Santorini informacje praktyczne

santorini co trzeba wiedzieć

Wczasy na Santorini, królowej Cyklad, marzą się pewnie niejednej osobie. Co jednak należy wiedzieć, wybierając się na tę grecką wyspę?  I czy naprawdę jest to raj na ziemi, jak może nam się wydawać z bajecznych zdjęć?

Jak dotrzeć na Santorini?

Żeby dostać się na wyspę możemy albo wsiąść w samolot, wykupując wycieczkę w biurze podróży, bądź samodzielnie zakupić bilet; wtedy albo uda nam się złapać wolne miejsce w czarterze bezpośrednio lecącym na wyspę, albo będziemy musieli przesiąść się w Atenach. Bezpośrednio z Warszawy leci się około 2,5 godziny.

Można też z Aten (port Pireus) lub z Krety przypłynąć promem.

Rejs z lądu trwa 7 godzin w cenach od 150 zł do 300 zł za osobę, zależy od terminu i przewoźnika, no i rodzaju miejsca lub 1,45 godziny. Z Heraklionu zaś zapłacimy jednak około 200 – 300 złotych za osobę.

santorini samolotem
Na Santorini możemy dolecieć lub przypłynąć

Zakwaterowanie na Santorini

Jeśli chodzi o samodzielną wyprawę na tę wyspę to wyniesie nas ona zdecydowanie drożej, niż jeśli wybierzemy wyjazd z biurem podróży. To chyba jedno z niewielu takich miejsc, które nie opłacają się na własną rękę.

Za około 2000 złotych za osobę (a nierzadko i mniej) możecie mieć lot z zakwaterowaniem w hotelu na tydzień. Hotele często oferują basen albo są położone blisko morza.

Jeśli jedziemy na własną rękę, musimy się liczyć z tym, że sam lot może kosztować około 1000 zł w jedną stronę za osobę. Natomiast za  najtańszy dwuosobowy pokój zapłacimy około 100 euro za noc.

santorini gdzie mieszkać
Santorini zakwaterowanie

Gdzie mieszkać na Santorini?

Najsłynniejszym miasteczkiem na Santorini jest Oia. Nocleg tam potrafi kosztować nawet kilkaset euro dla dwóch osób. Dotyczy to zresztą wszystkich pensjonatów po tej stronie wyspy.

Jeśli chcecie płacić trochę mniej, wybierzcie miejscowości oddalone od słynnych białych miast. Vlychada, Perissa czy Kamari są zdecydowanie tańsze. Nie tylko pod względem noclegów ale i cen w restauracjach, sklepach czy cen pamiątek. (Z lotniska bez problemu dojedziecie tam taksówką za około 30 euro lub autobusem za 2,80 euro).

Jeśli interesuje Was pobyt na kempingu to jest tylko jeden, w Firze, ale ceny noclegów na nim też wynoszą około 100 euro za dwie osoby. Standard jest raczej wysoki (tak wynika z opisu), chociaż według opinii na Google komfort średni (kemping jest na Bookingu, możecie podejrzeć, nazywa się… Santorini Camping)

Warto też zwrócić uwagę na położenie noclegu. Południowa i wschodnia część wyspy są płaskie, łatwo Wam będzie wybrać się z domu nad morze, natomiast część północna i środkowa (Fira, Oia) są górzyste a zabudowania umieszczone są na klifach. Do plaży będzie bardzo daleko (150 metrów w dół i jeszcze jakiś kawałek do plaży).

santorini teren.jpg
Może być płasko i taniej, albo pięknie i drogo

Transport na Santorini

Santorini jest małą wyspą ale górzystą, dlatego, jeśli chcemy coś zobaczyć raczej musimy się liczyć z tym, że będzie trzeba skorzystać z jakiegoś środka transportu.

Autobusy – jest ich bardzo dużo na wyspie, jeżdżą często, a przystanki są dobrze oznaczone. Na prawie każdym znajdziemy też rozkład jazdy i co ciekawe, autobusy raczej jeżdżą zgodnie z nim. Sam tabor jest nowy, klimatyzowany i często autobusy wyglądają jak piętrowe wycieczkowce i początkowo możemy je zignorować, bo nie tego się spodziewamy 😉 Ale zawsze mają na szybie czy boku naklejony skrót: ΚΤΕΛ  czyli publiczne usługi komunikacyjne (tylko po grecku). Zresztą, gdy autobus się zatrzymuje, wysiadają z niego bileterzy i krzyczą, dokąd jedzie.

Warto pamiętać, że wszystkie autobusy jadą do Firy i z Firy, więc jeśli chcecie pojechać np. z Perissy na Czerwoną plażę, to musicie dostać się do Firy a z Firy do Akrotiri.

Bilety Oia – Fira kosztują 1,40 euro, z Firy dalej: 2,80 euro

Samochody, quady, skutery – Jest bardzo dużo wypożyczalni, a pojazdy nie są zbyt drogie (małe auto to wydatek około 40 euro za dzień)  Żeby się jednak nie dać naciągnąć proponujemy przeczytać opinie o danych wypożyczalniach.

Rower – no i oczywiście najbardziej ekologiczny sposób, pozwalający na największy kontakt z naturą.  Wypożyczalni rowerów nie jest jednak tak dużo jak samochodowych i rowerzystów prawie wcale nie ma.

Natomiast miasteczka takie jak Fira, czy Oia nie nadają się do zwiedzania ich na rowerze. Pomijając to, że jest naprawdę dużo ludzi i ciężko się czasem przepchnąć samemu, to uliczki są wąskie a i schodów nie brakuje.

santorini poza sezonem
Dużo samochodów, dużo ludzi i schody

Atrakcje na Santorini

Atrakcji na wyspie jest kilka. Przede wszystkim zwiedzanie Firy i Oii, dla lubiących historię także Akrotiri zwane santorińskimi Pompejami.

Kto lubi trekkingi będzie zachwycony. Możemy się wybrać na 8 kilometrowy spacer z Firy do Oii, który zaprowadzi Was na kraniec wyspy (po drodze niezapomniane widoki na kalderę), albo wybrać się ze stolicy do Akrotiri lub Perissy; to również mniej więcej 8 kilometrów.

Warto jednak wiedzieć, że na Santorini raczej nie ma chodników (nie dotyczy to szlaku Fira – Oia, oddalonego od ulic oraz centrum miast). Idzie się po prostu poboczem drogi. A że dróg jest mało, to trzeba się liczyć z tym, że ruch jest duży więc i dużo aut będzie przejeżdżało blisko nas. To akurat nie jest fajne.

Możecie też zdobyć najwyższy szczyt wyspy Mesa Vuono, niecałe 600 metrów n.p.m., a także skorzystać z wycieczek przygotowanych przez biura turystyczne na wyspie. Znajdziecie je wszędzie, w każdej miejscowości. Oferują między innymi: rejs na wulkan (wyspa Nea Kameni) oraz wysepkę Thirasia wraz z odwiedzinami w gorących źródłach (my zdecydowałyśmy się na taką wycieczkę i było super 🙂 ), dzień możecie zakończyć widokiem na zachód słońca w Oia, oglądanym z łódki. Koszt takiej wycieczki w zależności od wariantu ilości atrakcji to około 30 do 40 euro za osobę.

Są też wycieczki krajoznawcze, przewodnik obwiezie Was po całej wyspie, z wizytą w słynnych winiarniach santorińskich i degustacją tamtejszych win. Możecie również wybrać się na rejs po znanych plażach; Perissa (czarna plaża), Biała Plaża, Czerwona Plaża.

santorini wycieczki
Wycieczki na Santorini

No a skoro o plażach mowa, to oczywiście plażowanie…

Plaże na Santorini

Ale będąc na tej wyspie nie spodziewajcie się białego piasku, ani piasku w ogóle. Wszystkie plaże są czarne. Bo wszystkie powstały w wyniku wybuchu wulkanu.  A zamiast piasku znajdziecie tam maleńkie, czarne, powulkaniczne kamyczki. Nagrzane greckim słońcem parzą w stopy!

Zamku z nich nie zbudujecie 😛

Na plażach jest bardzo dużo leżaków i parasolek, które należą do barów naprzeciwko. Różne są zasady „wynajęcia” leżaka, może to być na przykład zamówienie za 20 euro i możemy korzystać z tej formy relaksu cały dzień.

Ale znajdziecie też miejsca, gdzie z łatwością rozłożycie się na plażowym kocyku bez konieczności płacenia. Aczkolwiek my byłyśmy zdziwione temperaturą wody. Jest zimna! Nie tak jak w Bałtyku co prawda… ale zimna.

santorini gdzie się kąpać
Plaże na Santorini

Gdzie kupować i jeść na Santorini?

Na Santorini jest jeden Lidl, na wjeździe do Firy z kierunku południowego. Nie byłyśmy tam, więc nie wiem nic na temat asortymentu. Jednak produkty w greckim Lidlu są ciekawe (trochę inne niż podczas znanego nam w Polsce greckiego tygodnia) i jeśli będziecie mieć możliwość, to warto tam zajrzeć.

