miejsca są najlepsze na świecie właśnie w Kosowie 🙂

Ceny noclegów wynosiły nas mniej więcej 10/30 euro za noc.

Noclegów z Kosowa znów nie ma,
zobaczcie więc jak wygląda Prisztina

Macedonia

Macedońskie kwatery są w porządku i można spokojnie w ten sposób planować noclegi. Może się zdarzyć, że woda będzie musiała być nagrzana wcześniej w bojlerze, albo, że nie będzie klimatyzacji (przy upalnym macedońskim lecie to ma znaczenie). Ale standard europejski, choć czasem bardziej skromny lub właśnie będzie więcej przepychu.

Kempingi raczej nie są wyposażone w kuchnie, łazienki najlepsze lata mają przeważnie za sobą. Nad jeziorem Ochrydzkim Camping Gradiste cieszy się opinią najczystszego (co nie znaczy, że czystego). My też tam nocowaliśmy i bardzo nam dopiekła imprezująca „przez ścianę namiotu” młodzież.

Trzeba też się przygotować na to, że standard czystości na Bałkanach jest trochę inny niż w Europie.  Często jest po prostu brudno (przepełnione śmietniki, stare, zaniedbane przyczepy kampingowe czy śmieci na trawie, nie mówiąc już strasznym brudzie pod sanitariatami).

W przypadku campingów nad jeziorem Ochrydzkim bardzo ważne jest, aby stosować się do zasady „Najpierw sprawdź łazienkę!”. Zresztą jest to złota zasada w każdym kraju (poza Austrią :P)

Ceny kempingów w Macedonii wahają się w okolicach 10/20 euro. Za mniej więcej 20 euro (a nawet i mniej! Zależy od miejsca i terminu) można też znaleźć nocleg pod dachem. Czasem nie warto oszczędzać kilku euro i dostać brud oraz hałaśliwych sąsiadów, zamiast komfortu jaki daje pokój czy mieszkanie, nawet skromnie urządzone.

Jezioro Ochrydzkie

Albania

Kampingów w Albanii należy szukać tylko w miejscach turystycznych (czyli nad morzem). Ich cena to mniej więcej 10/15 euro (namiot + auto + 2 osoby). Sanitariaty stare, raz czyste raz nie. W tych lepszych miejscach są nawet kuchnie.

Co istotne wifi na kempingach i na kwaterach jest i to bezpłatne (ale działa różnie).

My jednak w Albanii znowu sypialiśmy tylko pod dachami. Ceny były zbliżone do tych kempingowych (od 10 euro (w Sarandzie!) do 23 euro w jakimś hotelu), więc korzystaliśmy z uroków pokojów i mieszkań. Bardzo pozytywnie to wspominam (w Sarandzie widok z tarasu na morze i Korfu oraz wielkie drzewko pomarańczowe 🙂 ). Trzeba mieć jednak na uwadze, że w Albanii zdarzają się przerwy w dostawie prądu i wody (spotkało nas to we Vlorze). Przerwy mogą być całodzienne, więc warto się dowiedzieć zawczasu lub być przygotowanym – podczas kilkudniowego pobytu we Vlorze mieliśmy kilka baniaków z wodą; napełnialiśmy je codziennie rano.

Trzy widoki z okien z naszych albańskich noclegów.

Grecja

Greckie kempingi mają bardzo różne standardy. Bywają proste pola namiotowe, gaje oliwne z suchą ziemią jak i ładnie utrzymane miejsca. Na każdym z nich często jednak możemy znaleźć przynajmniej lodówkę, czasem basen 😉

Namiot, basen, morze na kempingu w grecji
Czasem basen, czasem morze, czasem przytulny kącik na namiot

Grecja jest znacznie bardziej świadoma swoich walorów turystycznych i oczekiwań turystów, niż kraje byłej Jugosławii, dlatego standard kempingów jest przeważnie wyższy, czasem nawet bardzo wysoki.

W większości miejsc jest też możliwość wynajęcia małego, wygodnego domku. Przeważnie wyposażonego we własną kuchnię i łazienkę.