Oprócz tego oczywiście mamy kilka marketów, w każdej turystycznej części wyspy przynajmniej jeden (najwięcej oczywiście w okolicy Firy). W nich możemy spodziewać się pewnego wyboru towarów i akceptowalnych cen (ale nie, żeby zaraz tanio). Nie warto zaopatrywać się w małych sklepach (które też nazywają się szumnie supermarketami). Ceny potrafią tam być dwukrotnie wyższe, ale czasem znajdziecie coś, czego w dużym sklepie nie było.

Spodziewajcie się, że jednorazowe zakupy (przykładowo: ser, tzatziki, napój, jakaś wędlina, wino, chleb, greckie słodycze, pomidor) będą was kosztowały przynajmniej 10 – 15 euro.

Jest jeszcze jedna rzecz o której trzeba wiedzieć, mianowicie na Santorini w zasadzie wszędzie poza marketami (i pewnie hotelami) płaci się gotówką. Bankomatów jest dużo, ale należy zdawać sobie z tego sprawę.

Trzeba też być przygotowanym na to, że na Santorini nie ma słodkiej wody w kranie. Woda, która tam się znajduje jest odsoloną, przefiltrowaną wodą morską.  Nie jest groźna, więc można się w niej bez obaw myć czy płukać usta, ale jest niesmaczna. Na wyspie nie ma źródeł słodkiej wody, dlatego żeby zrobić sobie kawę czy herbatę lepiej kupić sobie butelkowaną wodę (około 50 centów za 1,5 litra w markecie).

Wracając do jedzenia. Oczywiście wiadomym jest, że im bardziej turystycznie tym drożej. Nawet dwukrotnie! Możecie wypić koktajl za 15 euro, albo taki sam, w mniej turystycznym miejscu, za 7 euro (Mówiłam, że drogo 😉 ).

Będąc tam polecamy spróbować owoców morza lub ryb. Zwłaszcza w portowych knajpach; są świeżutkie i pyszne. Możemy wybrać sobie z lodówki co nam się podoba, zostanie nam to zaserwowane we wskazany sposób (grill? Souvlaki? Smażone? Jak chcecie) i podane z ryżem, ziemniaczkami albo frytkami i surówką. No, chyba, że skusicie się na mousakkę 🙂

santorini jedzenie
Port na Thirasii i dania z portowej knajpki

A co poza tym warto zjeść?

Oczywiście jogurt grecki (szukajcie zwłaszcza takiego  w kamionce)

Taramosalata – pasta z kawioru, kosztuje około 1 euro za 100 gramów. Dla miłośników rybnych smaków pozycja obowiązkowa (nie zrażajcie się dziwnym, różowym kolorem)

Tzatziki – najlepiej takie na wagę. Ogórki, trochę czosnku i duuużo gęstego, greckiego jogurtu. Pyszności!

Pita Gyros – czyli gyros w bułce z warzywami i… frytkami. Matko, jakie to jest pyszne 🙂 a kosztuje mniej więcej 2,50 euro.

Smak mastiha – możecie go znaleźć w gumach do żucia, cukierkach lub w lodach. Specyficzny, żywiczny smak (bo mastiha to żywica z drzew rosnących na wyspie Chios). Inny niż wszystko, co znacie.

Tradycyjny waniliowy krem – to taki grecki budyń waniliowy podawany z cynamonem. Pyszny, chociaż nie jest to żaden zaskakujący smak. Ale i tak warto spróbować. Tylko uwaga, bardzo słodki.

Frappe – czyli kawa na zimno, ulubiony napój Greków. Pamiętajcie tylko, żeby poprosić dużą porcję cukru, nawet jeśli normalnie nie słodzicie kawy. Zbyt gorzka frappe jest ciężka do przełknięcia.

Więcej na temat pysznych rzeczy znajdziecie w poście: 20 najlepszych potraw jakie jedliśmy w podróży. Smacznego!

Na ile jechać na Santorini?

Według mnie kilka dni do tygodnia to jest maksimum, które warto poświęcić wyspie. W tym czasie zobaczycie wszystko co jest warte zobaczenia i jeszcze znajdziecie czas na plażowanie i spacerowanie promenadą. Oczywiście można wyspę objechać samochodem i w jeden dzień, ale co to za przyjemność 😉

Przeczytaj o naszym tygodniu na Santorini.

santorini piękne miejsca.jpg
Santorini, migawki

Kiedy jechać na Santorini?

My byłyśmy w połowie września a temperatury codziennie dochodziły do mniej więcej 30 stopni. Na wyspie prawie nie ma miejsc zacienionych, gdzie można się schować, zwłaszcza, gdy wybieramy się na zwiedzanie. Dlatego trzeba zabrać kapelusze i kosmetyki do opalania.

Wiosna na wyspie może być kapryśna, tak samo jesień czy zima (no i po sezonie może być też ciężej o kwaterę – część z nich zapewne się zamyka, to samo dotyczy sklepów). Miesiące letnie stanowczo za gorące (ponad 35 stopni to norma). Wydaje się więc, że wrzesień jest optymalny.

Zresztą sami oceńcie. Rocznie przyjeżdża tu około 5,5 mln turystów. Od kwietnia do końca października na Santorini trwa wysoki sezon a największe oblężenie trwa od czerwca do końca sierpnia.

Ważna informacja jest taka, że od 2019 roku Santorini chce wprowadzić limity dla turystów, dziennie będzie mogło przypływać tylko 8 tysięcy osób (czyli mniej więcej połowa mniej niż teraz).

santorini we wrześniu
Santorini we wrześniu

Czy warto jechać na Santorini?

Zdecydowanie tak. Nie na darmo białe miasteczka wyspy cieszą się mianem najpiękniejszych na świecie (a na pewno zachód słońca ma taką opinię!). Jednak nie jest to wyspa zielona, pełna palm czy gajów oliwnych i na to trzeba się przygotować. Rośliny, które tak pięknie wyglądają na zdjęciach to czyjeś prywatne okazy, o które ludzie dbają. Bez regularnego podlewania nawet kaktusy ledwo tutaj żyją 😉

santorini rosliny.jpg
Pustynne Santorini

W każdym razie Santorini jest jedyne w swoim rodzaju, nawet w skali greckiej. Zdecydowanie warto zobaczyć 🙂

Poznaj 10 powodów dla których kochamy Grecję!

Natalia

 

Reklamy

Tydzień na Santorini

santorini z biurem podróży

Po rocznej wyprawie nadeszła pora, aby spędzić trochę czasu z rodziną. Dlatego razem z mamą i siostrą skorzystałyśmy z wygodnej formy urlopowania, jaką dają wczasy z biurem podróży i… wybrałyśmy się na Santorini 🙂

santorini urlop
Rodzinny wyjazd do Grecji

Jak jest na Santorini?

Pierwsze nasze wrażenia były mieszane. Podczas wysiadania z samolotu uderzyła nas ściana gorącego powietrza, czyli tak jak się spodziewałyśmy, ale za to wyspa widziana z okien autokaru była dość nieciekawa. Tylko piach, piach i brunatne kamienie.

Dotarło też do nas, że na Santorini nie uświadczymy palm, no chyba, że w przydomowych ogródkach, gajów oliwnych czy kaktusów. Pożółkłe aloesy i przyschnięte opuncje to był szczyt wyspiarskich możliwości w zakresie roślinności.

santorini teren.jpg
Szaro-bura ziemia na Santorini

Santorini, czyli pozostałości wulkanu

Dopiero spacer po tej wyspie uświadamia nam, że ma ona prawo wyglądać tak, jak wygląda. Nie tylko ze względu na prażące słońce, ale też dlatego, że jest pozostałością po wielkim wybuchu wulkanu, który miał miejsce 1600 r p.ne. Podobno była to największa katastrofa w rejonie Morza Śródziemnego tamtych czasów. A jej skutki były odczuwalne na całym świecie. Ostatecznie wyspa się rozpadła a wulkan zapadł się w siebie i zatopiło go morze.

Pamiątką po tym zdarzeniu jest kaldera – czyli właśnie zatopiony krater, którą okalają wystające ponad powierzchnię jej boczne fragmenty. I robi to naprawdę wielkie wrażenie.  Z morza wystają pumeksowe, czarno – bure ściany na których uroczo bielą się domki z niebieskimi dachami.

Z morza, z łódki, wygląda to najwspanialej.

santorini łódź
Santorini – rejs

Nea Kameni

A zatem jeśli o wulkanach mowa. Jedną z wysp otaczających kalderę jest właśnie Nea Kameni na której znajduje się Agios Georgios – aktywny wulkan.

Można tam dostać się łodzią z portu z Firze lub Athinios. Z tego co się dowiedziałyśmy, to taką wycieczkę trzeba zarezerwować przynajmniej z jednodniowym wyprzedzeniem. My wybrałyśmy opcję wyjazdu z miejscowości w której mieszkałyśmy – z Perissy. Autobus przyjechał po nas, zawiózł nas do portu a tam już czekała na nas łódź.

Spacer po Nea Kameni odbywa się z przewodnikiem i na „zwiedzanie” wyspy mamy mniej więcej godzinę. To wystarcza, żeby dość żwawym, ale nie spiesznym, krokiem wejść mniej więcej 300 metrów pod górę (ścieżka pnie się łagodnie), zrobić kilka przystanków na wysłuchanie przewodnika i zrobienie zdjęć oraz pokręcenie się chwilę na samym szczycie krateru.

A potem schodzimy, schodzimy! Do odpłynięcia łódki zostaje jakieś 15 minut. Ludzi jest sporo, szlak prowadzi po kamieniach – wyschniętej lawie 😉 Nie jest trudny, ale trzeba uważać i nie da się iść zbyt szybko. Jak zwykle w takich przypadkach z przewodnikiem, miejsce fajne tylko czasu brakuje.

Na Nea Kameni kamienie dymią, ziemia dymi, śmierdzi siarką, widoki wspaniałe. Takie wulkany to ja rozumiem 😉 Ale wyspa to tak naprawdę uśpiona bomba. W latach 60 wyspę zasypały popioły wulkaniczne a ostatnia aktywność miała miejsce w 2011 roku! Santorini zatrzęsło się od mini wstrząsów. Dla nas ta świadomość była niesamowita, dla mieszkańców trochę gorsza…

nea kameni
Nea Kameni

Thirasia

Podczas rejsu na wulkan nasza łódka zawinęła jeszcze na pobliską wyspę – Thirasię. Wyspa ta jest jedną wielką górą. Dosłownie. U jej stóp mamy mały port, pełen knajpek ze świeżymi, pysznymi owocami morza. Gotowe dania są wystawione w kamiennym piecu a ich składniki w przeszklonej lodówce. Można wybrać to, na co się ma ochotę a potem patrzeć, jak zostaje przyrządzone 🙂

Thirasia słynie jeszcze z tego, że na jej szczycie znajduje się miasteczko, opuszczone w sezonie. Ludzie stamtąd pracują na Santorini, więc za dnia w domach nie ma nikogo. Nie starczyło nam jednak zapału, żeby wejść na górę, wysoko po stromych schodach na szczyt.

thirasia santorini
Thirasia, po prawej stronie na dole widać szlak na szczyt góry

Fira i Firostefani – Imerovigli – Oia szlak pieszy, białe trójmiasto

Jednymi z „żelaznych” punktów do odwiedzenia na Santorini jest stolica – Fira oraz Oia, słynne miasteczko z białymi domkami. Tak naprawdę to na całej wyspie są tylko takie zabudowania ale  wygląda to przeuroczo. Jednak Fira i Oia zbudowane są na samym stoku wyspy, a Oia dodatkowo na jednym z jej koniuszków. Domek jeden nad drugim i błękitne kopuły kościołów robią oszałamiające wrażenie.

fira oia.jpg
W drodze na Oię

Z Firy prowadzi szlak pieszy, z dala od ulicy, aż do Oii. To 8 kilometrów, które początkowo wydają się łatwym spacerkiem, który zmienia się w wymagający trekking, wtedy kiedy, jest już za późno 😉 Z Firy do Imerovigli teren jest płaski, dobrze się idzie i niektórzy snują plany kolejnych wędrówek. Po dojściu na metę szybko się wycofują ze swoich zamiarów 😉

Wyzwanie zaczyna się, gdy opuszczamy ostatnie miasteczko i musimy pokonać góry. Szlak wiedzie kamienistymi i piaskowymi ścieżkami, w górę, czasem w dół. I to nie prawda, że w którąś ze stron jest łatwiej (jak usłyszeliśmy np. od naszej rezydentki). W każdą trzeba pokonać terenową ścieżką wzniesienia i w każdą czekają na nas zejścia.

Oia szlak pieszy
Szlak Fira – Oia

Zdecydowanie trzeba się zaopatrzyć w dobre buty, dużo picia i naprawdę się zastanowić, czy jesteśmy w przynajmniej poprawnej kondycji.

Jednak widoki ze szlaku są wspaniałe. Zawieszone nad morzem białe domki (Imerovigli nie na darmo nazywane jest „balkonem Santorini”), w oddali Oia, w zasięgu wzroku cała kaldera, którą wspaniale widać, wysepki które kiedyś tworzyły jedną wyspę i oba końce samego Santorini. Jest przepięknie.

Oia Santorini
W drodze do Oii

Oia – zachód słońca jak z obrazka

Kiedy docieramy do Oii jesteśmy wykończone ale zadowolone, że dałyśmy radę. Zresztą, jakie miałyśmy wyjście 😉 Snujemy się trochę wąskimi uliczkami miasteczka, zaglądając do kolorowych sklepów z różnymi pamiątkami i w menu pobliskich knajp, jednak ceny skutecznie nas zniechęcają do zakupienia tam czegokolwiek.

Oia
Oia, Santorini

Ostatecznie znajdujemy bramę z ławeczkami w cieniu (chyba jedyne w całej Oii) i kiedy nieco odpoczęłyśmy idziemy na basztę, która jest jednocześnie pozostałością po zamku i najlepszym punktem widokowym na słynny zachód słońca.

Miałyśmy szczęście, bo zajęłyśmy ostatnie siedzące miejsca (na murku) ze świetnym widokiem na zabudowę miasta. Pozostało nam więc czekać a ludzi zbierało się coraz więcej, w samym miasteczku też ustawiały się grupki turystów.

Słońce zaczęło w końcu zachodzić i rozpoczął się przepiękny spektakl świetlny. Najpierw woda zaczęła mienić się kolorami złota a następnie miasteczko przybrało wszystkie barwy zachodzącego słońca. Zapaliły się lampki i zrobiło się jeszcze piękniej.

Oia sunset
Oia, zachód słońca

Ale kiedy tylko słońce zaszło ruszyłyśmy sprintem na dworzec autobusowy, nastraszone wcześniej otrzymaną informacją, że z Oii po zachodzie słońca wracają autobusami tłumy turystów i można utknąć w mieście.

Może w sezonie tak, ale we wrześniu? Okazało się, że nikt się nie spieszył do powrotu. Ludzie spokojnie spacerowali uliczkami, na dworcu była niewielka kolejka. Co prawda rzeczywiście nie zmieściłyśmy się do pierwszego autobusu, który już stał, ale za to od razu podjechał kolejny, do którego spokojnie wsiadłyśmy.

Skaros Rock santorini
Skaros Rock, w stronę Oia

Fira – port

Aby zwiedzić Firę i port zarezerwowałyśmy sobie inny dzień niż ten ośmiokilometrowy spacer. Całe szczęście, bo stolica wraz z zejściem do portu kosztowały nas sporo czasu i trochę wysiłku. Przede wszystkim dlatego, że postanowiłyśmy zejść o własnych siłach po około 600 stopniach. Po drodze można spotkać Greków ze stadkami osiołków, na których można zejść lub wejść na górę. Ale osiołki były tak biedne, że aż żal było na nie patrzeć, a co dopiero wsiąść. Stały bez wody, na pełnym słońcu. Cała trasa do portu jest w związku z tym ozdobiona oślimi kupami, a w miejscach, w których zwierzęta stoją, panuje nieznośny smród.

Zaś sam port jest bardzo rozczarowujący. Żadne tam klimatyczne miejsce. Ot parę bud, kilka knajp i jeden stragan z pamiątkami, a do tego opuszczone pozostałości po jakichś magazynach. Nic ciekawego.  Jeśli spacer – zejście po schodach nie stanowi dla Was atrakcji, to odpuście sobie to miejsce. Lepiej na nie popatrzeć z góry, dużo atrakcyjniej się prezentuje.

Fira Old Port
Fira, Stary Port

Z powrotem natomiast wjechałyśmy kolejką linową. Kolejka była na szczęście w dobrym stanie, wiatr nie wiał, więc wagoniki się nie kołysały za bardzo. I całe szczęście, bo wjechanie nią już samo w sobie było okropnym przeżyciem 😛

Mesa Vuono

Jednym z punktów na naszej marszrucie było zdobycie najwyższego szczytu na Santorini, 567 m npm. I wybrałam się tam tylko z siostrą. W samo upalne południe, ze zbyt małą ilością picia 😛 Ale dotarłyśmy!

widok na Santorini Mesa Vuono.jpg
Widok z drogi na szczyt

Szlak od strony Perissy, którędy wchodziłyśmy, jest górski, kamienisty i piaszczysty. Nie jest trudny, ale wysokość jest wystarczająca, żeby być mocno zmęczonym na górze. Tam zaś czeka na nas budka z piciem, lodami i jedzeniem 😉 oraz ruiny starożytnego miasta Thera. Ale nie miałyśmy ochoty tam wchodzić 😛

Za to schodząc nie mogłyśmy sobie odmówić zboczenia w inną górską ścieżkę, prowadzącą do małego, białego kościółka, na którego często patrzyłyśmy z dołu. Droga do niego jednak najpierw schodziła a potem, niespodziewanie, ostro wspinała się po kamiennych schodach w górę. A kościółek zamknięty! Usiadłyśmy pod nim wykończone, wytrząsając ostatnie krople picia. Ale najwyższy szczyt Santorini zdobyłyśmy i to z bonusem! 😉

Mesa Vuono santorini
Mesa Vuono, widok z góry, kościółek i panorama z trasy (z przypadkowym przechodniem)

Czas wolny i podsumowanie

Na Santorini spędziłyśmy tydzień. Jest to wystarczająca ilość czasu, aby dobrze poznać wyspę i zobaczyć wszystkie jej atrakcyjne zakątki. Na pewno łatwiej byłoby zwiedzać ją rowerem czy autem niż autobusem, ale z drugiej strony ruch jest duży, drogi są w kiepskim stanie i wąskie, a wielkich autobusów jest dużo. No i wszyscy muszą mieć kondycję na rower 😉

santorini urlop
Santorini rodzinnie

Nam nie udało się dotrzeć ostatecznie do Czerwonej Plaży i Akrotiri (zwanych santoryńskimi Pompejami), które są wymieniane jako jedne z atrakcji wyspy. Nie miałyśmy już siły po prawie całym tygodniu codziennych długich wycieczek. Wolałyśmy spędzić ten czas na spacerach po Perissie – wzdłuż promenady i na kąpielach w morzu (zimnym!). 🙂

Na Santorini.jpg

A o aspekcie praktycznym; jak dotrzeć na wyspę, jak się po niej poruszać, gdzie jest taniej a gdzie drożej, przeczytacie w kolejnym wpisie 🙂

 

Natalia

Wady i zalety podróżowania, cz. II Zalety

Po negatywnej dawce tego, co nie jest fajne, którą mogliście przeczytać w poście o minusach podróżowania, powiemy Wam, dlaczego, mimo wszystko dołączyliśmy do grona podróżników 🙂

Jakie zalety miała nasza roczna podróż?