Ceny są oczywiście bardzo różne i zależne od sezonu. Więc cena za osobę na tym samym kempingu może wynieść 10, wiosną, albo nawet 15 euro latem (np. Santorini). W przypadku domku ceny są często nieznacznie wyższe niż za namiot (o około 5 – 10 euro), dlatego często wybieraliśmy taką formę nocowania.

Dla kociarzy dodatkowym atutem nocowania na kempingach w Grecji mogą być wszędobylskie koty 😉

Kilkoro z naszych kocich przyjaciół .

W przypadku greckich wysp – tu należy się przygotować, że w prysznicu otrzymacie słoną wodę.

Co do  kwater, możecie znaleźć fajny nocleg przeważnie już za 20 kilka euro, ale raczej 50 będzie standardem.

Uroki Grecji (Meteory, Zakhyntos, Kefalonia, Kreta)

Kolejne kraje w następnych wpisach! 🙂
Natalia

Słowenia, czyli małe jest piękne

podróż na Słowenię

Słowenia na dzień dobry

Do Słowenii dostaliśmy się przez kawałek Włoch – od strony Tarvisio, do którego dojechaliśmy pociągiem. Trochę oszukaliśmy, ale dzięki temu podjazdu było o 200 metrów mniej (w pionie).

Tu  możesz przeskoczyć od razu do Włoch!

Już we Włoszech było przepięknie, ale po stronie słoweńskiej zrobiło się jeszcze lepiej. Co prawda, kiedy tylko Mikołaj zdobył przełęcz Mangart i zaczęliśmy zjeżdżać, piękne widoki trochę się wygasiły, ale tylko po to, aby nam urwać dupki w samym Kobaridzie 😉

Alpy słoweńskie
Widok na Alpy

Widoki

Słowenia chociaż mała, to jest bardzo urokliwa. Alpy Julijskie, szemrzące rzeki, wodospady, lasy i zielone pola. Naprawdę jest tu bardzo ładnie.

Socza, Słowenia
Socza, Słowenia

Kobarid

Na początek dolina Soczy, która ma takie miejsca, gdzie człowiek tylko wzdycha jak tu pięknie! Niesamowicie przezroczysta i turkusowa Socza, wspaniały wodospad Kozjak (niezbyt duży ale malowniczo wciśnięty między pochyłe skały wąwozu) oraz wąwóz w Tolminie robią naprawdę duże wrażenie (chociaż wąwóz najmniejsze).

Socza, Słowenia rowerem
Socza widok z góry

Jeśli chodzi o wodospad, to wejście jest darmowe. Idzie się jakieś 20 minut leśną ścieżką, aż docieramy do wąwozu o olbrzymich, zielonych, kamiennych ścianach.  Dochodzimy do turkusowego jeziora i właśnie Kozjaka. Widok zapiera dech.

podróż rowerowa do Słowenii, wodospad Kozjak
To niestety nie ja 😛

Podróż rowerowa do Słowenii, wodospad Kozjak
Kozjak, Słowenia

Natomiast Tolmiński wąwóz to wycieczka na około 1,5 godziny. My weszliśmy wyjściem, leży dużo wyżej niż wejście. Podjechaliśmy do niego rowerami, bo prowadzi tam asfaltowana uliczka (którą czasem jeżdżą auta, dojeżdżające do dalszych miasteczek). Dzięki temu nie musieliśmy wchodzić aż tak wysoko do wyjścia, bo zawróciliśmy zanim zeszliśmy całkowicie na poziom wejścia. Trochę zagmatwane, ale wierzę, że wiecie o co chodzi 😉

Słowenia podróż rowerem, Wąwóz Tolmiński
Wąwóz Tolmiński

Piran – perła Adriatyku?

Generalnie wszyscy się Piranem zachwycają, czy słusznie? Ja miałam nadzieję na prawdziwą perełkę, a dostałam miasteczko jakich wiele w krainie śródziemnomorskiej.

Piran, Słowenia, rowerem po Europie
Piran, Słowenia

Nie można odmówić oczywiście Piranowi uroku. Wspaniała panorama na miasto z murów obronnych, wąskie klimatyczne uliczki, kamienice i całe miasto zbudowane w stylu weneckim. Knajpki serwujące owoce morza, a do tego wjazd na Stare Miasto płatny dla aut, więc ruch samochodów bardzo niewielki. Przyjemne miejsce, zwłaszcza, jeśli ktoś lubi się snuć po wąskich uliczkach, ale nie oferuje niczego nowego – nie należy tam jechać z takim nastawieniem 😉

Piran, podróż rowerowa Słowenia
Piran, Słowenia

Jedzenie w Słowenii

W Internetach wyczytaliśmy, że w Słowenii nie ma narodowego dania, że ich kuchnia to taki zlepek włosko – bałkańskich kultur.