1.Brak terminu powrotu. Chociaż musieliśmy liczyć się z czasem w różnych sytuacjach, to jednak najlepsze było to, że nie musieliśmy odliczać dni do powrotu, do końca urlopu. Dzięki temu mogliśmy gdzieś zostać tyle, ile nam się podobało (czy raczej na ile nas było stać 😉 ) i nie martwić się o to, że jeszcze mamy do zrobienia 1000 kilometrów i tylko tydzień wolnego.

2. Taka podróż sprawia, że spędzasz dużo więcej czasu na oglądaniu świata niż podczas urlopu. Możesz chłonąć piękne widoki, cieszyć się tym co dookoła i nie martwić się, że za tydzień wrócisz do domu. Bo za tydzień będziesz oglądać inne wspaniałe miejscadlaczego warto podróżować3. Próbowanie lokalnych przysmaków. To chyba jedna z największych zalet jakichkolwiek podróży. Możesz próbować nowych smaków i nowych potraw. Pod warunkiem, że jest czego próbować 😛 Zobacz wpis o najlepszych smakołykach, jakie jedliśmy w pierwszej części podróży

wyprawa przysmaki swiata
Na zdjęciu: przysmaki kosowskie, greckie, norweskie i niemieckie

4.Owoce z drzew. To prawdziwa frajda, móc sobie przystanąć przy drzewku, albo czasem i całym sadzie, i narwać fajnych owoców. Mamy już na koncie między innymi figi, mandarynki, grejpfruty, granaty, banany, migdały 🙂

5.Forma i zdrowie! 🙂 Rowerowa wyprawa ma to do siebie, że chcąc nie chcąc dbasz o zdrowie, nawet, jeśli jadasz dziwne, niezbyt zdrowe rzeczy. Chudniesz, w brzuchu lekko, nogi i pośladki się rzeźbią, a do tego opalasz skórę (no, chyba, że jesteś w Chorwacji i akurat trwa niepogoda :P). To jest super sprawa.

6. Minimalizm. To zarówno zaleta jak i wada. Okazuje się, że spokojnie możesz przeżyć z dwoma rodzajami koszulek na każdy rodzaj pogody, jedną parą spodni „na miasto”, z trzema parami butów (sandały, kryte, klapki) czy absolutnie minimalną ilością kosmetyków. Co więcej, niektórzy po takiej przygodzie opróżniają swoje szafy w domach.

No jasne, że się da i że można tak żyć, ale co to za życie! 🙂 Po powrocie nie mogę się nacieszyć swoją szafą i ilością kosmetyków, a w marcu, podczas krótkiego pobytu w domu pierwsze co zrobiłam, to pobiegłam na zakupy ciuchowe :p

7. Dowiadujesz się wiele o sobie. Wiesz, że poradzisz sobie w różnych sytuacjach, ale też dowiadujesz się czego oczekujesz od życia i gdzie jest Twoje miejsce. Czy jesteś typem podróżnika, który bardziej sobie ceni przygody niż wygody, czy jednak odwrotnie. Podróż weryfikuje też Twoje plany na przyszłość (np. czy na pewno chcesz mieszkać za granicą i czy w Polsce jest tak źle, jak sądzisz), oraz to jaki naprawdę jesteś (np. że marudzenie to nieodłączna strona Twojej natury 😉 )

wyprawa dookoła swiata.jpg

8. Dowiadujesz się wiele o swoich znajomych. I okazuje się, czy masz w ich gronie ludzi na których możesz liczyć, tak jak przypuszczałeś, czy może jednak nie. Oraz czy są osoby życzliwie nastawione do Ciebie, a wcale ich o to nie podejrzewałeś 🙂

9. Cieszysz się z małych rzeczy. Kiedy człowiek za bardzo zapada się w tę wygodną strefę komfortu, to czasem nie dostrzega małych rzeczy, które sprawiają, że nasze życie jest dobre. Taka podróż doskonale uwrażliwia na drobnostki. Na przykład jaka to radość jeść słony chleb 😉

Tak, nawet sobie nie zdajmy z tego sprawy, ale gdy we Włoszech natrafisz niechcący na ten niesolony to będziesz wiedzieć, o co chodzi 😉 Nie wspominając już o takich oczywistościach jak ciepła, bezpłatna, bez limitu czasowego woda pod prysznicem z dobrym ciśnieniem 😉

10. Ludzie są dobrzy. Oczywiście nie należy tutaj popadać w skrajności i przestać być ostrożnym lub koniecznie odwiedzać kraje ogarnięte wojną. Ale warto mieć świadomość, że prosząc o pomoc właściwie zawsze ją otrzymasz. A są też takie miejsca, że nie trzeba o nic prosić. Ludzie po prostu chcą pomagać. I to sprawia, że Twoje spojrzenie na świat staje się trochę inne. Bardziej pozytywne 🙂

11. Uczysz się nowych rzeczy. Języka lub tego, że nie ma się czego bać nawet jeśli tego języka nie znasz zbyt dobrze. Uczysz się dobrego planowania (ogólnie rzecz biorąc logistyka wyprawy tego wymaga), uczysz się szybko oceniać, co jest warte wydania pieniędzy a co nie i zwracasz na to uwagę, uczysz się nowych kultur i nowego spojrzenia na świat 🙂

12. Spełniasz swoje marzenie. A co jest cenniejsze od realizacji planów, celów i marzeń? 🙂

wyprawa po europie.jpg
Korfu, Norwegia, Grecja, Włochy… 🙂

Natalia i Mikołaj

Podsumowanie II części wyprawy

wyprawa po europie

Po kilku miesiącach spędzonych na wyprawie rowerowej przez północną Europę, wróciliśmy do domu. Pora więc na podsumowanie 🙂

W tym poście w skrócie przybliżymy Wam tegoroczną część naszej podróży.

A w tym wpisie: Podsumowanie I części wyprawy rowerowej po Europie możecie sobie przypomnieć trasę po Bałkanach.

Zimowanie w Rzymie

wyprawa rowerowa włochy
U góry: panorama Rzymu, po lewej Zamek św. Anioła, po prawej Bazylika św. Piotr

Przede wszystkim należy zaznaczyć, że zimowe miesiące, czyli od połowy listopada do połowy marca, spędziliśmy w Rzymie. Doświadczenie było niezwykłe, bo stolica Włoch jest przepięknym, magicznym miejscem na które mieliśmy prawie nielimitowany czas zwiedzania (no, może i limitowany ale było go nadzwyczaj dużo).

O ile jednak M. czuł się w Rzymie fantastycznie, o tyle N. trochę doskwierał brak bycia pomiędzy znajomymi kątami i znajomymi – tak w ogóle.

Ale Rzym stał się trochę takim naszym drugim miastem.

Rzym znane miejsca.jpg
Od lewej u góry: Koloseum, widok na Forum Romanum, akwedukty, Koloseum, widok na Watykan, Fontanna di Trevi

Więcej o naszym rzymskim pobycie przeczytacie we wpisie: Jak nam się żyło w Rzymie.

Zapraszamy też do kategorii Rzym, tam znajdziecie dużo ciekawostek na temat tego miasta 🙂

Powrót do Polski

W marcu na miesiąc wróciliśmy do Polski, żeby załatwić sprawy zdrowotne. Musieliśmy odwiedzić dentystę, który w Polsce był dużo tańszy niż we Włoszech. Do tego dochodziła jeszcze gwarancja polskiego laboratorium technicznego, no i zaufanie do znanego lekarza. Przy okazji mogliśmy trochę nacieszyć się wytęsknionym domem, spotkać ze znajomymi i najeść domowych smakołyków 🙂

Wiosna we Włoszech

A w kwietniu wróciliśmy do pozostawionych w przechowalni rzymskiej rowerów i całego ekwipunku. Wiosna we Włoszech była trochę kapryśna. Dobrze się więc stało, że ruszyliśmy ostatecznie później niż planowaliśmy (ze względu na powrót do domu). Wieczory i poranki były jeszcze zimne a co jakiś czas pogoda się psuła.