I rzeczywiście, nie trafiliśmy na nic specyficznego. Pierwsze co zjedliśmy w Słowenii to pizza. Na cieniutkim cieście z dużą ilością sera, sosu pomidorowego i szynką. Kupiliśmy ją w piekarni, jeszcze ciepłą i wspaniale pachnącą. Byliśmy tak wygłodniali, że zniknęła od razu (więc przykro mi, nie ma zdjęcia :P).

Niestety jeśli chodzi o pyszności, to tak naprawdę na tej pizzy się skończyło. Nie udało nam się znaleźć na trasie dużego słoweńskiego marketu. Największymi były Merkatory wielkości naszych Biedronek. Niestety nie było w nich nic, co ujęłoby nasze serca i podniebienia (za wyjątkiem jogurtu kokosowo – ananasowego z Zelenej Doliny). Żadnych frykasów Słowenia nam nie zaoferowała (nawet w kwestii napojów).

Kempingi

Spędziliśmy dwie noce w Kobaridzie, na kempingu Lazar, jedną na kempingu Corso (w kierunku Triestu, ale to były właściwie jeszcze Włochy i dwie przed Piranem na kempingu Auto-Moto.

Żadnemu z tych kempingów w zasadzie nie mamy nic do zarzucenia. Place wśród drzew, łazienki czyste i wszystko było z nimi w porządku, wifi było również (bezpłatne).

Co lepsze, poza Kobaridem, widać było koniec sezonu – mniej ludzi, mniej dzieci 😉 większy spokój (pod warunkiem, że w pobliżu nie było akurat imprezujących staruszków lub linii kolejowej :D)

Na kempingu jedna noc w namiocie dla dwóch osób, bez samochodu, wynosiła nas z reguły około 22 euro.

Przeczytaj vademecum kempingowicza.

Ceny

Ceny w Słowenii są gdzieś po środku między Polską a Austrią. I tak na przykład:

Pół bagietki: 1 euro (!)

Chlebek okrągły 300 gramów: 0,80 centów

Pudding czekoladowy 175 gramów Mercator: 0,24 centy

Kajzerka: 0,17 centów

Kosmetyki różnego rodzaju (od past do zębów, przez szampony, płyny pod prysznic  w wielkości 250 ml., itp.) średnio 3 euro. Takie „naturalne” około 6 euro

Mleko 1,5% tłuszczu, 1 litr: 0,80 centów

Nie robiliśmy  zbyt dużych zakupów na Słowenii, bo część rzeczy mieliśmy ze sobą jeszcze z Austrii,  a  część kupiliśmy we Włoszech, o które zahaczyliśmy w drodze do Piranu.

Teraz przed nami Chorwacja, w której dwa pierwsze dni już nam upłynęły w deszczu…

Przeczytaj, co jeszcze nas spotkało w Chorwacji…

Natalia

Vademecum kempingowicza

kempingowanie na wyprawie

Jeśli zdecydujesz spędzić trochę czasu na świeżym powietrzu, pod namiotem, poobcować z naturą i przyrodą, to wiedz, że czekają Cię niezapomniane chwile…

Austria, podróż rowerowa
Pole trawy jest, chociaż na zboczu i usłane niespodziankami

Jak rozbić namiot

Po pierwsze znajdź miejsce, które Ci się podoba. Optymalnie płaskie i jak najbardziej zatrawione. Rozejrzyj się, czy są drzewa i gdzie się znajduje słońce, żeby rano oświetliło namiot, albo właśnie żeby tego nie zrobiło. Warto też nie być zbyt daleko od łazienek oraz skrzynek z prądem. Gotowe? Rozbij namiot. Czasem szpilki nie chcą wejść, ale nie zrażaj się, dociśnij je kamieniem (lub innym twardym przedmiotem, takim jak gumowy młotek). Uważaj, bo lubią się czasem złamać.

Świetnie. A teraz rozejrzyj się raz jeszcze. Zapewne jedyna działająca w pobliżu latarnia znajduje się metr od Twojego namiotu, a słońce i tak wzejdzie inaczej niż przypuszczasz i wylezie zza domu, najwyższego drzewa lub góry  na tyle późno, że zdążysz rano zamarznąć i założyć na siebie wszystkie ciuchy jakie masz. Ewentualnie wschodząc oświetli w pierwszej kolejności właśnie Twój namiot, tak, że o szóstej rano zrobi się w nim sauna i wybiegniesz w półśnie, zlany potem.

kemping w Austrii, wyprawa rowerowa po Europie
Wydaje Ci się, że masz chwilę dla siebie?

Jak się poruszać po kempingu

Są kempingi na których wyznaczono miejsca na namioty, lub pilnuje się, aby pozostały między nimi przejścia. Są też takie, na których każdy rozbija się jak chce. Ale nie przejmuj się, nie potrzebujesz innych namiotów, aby potknąć się o linki je naciągające. Patrzysz pod nogi? To nie szkodzi, jeśli nie linka to zawsze znajdzie się na tyle wystająca szpilka, żebyś mógł o nią zahaczyć butem, albo, lepiej, stopą w klapku.

Przybory toaletowe

Dobrym pomysłem jest ograniczenie rzeczy, które ze sobą bierzecie. Jeśli jedziecie we dwójkę, czy w więcej osób, można rozważyć na przykład jedną pastę do zębów i jedną szczoteczkę elektryczną z kilkoma główkami.

Tylko musisz wiedzieć, że szczotka i pasta znajdują się zawsze w tej kosmetyczce, która została przy namiocie i dowiadujesz się o tym będąc już w łazience.

Co zjeść

Sprawdź, ile się mieści jedzenia w garnkach, które ze sobą zabieracie, a potem kupuj tylko tyle, żeby dało się odgrzać na raz (no, chyba, że masz lodówkę na podorędziu). Ale wiedz, że i tak nigdy się nie mieści.

Spokój

Rozglądasz się po kempingu wypatrując spokojnego miejsca, z dala od potencjalnych źródeł hałasu. Jeśli już takie wypatrzysz i rozbijesz namiot, to możesz być pewny, że za chwilę do pustego namiotu obok wróci rodzina z dwójką dzieci, rozpocznie się wieczorek muzyczny, ewentualnie ktoś rozpali grilla lub ognisko tak, aby wiatr idealnie zawiewał zapachy, dym i popiół w Twoją stronę.

 

Francja, pola marsowe, podróż rowerem przez Europę
Mój jest ten kawałek podłogi….

WIFI

Jeśli masz pakiet danych, to wygrałeś. Jeśli jednak liczysz na wifi na kempingu, to musisz wziąć poprawkę, że tam, gdzie się rozbijesz będzie kiepski zasięg, albo będzie mulić. Wszędzie może być kiepski, bo najlepszy jest przy recepcji. No, chyba, że nie.

Wieczorne patrzenie w gwiazdy

Jeśli uda Ci się przezwyciężyć wszystkie te atrakcje możesz posiedzieć wieczorem z kubkiem ciepłej herbaty i popatrzeć w rozgwieżdżone niebo… Ale zaraz… czy masz w ogóle na czym siedzieć, czy grozi Ci zapalenie pęcherza, bo pozostaje tylko ziemia? Jeśli jednak masz, to połowa sukcesu. Druga połowa, to wysiedzieć wieczorem, kiedy robi się zimno, a Ty jesteś po całym dniu tak skonany, że oczy Ci się same zamykają i nawet największa Niedźwiedzica nie robi na Tobie wrażenia.  Jeśli na szczęście jednak nie zasypiasz, to pij tę ciepłą herbatę… a nie, już wystygła.

Podróż rowerem przez Europę
Ławeczka dla zuchwałych

To wszystko i wiele innych atrakcji czeka na Ciebie na każdym kempingu, jaki sobie dowolnie wybierzesz! Nie czekaj, sprawdź już teraz 😉

O czym musisz pamiętać zanim wyruszysz pod namiot?:

> czy muszę spać tylko pod namiotem?