Deszcze jednak szczęśliwie udawało nam się przeczekiwać w przyjemnych kwaterach. Skończył się jednak sezon grzewczy i w mieszkaniach było dosyć chłodno.

włochy.jpg
U prawej na górze: Castigliano, na dole Termy Saturni

W każdym razie nie cierpieliśmy jednak zbytnio z powodu przymusowych dni restowych, bo po zimie (mimo, że trochę jeżdżonej) forma nam jeszcze nie dopisywała. Szybko się męczyliśmy i nogi odmawiały posłuszeństwa.

Z Włoch dojechaliśmy, przez Monako, nad Lazurowe Wybrzeże. Cieszyliśmy się bardzo, bo we Włoszech zapowiadano kiepską prognozę a poza tym trochę znudziły nam się makarony i sosy pomidorowe 😛

Francja

We Francji zaś (pociągiem pokonaliśmy fragment z włoskiego Sanremo do Monako) pogoda była piękna. A do tego widoki takie, że brak słów. Lazurowe Wybrzeże rządzi, co tu dużo mówić 🙂

francja lazurowe wybrzeze.jpg
U góry od lewej: Włoskie cinque terre, Monako u dołu: Lazurowe Wybrzeże

Południe Francji nie rozczarowało nas ani trochę. Przepiękne widoki, pogoda i do tego francuskie jedzenie. Jednak problemem Francji są imigranci i to niestety widać. W Grasse, czy w Marsylii biedne, kolorowe dzielnice sprawiają, że rozglądasz się dookoła siebie częściej niż byś sobie tego życzył i zmywasz się z tych miejsc, tak szybko, jak tylko możesz. Być może to tylko okropne uprzedzenia, a być może nie, bo jeśli czujesz się jak w filmie gangsterskim i w dodatku to nie Ty jesteś gangsterem

francja.jpg
Od góry po lewej: Grasse, po prawej kalanki marsylskie, Po lewej udołu Marsylia

W każdym razie nic złego nam się nie przytrafiło (nie licząc jakichś utarczek z właścicielem mieszkania czy właścicielami kempingu: przeczytaj więcej we wpisie o Lazurowym Wybrzeżu rowerem i ostatecznie wsiedliśmy w pociąg w Marsylii, który pokonał całą Francję  i wysadził nas pod belgijską granicą. W totalnie innym świecie.

Belgia

Północ Francji była bardzo flamandzka, zarówno pod względem architektury (strzeliste domki z czerwonej cegły, przypominające angielski lub niemiecki styl) jak i atmosferą. To już nie był południowy luz. To była północna porządnickość. Może nie jakaś sztywna i przesadzona, ale jednak.

Belgia okazała się dość ładnym krajem o koszmarnie wysokich cenach i denerwujących pagórkach; krótkich i bardzo stromych. Ostatecznie znudziła nas i zmęczyła. Ale za to jednocześnie rozkochała nas w swoich musach czekoladowych… 🙂

belgia
U góry: Dolina Mozy, reszta: Belgia

Holandia

Holandia była wytchnieniem dla naszych nóg, bo była płaska jak stół 😉 M. nie mógł jej ścierpieć. Nie tylko przez brak gór ale również za przymus jeżdżenia po ścieżkach rowerowych.

holandia wyprawa rowerem
Holandia

Faktem jest, że w Holandii jazda długodystansowa na rowerze może być stresująca. Infrastruktura dróg dla rowerów jest oszałamiająca, przez cały kraj biegną ścieżki we wszystkich kierunkach. Często po obu stronach szosy samochodowej po jednym pasie rowerowym w danym kierunku. Oznaczenia jednak nie zawsze były dla nas czytelne i czasem wyjeżdżaliśmy pod prąd (rowerzyści wtedy kręcili głową z dezaprobatą) a czasem zjeżdżaliśmy w ogóle ze ścieżki na szosę. Wtedy zaczynało się zirytowane trąbienie kierowców. Od razu.

A na koniec jeszcze robotnicy wściekli się na nas, za to, że nie chcemy jechać objazdem (rozkopali jeden pas ulicy i ścieżkę) przez pole, nie wiadomo jak daleko, tylko jedziemy kilka metrów jezdnią. Sytuacja była bardzo nieprzyjemna. Krzyki i popchnięcia. Z ulgą wyjechaliśmy z Holandii.

A szkoda, bo kraj jako taki jest ładny (przynajmniej N. się podobał). Poprzecinany kanałami, nawet w miastach 🙂 Łódki i motorówki są tutaj jednym z wielu środków transportu i sposobu spędzania wolnego czasu. Do tego ładna architektura i słynne wiatraki oraz niesamowity Amsterdam. Ale ciężko jest być rowerzystą w kraju Niderlandów.

holandia.jpg
Holandia i Amsterdam

Więcej o Belgii i Holandii przeczytasz w postach:

Belgia i Holandia rowerem

Amsterdam rowerem

12 rzeczy, które wkurzają w Belgii

Luksemburg

Do Luksemburga wjechaliśmy trochę przerażeni tym, jakie ceny produktów nas tam zastaną. Przeczytaliśmy gdzieś, że jednym z tańszych sąsiadów jest… Belgia. Belgia, w której odechciewało się jeść na widok wysokich cen.

Na szczęście w Luksemburgu było kilka dyskontów (Aldi), w których jednak było taniej niż w Belgii.

Jako państwo Luksemburg nie zapadł nam szczególnie w pamięć. Dużo lasów, dużo nijakich miasteczek. Nie widać tego bogactwa. Zaś miasto Luksemburg jest rzeczywiście ładne. Wbudowane w wąwóz z zamkiem na szczycie.

luksemburg.jpg
Luksemburg i kanion

Więcej o tym kraju przeczytacie we wpisie: 8 pytań o Luksemburgu, które sobie zadajcie

Niemcy

Wielką przyjemnością zaś okazała się trasa przez Niemcy. Kraj ten, wbrew naszym wyobrażeniom  (jakoś nigdy nie eksplorowaliśmy go, nie wydawał nam się interesujący widokowo), okazał się pagórkowaty i ładny. A do tego miał tę olbrzymią zaletę, że ceny w sklepach były porównywalne do polskich a asortyment szeroki. No i język, który M. zna świetnie a N. na tyle, żeby rozumieć, co się do niej mówi 😉

niemcy rowerem
Niemcy, gejzer w Andernach, Hamburg

W Niemczech mieliśmy awarię rowerową, którą pomógł nam zwalczyć Christian, nieznajomy, do którego zapukaliśmy z prośbą po pomoc (ale nawet nie w połowie taką jakiej nam udzielił)

Przeczytaj wpis: 10 ciekawostek o Niemczech, które Cię zaskoczą

p.s Czy wiedzieliście, że w Niemczech jest najwyższy gejzer zimnej wody na świecie? 🙂

Dania

A po Niemczech przyszła pora na Danię. Ale niczego ciekawego w niej nie było zatem polecieliśmy dalej 😉

Przeczytaj o tym, dlaczego w Dani nie ma nic. Dramatycznie nic 😉 W 4 dni przez Danię, czyli 9 ciekawostek

dania rowerem
Dania i duńskie korony

Szwecja

A z Danii promem dostaliśmy się do Szwecji. Należy zaznaczyć, że odkąd opuściliśmy Włochy właściwie przez cały czas dopisywała nam piękna pogoda, w przeciwieństwie do tego, co działo się w pierwszej części wyprawy. Tak również było w Skandynawii.

To w Szwecji nabawiliśmy się poparzeń słonecznych i uczulenia na słońce 😉

Sam kraj zaś bardzo pozytywnie nas zaskoczył. Był tylko trochę pagórkowaty, pełen ładnych widoczków (jeziorka, rzeczki, podmokłe tereny), Szwedzi okazali się sympatyczni a jedzenie niezbyt drogie. Za to pełne ciekawych smaków.

No i oczywiście zaczęły się białe noce. Fantastyczne zjawisko! 🙂 W pewnym momencie w ogóle nie robiło się ciemno.

szwecja.jpg
Szwecja

Dobrze będziemy wspominać Szwecję, chociaż pod koniec wyprawy trafiliśmy do niej jeszcze raz i wtedy zaoferowała nam tylko złą pogodę, pustkowia, lasy ale i… renifery (które wychodziły nam na szosę) oraz Lidla! 😀 w którym zaopatrzyliśmy się w tanie i pyszne, w stosunku do Norwegii, produkty.

Więcej o Szwecji przeczytasz we wpisie: Szwecja w 20 punktach, które Was zaskoczą

Norwegia

Norwegia to był nasz gwóźdź programu tego etapu podróży. Zdecydowanie warty tego, żeby do niego dojechać, nawet jeśli czasami mieliśmy już dość.

Absolutnie przepiękny kraj, który dane nam było przez pierwsze dwa tygodnie podziwiać przy słonecznej pogodzie.

norwegia wyprawa rowerem

Norwegia na każdym kroku prezentuje tak niesamowite dzieła natury, tak piękne krajobrazy, że człowiek nie może wyjść z podziwu, że jeden kraj może być w całości tak zdumiewający.

Nie widzieliśmy całej Norwegii, ale dotarliśmy aż za koło polarne, do Bodo. Kraina fiordów i lodowców całkowicie podbiła nasze serca.

norwegia rowerem.jpg

Niestety na początku sierpnia pogoda się zmieniła, zaczęło padać, mocno się ochłodziło (zrobiło się raptem naście stopni), więc będąc nieco załamani, tym co nas czeka i dodatkowo bardzo już zmęczeni, zdecydowaliśmy się wynająć samochód.