> lista spraw do załatwienia przed podróżą

Natalia

Austriacki tydzień

podróż rowerem do Austrii

W Austrii siedzimy i siedzimy, chociaż drogo. Ale nie dlatego, że pięknie (aczkolwiek pięknie), ale dlatego, że trasa dość długa, górzysta a na dodatek jedną z naszych dróg zasypała ziemia i musieliśmy wsiadać w pociąg. Co ostatecznie dobrze się skończyło, bo znaleźliśmy świetną kwaterę w St. Michael in Obersteiermark w której postanowiliśmy zostać dwie noce 🙂 (już nie możemy patrzeć na kempingi 😉 )

Ale od początku. Drugi tydzień naszej wyprawy:

Rowerowy Wiedeń

Tak się dobrze złożyło, że po koleżeńsku dostaliśmy możliwość pomieszkania w Wiedniu przez kilka dni. Skorzystaliśmy z zaproszenia i zostaliśmy w mieście cztery, choć początkowo planowaliśmy dwa dni 😉

Wiedeń rowerem
Hofburg, Wiedeń

Czas mijał nam leniwie choć nie bezczynnie 🙂

Zobaczyliśmy chyba wszystkie punkty, które polecają przewodniki i „Internety”, przy okazji snując się po bocznych uliczkach, żeby poznać miasto nie tylko od tej turystycznej strony.

To, co mi się w Wiedniu podobało to to, że jest taki zadbany, zarówno w Centrum jak i z dala od głównych atrakcji.  Jest uporządkowany a jednocześnie ma taki luz.

Wiedeń wyprawa rowerowa
Schonbrunn ogrody, Wiedeń

Z jednej strony możesz swobodnie przejść na czerwonym świetle (kiedy nic nie jedzie), a z drugiej, na przykład, sieć ścieżek rowerowych jest tak dobrze skonstruowana, że dojedziesz nimi wszędzie, bez problemu (nie skończą się w połowie trawnika albo nie wywiodą donikąd).

Wiedeń podróż rowerem
Schonbrunn, Wiedeń

Kierowcy również jeżdżą bardzo ostrożnie, rower nie jest przeszkodą na drodze, wymija się go z odpowiednią odległością, przepuszcza tam, gdzie ma pierwszeństwo (co wcale nie jest takie oczywiste). Wśród parkingowych miejsc samochodowych wydzielone są także takie tylko dla rowerów – tam gdzie mieści się jedno auto parkuje kilka rowerów. Bardzo przyjazne miasto i stworzone do zwiedzenia na rowerze.

Wiedeń przypomina mi trochę Paryż, ale nie jest taki przytłaczający. Nie ocieka złotem i nie przytłacza monumentalnością, choć niezaprzeczalnie jest wspaniały. Przestrzenny, pomimo wielkich, wspaniale zdobionych kamienic (ale nie to, żeby Paryż mi się nie podobał – wręcz przeciwnie) i czysty.

Wiedeń rowerem
Votivkirche, Wiedeń

Komfort turysty

Po Wiedniu przyszła pora na Alpy – Styrię i Karyntię, w kierunku zachodnim.

Austria, podróż rowerem
Hallstatt, Hallstättersee

To raczej przedmurza Alp, więc na naszej drodze raczej nie było bardzo wysokich podjazdów, a jedynie „normalne” (czyli mające mniej niż 1000 m w pionie :P). A mimo to, po Wiedniu straciliśmy nieco ledwo wyrobionej formy i ciężko nam się jechało.

Ale okoliczności były tak piękne, że pomimo zmęczenia i czasami irytacji (czy te podjazdy nigdy się nie skończą?!) wybaczam Austrii te przewyższenia 😉

Jeśli widzieliście reklamy Milki, zielone pola, góry, wioski białymi domkami o drewnianych dachach, ozdobione gęsto czerwonymi kwiatami, to właśnie tu jest podobnie. Do tego czyściutko (nie wiem jakim cudem, bo znalezienia kosza na śmieci jest niezłym wyzwaniem), zielona, równo przystrzyżona trawa, szemrzące potoki i olbrzymie góry dookoła.