Samochód okazał się dobrym ruchem, bo nie dość, że cenowo okazało się, że wyniósł nas mniej więcej tyle, ile byśmy wydali dalej podróżując rowerami, to jeszcze pojechaliśmy dalej niż planowaliśmy na dwóch kółkach, a do tego wykpiliśmy się norwesko – szwedzkim pustkowiom i dziesiątkom kilometrów szutrowych szos.

Norwegia, chociaż wymagająca „górsko” (ale nie bardziej niż południowe kraje Europy, chyba nawet mniej niż Włochy czy południowa Francja), była najpiękniejszym krajem, ze wszystkich jakie kiedykolwiek odwiedziliśmy.

norwegia wyprawa

Więcej o Norwegii dowiesz się z wpisów:

Pierwsze wrażenia z pobytu w Norwegii w 12 punktach

Norweskie ciekawostki, czyli obserwacji ciąg dalszy.

O tym, co jeść w Norwegii.

I o podróży przez Norwegię rowerem.

Ogólne podsumowanie

Ta część wyprawy, pomimo początkowej kapryśnej, włoskiej wiosny, pozwoliła nam się cieszyć bardzo dobrą pogodą.

Dzięki temu i prawdopodobnie dzięki lepszemu zaplanowaniu trasy przez M. ten etap był łatwiejszy niż poprzedni. Po drodze były też płaskie i mniej wymagające kraje, czego na Bałkanach nie ma.

Kraje północnej Europy to jednak większe wydatki. Nawet nie na same kempingi, które (poza Danią) kosztują wszędzie mniej więcej 20 euro za dwie osoby z namiotem ale przede wszystkim noclegi pod dachem (dopiero w Niemczech i Szwecji ceny zrobiły się akceptowalne – do 50 euro za noc) oraz zakupy spożywcze. Wszelkie usługi czy inne towary (jak dętki czy opony) są co najmniej dwukrotnie droższe niż w Polsce.

Widokowo, odkąd opuściliśmy Lazurowe Wybrzeże, dopiero Norwegia sprawiła, że naprawdę zapierało nam dech w piersiach z powodu otaczającego piękna.

Kilometrów przejechaliśmy mniej więcej:

M.: 8 500 km. N.: 6000 km, nie licząc Rzymu..

To ok 3 000 więcej niż podczas poprzedniej części. A mimo to, odczucia mamy takie, że było łatwiej.

Nie mieliśmy żadnego wypadku, niebezpiecznej sytuacji, jedynie jedną poważną awarię (pęknięcie opony w Niemczech). Ludzie których spotykaliśmy na naszej drodze z reguły byli życzliwi i pomocni.

Na pewno jeszcze nie ochłonęliśmy po powrocie i ciężko powiedzieć, czy mamy jakieś skonkretyzowane plany co do dalszych podróży.

Ale z pewnością teraz na blogu nastąpi cykl różnego rodzaju podsumowań! 🙂

Natalia i Mikołaj

Amsterdam i pożegnanie z Holandią

amsterdam wycieczka

Wpis zaczynamy dzisiaj z grubej rury – a może i lufy 😉 Amsterdam! Miasto rowerów, kanałów i kamienic oraz tego, co zakazane gdzie indziej.

Amsterdam rowerowo
Kanały amsterdamskie

Jak zwiedzaliśmy Amsterdam? No jasne, że na rowerze 😉 Ale wcale to nie było takie oczywiste, bo w trakcie przejazdu przez miasto, w drodze na camping, tłumy rowerzystów sprawiły, że ja poważnie zastanawiałam się, czy nie lepiej będzie iść na spacer po tym mieście, zamiast kluczyć między tysiącami rowerzystów. Przezwyciężyła jednak myśl o tym, ile kilometrów (ostatecznie wyszło 30!), mielibyśmy przejść i że pieszo nie damy rady, a płacić za komunikację miejską, kiedy mamy darmowe rowery (za które inni płacą!) wydawało nam się trochę bezsensu.

Na szczęście okazało się, że w ciągu dnia ruch rowerowy jest niewielki a Amsterdam, jak cała Holandia, dobrze jest przystosowany do rowerzystów. Piesi nie mają tu łatwego życia, przeganiani przez dwa kółka, spychani na margines drogi rowerowej, która często zajmuje całe przejście i dla nich zostaje ledwie niewielkie „pobocze”.

Amsterdam rowery.jpg
Wszędzie rowery

IAmsterdam

We wszystkich relacjach czytaliśmy, że w Amsterdamie trzeba się spodziewać najróżniejszych wariantów pogodowych, my jednak mieliśmy upalne 30 stopni, ale dzięki powiewom i wszechobecnej wodzie dało się to znieść naprawdę dobrze.

Miasto obejrzeliśmy w całości, gdyby jednak chcieć wchodzić do wielu muzeów, które się tu znajdują, powinniśmy tu zostać na co najmniej kolejny dzień – ale to wiązałoby się z kosztami. Jeden bilet do muzeum to przeważnie 16 euro, zwiedzanie Amsterdamu łódką po kanałach 20 euro… można kupić też kartę turystyczną za 60 euro, wtedy mamy 3 wejścia w cenie, zniżkę na łódkę. Dlatego ja odwiedziłam tylko muzeum seksu za 5 euro 😛

Muzeum seksu amsterdam
Część eksponatów z Muzeum Seksu

Czy nam się podobało? M. twierdzi, że nawet – nawet, a ja byłam zachwycona. Miasto jest naprawdę piękne. Położone nad ponad 160 kanałami, zachwyca wąskimi, kolorowymi i ładnymi kamieniczkami. Mosty przyozdobione są kolorowymi kwiatami, po kanałach pływają lub kołyszą się łódki zacumowane do brzegów. A po ulicach jeżdżą i przechadzają się…. Też kolorowi ludzie 😀 i to zarówno w przenośni jak i dosłownie 😉

Holandia kanały
Kanały, łódki i rowery

W Amsterdamie podobno jest najwięcej przedstawicieli innych narodowości (piszą, że około 180 różnych nacji!), ale Amsterdam przyciąga też różne ciekawe egzemplarze 😉 (np. pan w koszulce i stringach na rowerze 😛 ) w związku z tym miasto jest bardzo interesujące, hippisowskie i wyluzowane a jednocześnie nowoczesne.

Amsterdam Holandia
Amsterdam

Amsterdam czyli… riki tiki narkotyki

W Holandii można legalnie palić marihuanę. To chyba wie każdy. Nie zauważyliśmy jednak, żeby było to popularne wśród Holendrów. Nawet młodych. Ba, prawie nigdzie nie było coffeeshopów. Owszem, czasem gdzieś tam stał jakiś magiczny sklep ale w ogóle nie mieliśmy poczucia, że wkraczamy do kraju, gdzie legalne są miękkie narkotyki.

Do czasu, aż nie znaleźliśmy się w Amsterdamie. Tutaj sklepy ze skrętami są właściwie na każdym kroku. Można kupić skręta małego, dużego, z domieszką (nie napisali czego), z haszyszem. Dopalacze, grzybki, herbatki. Oprócz tego lody, lizaki i gumy do żucia z cannabisem. Wszędzie czuć zapach palonej marihuany, ludzie palą skręty jak papierosy. Rano, w ciągu dnia, na przerwie w pracy, wieczorem.

Zaś same coffee shopy wyglądają jak knajpki. Niby wszystko jest legalne, ale te miejsca nie do końca wyglądają jak zwyczajne kawiarnie. Sprawiają wrażenie mniej lub bardziej szemranych.

Możecie się dziwić lub nie, ale nie odważyliśmy się ostatecznie zajarać trawki 😛

Oprócz tego znajdziemy tutaj też sklepy typu seed bank, czyli możecie kupić sobie ziarenka, dopalacze i cały osprzęt, który pomoże Wam znaleźć się na haju 😉

amsterdam marihuana
Coffee shopy, seed banki i informacje o sile dostępnych dopalaczy

Amsterdam czyli… seks, seks, seks!

Oczywiście Amsterdam znany jest również ze swojej Dzielnicy Czerwonych Latarni. To chyba wszystkim znana, przynajmniej ze słyszenia, okolica, gdzie znajdują się domy uciech. Pracują w nich prostytutki, które wdzięczą się do przechodniów w wielkich szybach okiennych lub spoglądają na spacerujących tamtędy mężczyzn przez uchylone drzwi. Domy w których pracują panie są czerwone, o zmroku oświetlone na czerwono (stąd nazwa dzielnicy), a gdy jakiś jest zajęty, okno zasłonięte jest bordową kurtyną.

Prostytucja w Holandii jest legalna, kraj ma z niej podatki, a dziewczyny objęte są ochroną lekarską. Co więcej, mają nawet swoje związki zawodowe!

Same prostytutki okazały się w większości dość postawnymi babkami. Wszystkie ubrane wyzywająco, przeważnie w czarną, skórzaną (lub skóropodobną), lateksową lub panterkową bieliznę.

W Dzielnicy nie wolno robić zdjęć – konkretnie prostytutkom. Natomiast tuż za domami przybytku znajduje się Oude Kerk, XIII wieczny kościół i jednocześnie najstarszy budynek w mieście.