rowerem przez alpy
Czy nie jest pięknie? 🙂

Uderzyło mnie też to, że po ulicach (ani wiejskich ani wiedeńskich) nie wałęsają się żadne psy czy koty. A to ważne, bo biegnący za rowerem pies to żadna przyjemność. Ciekawe i jednocześnie trochę zastanawiające jest też to, że nie ma prawie wcale ptaków.

wyprawa rowerowa Austria
Ptaków nie ma, ale są paralotniarze 😉

Natomiast w kwestii ludzi, to są z reguły sympatyczni. To sprawia, że miło jest z nimi obcować, ale nie narzucają się i nie przytłaczają sobą. Są poukładani, ale nie tak sztywni jak Niemcy. To bardzo przyjemna mieszanka, chociaż z drugiej strony są irytująco poprawni.

Ceny w Austrii

No i to niestety jest ból. Podstawową zasadą jest nie przeliczać. Bo w innym razie człowiekowi robi się słabo. Poniżej zestawienie kilku towarów wraz z cenami (mniej więcej):

Napoje: 1-3 euro (kupowaliśmy z reguły Granny’s Spritz – lekko gazowany napój jabłkowy za 1,30 euro)

Chleb: 2 / 3 euro

Bułka: 0,15 – 1 euro (te najtańsze najlepsze :P)

Ser: 2 – 3 euro (200 gramów)

Mleko: 0,80 – 1,20 euro

Kiełbaski (w typie kabanosków): 3 euro

Pomidor, papryka, ogórek: 0,5/0,8 euro

Pęczek rzodkiewek: 0,8 euro centów

Noc na kempingu za dwie osoby i namiot, bez samochodu: 16 / 36 euro

Noc na kwaterze: 70 euro

Mrożonka obiadowa: 2,50 – 5,00 euro (około 500 gramów)

Mięsko obiadowe: 2, 50 euro (około 300 gramów)

Paczka papierosów: 4,70 euro (każdy rodzaj, nie palimy ale staliśmy pod automatem :D)

Tak więc poranne zakupy śniadaniowe i takie zaopatrzeniowe na cały dzień kosztowały nas około 10 euro za każdym razem, a późniejsze, obiadowe drugie 10 euro… Nie, przeliczanie to nie jest dobry pomysł.

Jeśli chodzi o kempingi to niestety słaby komfort. Owszem, z reguły trawa, na której rozbijasz namiot, jest ładna i równo przystrzyżona (aż głupio po niej chodzić), ale brakuje drzew, które dawały by cień w upalne dni, z reguły nie ma też ławek czy krzesełek ani stolików, więc nie bardzo jest na czym usiąść.. Jednak wszystkie z nich mają wysprzątane, czyściutkie, pachnące łazienki z mydełkami i papierem, kuchnie wyposażone w płyny do zmywania i zmywaczki, prawie zawsze pralka i często lodówka.

Ale jeśli złapie Cię deszcz i masz tylko namiocik to albo musisz koczować w pomieszczeniu sanitarnym albo w namiocie. Altanki i inne zadaszone miejsca są rzadkością. Ewentualnie możesz zaryzykować i zaszyć się na ganku pustej przyczepy kempingowej. Ten pomysł jest jednocześnie najwygodniejszy i najbardziej stresujący. W porządnickiej Austrii w każdej chwili może ktoś przyjść i Cię wyrzucić albo kazać zapłacić miliony monet za używanie dachu i stoliczka.

Jeśli chodzi o WIFI (czy nawet transfer komórkowy), to albo jest płatne (!) albo bardzo słabe…

Podsumowanie

To była moja pierwsza wizyta w Wiedniu i Austrii. Być może do Wiednia będzie jeszcze kiedyś okazja wrócić za to do samej Austrii mam nadzieję, że jeszcze się wybierzemy. Alpejskie wielotysięczniki mnie przerażają, ale może i tak dam się namówić na ponowną podróż w te góry, na pewno jeszcze będzie okazja bo do Alp jeszcze wrócimy, jadąc przez Włochy, na północ 🙂

wyprawa rowerowa do Austrii, Hallstatt
Hallstatt, Austria

Po kilku dniach spędzonych w Austrii pora na słowiańskie kraje! 🙂

O wyprawie przez słowiańskie kraje możesz przeczytać tu:

>jak było w Czechach?

> a jak w Słowenii?

 

Natalia