Oude Kerk amsterdam
Oude Kerk

Tutaj też mieszczą się takie muzea jak muzeum seksu, prostytucji czy marihuany i konopi.

Muzeum Seksu okazało się jednak w głównej mierze zbiorem starych zdjęć pornograficznych (głównie świntuszenie z lat 20 i 50). Były tam też różne inne rekwizyty, jak historyczne wibratory, kalejdoskopy w których można było oglądać fikuśne zdjęcia, pasy cnoty czy ciastka w kształcie części intymnych. Jednak przeważały zdjęcia i było ich trochę za dużo 😉

Seks shopów na ulicach Amsterdamu też oczywiście nie brakuje, i to różnego rodzaju. Od zwyczajnych po wyspecjalizowane w różnych upodobaniach typu przebieranki czy SM 😉  Ale znaleźliśmy też sklep, który sprzedawał tylko prezerwatywy. Ale był przy tym tak uroczy, że ludzie wchodzili popatrzeć na eksponaty 😀 kondomy miały kolory, różne kształty, uśmiechnięte buzie czy były sprzedawane jak lizaki – na patyku 😉

kondomeria
Kondomki, do wyboru do koloru

Amsterdam podsumowanie

Chyba zjeździliśmy całe miasto i widzieliśmy wszystko, a nawet trochę więcej niż piszą w przewodnikach. Amsterdam ma niesamowity klimat, jest uroczy i zadbany chociaż trochę monotonny. Aczkolwiek mnie się bardzo spodobał.

Fajnie było znaleźć się w miejscu, gdzie ludzie są wyluzowani i tematy tabu, które zawsze tak spinają, tutaj traktowane są z uśmiechem lub jako zwyczajna część rzeczywistości.

Warto jednak przyjechać tu na dłużej, wydać trochę pieniędzy i zwiedzić kilka płatnych miejsc. Bo jest gdzie zajrzeć 🙂

M. dodaje od siebie, że Amsterdam jest nudny i denerwujący, przede wszystkich dlatego, że wszędzie wygląda dokładnie tak samo (można się zgubić), a pełen jest marnej jakości ścieżek rowerowych, na których można wytrząść sobie hormon wzrostu oraz niezliczonych świateł, na których się trzeba zatrzymywać. Może i „nawet nawet”, ale jednak nie bardzo 😛

holandia amsterdam
Amsterdam, po prawej u góry fragment „morskiej” mozaiki w tunelu z dworca

Podsumowanie Holandii

Po Amsterdamie udaliśmy się w stronę Niemiec, do Akwizgranu, gdzie urządziliśmy sobie weekendowy odpoczynek. Padło na Aachen, bo ceny noclegów tu są normalne (30 euro za noc), w przeciwieństwie do holenderskich czy belgijskich (poniżej 50 euro można w zasadzie zapomnieć).

Jak wynająć mieszkanie za wyjazd? Poradnik.

Wschodnie Niderlandy okazały się pagórkowate i już nie tak ładne (M: znacznie ładniejsze!), jak płaska część kraju. Do tego Holandia zaczęła nas strasznie męczyć swoim terrorem ścieżkowym. Rozumiem, że infrastruktura rowerowa tego kraju jest świetna (M: nadmiarowa i tylko trochę lepsza niż gdzie indziej, ale nadal kiepska),  chociaż czasem stan ścieżek woła o pomstę do nieba. Ciężko nimi jechać, zwłaszcza, gdy jedzie się trochę szybciej niż luzackie naście kilometrów na godzinę.

Czasem też ścieżka idzie jakimiś łukami, lawiruje między stronami szosy. Czasem nie ma jak na nią wrócić, na przykład, gdy za późno ją dostrzeżemy, a ona jest odgrodzona od drogi i zostajemy chwilowo na ulicy.

Jakież wtedy zaczyna panować święte oburzenie. Trąbią na nas, krzyczą z okien, wymachują. Zrobiło się to już ciężkie do zniesienia. Nie wiem jak ci Holendrzy przeżywają wyjazdy do innych krajów, gdzie rowerzyści spokojnie jeżdżą po ulicach?

W każdym razie zjawisko to osiągnęło apogeum, kiedy pobocze i ścieżka były rozkopane na odcinku może 1 kilometra a droga rowerowa biegła jakimś dużym łukiem przez pola. Natomiast szosa była w dwóch kierunkach przejezdna. Oczywistym było, że nie będziemy nadkładać, tylko przejedziemy ulicą, normalnie. Zakazu rowerów (ani nawet informacji o objeździe) nie było.

Ekipa budowlana była innego zdania. Kazali nam jechać dookoła, a kiedy stwierdziliśmy, że nie, że nie ma zakazu rowerów, i że jedziemy ulicą, to gość, który starał się nam zagrodzić drogę, szturchnął M. w plecy! Kolejny, stojący na końcu rozkopów zrobił to samo! Zszokowało nas to. Jak to możliwe, że doszło do czegoś takiego? Do naruszania nietykalności cielesnej?  Czy społeczeństwo holenderskie jest tak sfrustrowane na wszechobecne rowery? Możliwe. A może łamanie reguł jest tutaj nie do pomyślenia i wzbudza taką agresję…?

Nie wiem, ale cieszymy się, że opuszczamy ten kraj, chociaż w kolejnych być może nie będzie wcale dużo lepiej, ale trochę chyba tak.

Holandia rowerem
Holandia czyli chodaki, ser gouda, kanały, rowery i wiatraki

 

Natalia

Źródła:

https://www.amsterdam.info/pl/rozrywka/dzielnica-czerwonych-latarni/

Gorąca Toskania czyli włoskiej trasy ciąg dalszy

toskania rowerem

Dwa kolejne tygodnie upłynęły nam w prawdziwie włoskim upale. Ale o ile w ciągu dnia jest czasem nieco za gorąco, to wieczory są jeszcze trochę za chłodne. Mimo to pogoda pozwoliła nam cieszyć się pięknymi okolicznościami trasy 🙂

Wpis o powrocie na wyprawę rowerową po przerwie zimowej.

Gorące Termy di Saturnia

Jednym z miejsc, które były na trasie, a o którym należy wspomnieć to Terme di Saturnia. Przyznam, że pierwszy raz w życiu kąpałam się w wodach termalnych 😀 Piękne Terme di Saturnia, wcale nie śmierdziały tak bardzo siarką, jak się spodziewaliśmy, a woda była przyjemnie ciepła.

Termy te to „zbiór” basenów ułożonych schodkowo, pomiędzy którymi przelewa się woda. Niestety dno jest dosyć kamieniste i trzeba iść bardzo ostrożnie, tym bardziej, jeśli zależy nam na zdjęciach wykonanych z wody.

Bardzo przyjemnie jest się zanurzyć w termach i pozwolić się ochlapywać wodzie nasyconej związkami mineralnymi. Co ciekawe okolica nie jest szczególnie ciekawa turystycznie. W pobliżu nie ma nawet dobrze rozwiniętej sieci gastronomicznej czy noclegowej. Są drogie resorty i jeden kemping dla campingcarów – właśnie tam się rozbiliśmy, pomiędzy wielkimi samochodami 😛 ale sam teren był całkiem w porządku a zapłaciliśmy tylko 11 euro B-)

termy włochy
Kąpiel w gorących termach

Przeczytaj też o teramch w greckich Termopilach.

Sobota na Elbie

Kolejnym interesującym punktem naszej trasy był skok na Elbę. Co prawda nie znaleźlibyśmy się tam, gdyby nie fakt, że jakiś złośliwiec umieścił na wyspie biga 😛 mimo to o mało byśmy z niej nie zrezygnowali, bo okazało się, że prom w dwie strony kosztował nas 80 euro! :O Kompletnie nie spodziewaliśmy się takiej ceny i chwilę rozważaliśmy co zrobić. Jednak ostatecznie postanowiliśmy płynąć.

I dobrze, bo wyspa okazała się urocza. Jak to wyspa śródziemnomorska 😉 A do tego spędziliśmy noc na fajnym kempingu nad samym morzem – aczkolwiek woda była jeszcze bardzo zimna, jak w Bałtyku latem 😛 no i płynęliśmy promem, co jest samo w sobie frajdą 😀

W drugą stronę prom nam uciekł 😛 przyjechaliśmy 6 minut po czasie i spędziliśmy przymusowe 50 minut na skwerku, nieopodal portu, jedząc drugie śniadanie.

Elba wycieczka
Widoki z Elby

 

Volterra – czyli ruszamy wgłąb lądu

Volterra to miasteczko założone przez Etrusków, jej początki datowane są przed 700 rokiem p.n.e. Niestety, leży na wzgórzu, na 500 metrach, więc trzeba było się do niej dostać, a podjazd w połączeniu z upałem nas wymęczył. Pokręciliśmy się jednak trochę po uliczkach Volterry. Wysokie, kamienne domy dawały na szczęście dużo cienia, dzięki czemu można było odetchnąć od prażącego słońca.

Trzeba przyznać, że sama Volterra jest urocza, ale nie różni się wiele od innych tego typu średniowiecznych miasteczek – bo to średniowiecze pozostawiło najwięcej po sobie w tym miejscu.

Kto był w Carcassonne, a zwłaszcza w Czeskim Krumlovie ten może sobie wyobrazić, jak mniej więcej wygląda Volterra, aczkolwiek nie jest aż tak imponująca jak Carcassone. Ma za to pozostałości rzymskiego amfiteatru i forum 🙂

A także opuszczony wielki teren byłego szpitala psychiatrycznego, którego niestety nie udało nam się zwiedzić, bo był szczelnie ogrodzony i jakiś pan filował na płot 😦

Volterra zwiedzanie
Volterra

Lucca

Przez Etrusków założona została też Lucca, w której spędziliśmy dzień restowy. Miasto ogrodzone jest murami z XVI wieku, które robią naprawdę niesamowite wrażenie. Zaś sama Lucca, chociaż ma opinię perełki, nie sprawia, że człowiek przystaje co chwilę i zachwyca się architekturą czy kolorowymi ogrodami. Owszem, jest tu kilka ciekawych budynków, zwłaszcza kościołów ze zdobionymi fasadami, ale chyba główny urok tworzą wąskie uliczki pomiędzy kamieniczkami w stylu romańskim.

Na jednym ze znanych w mieście miejsc, Piazza Anfiteatro, trafiliśmy na targ kwiatowy. Dodał bardzo dużo uroku temu placowi, który zresztą samo w sobie jest chyba najciekawszy. Ma owalny kształt, a dookoła stoją kolorowe kamienice. Plac został zbudowany na planie i pozostałościach dawnego amfiteatru. Coś jak Piazza Navona w Rzymie, tylko zbudowana na Koloseum.

Miasteczko zwiedziliśmy spacerując. Zbyt duża ilość turystów sprawia, że rowerem nie jest łatwo się poruszać, a poza tym bez roweru wygodniej jest wejść w każdą dziurę i zrobić zdjęcie z dowolnego miejsca 😉 Objechaliśmy je też po murach – tak, bo mury miasta zostały zaadaptowane jako deptak i park jednocześnie. Ludzie na nich piknikują, wyprowadzają psy, dzieci się bawią. Taka wycieczka to około 5 kilometrów bardzo przyjemnego spaceru czy przejażdżki rowerowej, podczas których można zobaczyć miasto z trochę innej niż zwykle perspektywy 🙂

Lucca zwiedzanie
Citta di Lucca

Campingi w tym czasie

Trzeba też oddać sprawiedliwość campingom, na których nocowaliśmy przez ten czas. Nie należę do osób, które przepadają za tego typu obozowaniem, ale muszę przyznać, że w większości były to miejsca bardzo przyzwoite a niektóre wręcz super. Nie tylko pod względem wyglądu  – trawka pełna stokrotek? Proszę bardzo. Widok na morze? Nie ma problemu. Basen tylko dla nas? Też był 🙂  ale też i standardów. Większość campingów oferowała czyste i przyzwoite czy nawet bardzo dobre zaplecze sanitarialne ale i zdarzyła się kuchnia. Były lodówki i zawsze możliwość przytargania sobie krzesełek i stolika – a to akurat nie jest norma.

No i oczywiście pogoda dodała dużego plusa, tak, że obozowanie nie było przykrą koniecznością.

camping włochy
Obozowanie  i mieszkanie

Ale były też i takie campingi, co to miały prysznice na żetony i ogólnie słabo się prezentowały, tak aby przypomnieć, że obozowanie to nie jest moja ulubiona zabawa 😛

Vademecum kempingowicza.

Albo jak wynająć mieszkanie przez internet?

W Lukce zaś spędziliśmy dzień odpoczynkowy w mieszkaniu. Zapowiadało się, że będziemy dzielić je z gospodarzami lub innymi gośćmi, a tymczasem rodzina mieszkała w drugiej części domu a do naszej dyspozycji było całe, fajne mieszkanko oddalone 400 metrów od centrum miasta. Super 🙂

Z przygód jakie nas spotkały, to musimy się z Wami podzielić szokiem, jaki wywołuje w nas użytkowanie naszej grzałki do wody. Żeby nie wstawiać za każdym razem maszynki, czasem chcemy zagrzać wodę grzałką. I o ile jej podłączenie skutkuje wywaleniem korków w mieszkaniu – to jesteśmy w stanie jakoś zrozumieć, to wywalenie korków na kempingu do gniazdka, do którego podłączają się campingcary już nie! Szok.

Nasza grzałka jest mocniejsza niż cała instalacja wielkiego auta…?

Inną rzeczą, jaką zaobserwowaliśmy jest bardzo duża liczba czarnoskórych we Włoszech. Kiedy byliśmy tu w 2014 roku nie zwróciliśmy uwagi, żeby było ich jakoś więcej niż w innych krajach. Tymczasem teraz jest ich bardzo dużo, w każdym mieście i miasteczku a ich ulubionym miejscem są markety. Po prostu pod nimi przesiadują, ewentualnie sprzedają różne drobiazgi, typu skarpetki czy paski do spodni.. Nie, żeby to jakoś przeszkadzało (o ile nas nie zaczepiają, albo nie pokrzykują między sobą), ale jest to dość ciekawe zjawisko.

W każdym razie bardzo przyjemnie mija nam początek naszej włoskiej trasy. Trzeba też dodać, że oko cieszy soczyście zielona, uroczo pagórkowata Toskania.

M. mówi, że mu przypomina Pogórze Beskidzkie i w związku z tym go nie wzrusza. Ale ja myślę, że się nie chce przyznać 😉 jak mogą nie wzruszać zielone wzgórza pokryte żółtymi i fioletowymi kwiatami, pobocza usłane czerwonymi makami i kamienne domki na szczytach tych wzgórz 🙂

toskania rowerem
Zielona Toskania

Natalia i M.

16 ciekawostek o Rzymie, o których nie miałeś pojęcia, cz. II!

ciekawostki o rzymie

Pierwsza część rzymskich ciekawostek powstała na początku naszego pobytu w Rzymie a druga go zamyka. Co jeszcze zaobserwowaliśmy w Wiecznym Mieście przez cztery miesiące? 🙂

1.Śmietniki daleko, daleko stąd… nie wiemy czy tak jest w całym mieście, ale w naszej okolicy najbliższy śmietnik był około 300 metrów od naszego domu! Na tej ulicy stało kilka śmietników ale korzystali z nich mieszkańcy wielu kamienic, więc możecie sobie wyobrazić, jak wyglądały te kontenery. W dodatku otwarcie ich graniczyło z cudem, a w środku i tak już nie było miejsca na kolejny worek.

Dzięki temu dwa razy dostaliśmy „ochrzan”. Raz, że nie wrzuciliśmy worka do śmietnika tylko postawiliśmy obok kontenera a raz, po walce z pokrywą, żeby wcisnąć nasz worek, spadł inny i za niego dostaliśmy reprymendę 🙂 Sytuacje były dość nieprzyjemne i to nie do nas mieszkańcy powinni mieć pretensje, ale do miasta, które wywozi śmieci za rzadko i rozstawia za mało kontenerów.

2. Szmatki zamiast szafek – kolejna dziwna rzecz w rzymskich/włoskich domach. W kuchni, zamiast zamontować szafki pod zlewem, albo nawet nic nie robić, to Włosi wychodzą z założenia, że lepiej jest założyć firankę. Więc możecie spotkać szmatki zakrywające na przykład śmietniki, lub jakieś inne szpargały. Firanki przeszkadzają i brudzą się a do tego nie wyglądają jakoś szczególnie dobrze, zwłaszcza, gdy ktoś rozwiesi taki całun, który trochę zakrywa a trochę nie 😉 I aż się same proszą, żeby wycierać w nie ręce 😛

3. Spanie pod prześcieradłem – to dziwny zwyczaj, prawdopodobnie wynika z upalnych temperatur latem. Ale serio… oni naprawdę śpią pod samym prześcieradłem? Nawet najcieńszej kołderki nie używają…? No niestety. Na jakieś ocieplenie mogliśmy liczyć jesienią, czasem to był koc, czasem kołdra, ale latem…? Nie liczcie na to. My osobiście nie jesteśmy się w stanie przyzwyczaić do takiego okrycia.

4. Tarasy i ogrody na dachach – chyba każdy, kto był w Wiecznym Mieście zwrócił na nie uwagę. Ludzie mają małe ogródki nie tylko na balkonach (notabene często dużych jak tarasy), ale również na dachach. To dodaje dużo uroku miastu.

rzym ogrody na dachach

5. Sezon na truskawki to styczeń – maj. Kiedy w styczniu pojawiły się paczki wielkich truskawek po 99 centów za 250 gramów oboje patrzyliśmy na nie podejrzliwie. W Polsce nie raz widuje się te owoce zimą, kosztują krocie a smakują różnie, o ile akurat nie są spleśniałe.

A te włoskie truskawy… chociaż przy szypułkach były jeszcze zielone to niczego im nie brakowało. Były dojrzałe, twarde, słodkie, przepyszne! Szczerze mówiąc to truskawkowe polskie ciapy nie dorastają im do pięt.

italian strawberries
Włoskie truskaweczki

6. Tysiące odmian serów a konkretnie podobno jest ich około 600 (to więcej niż we Francji, gdzie mają tylko 400 rodzajów 😉 ). Niektóre z jedzonych przez nas serów nie wyróżniały się niczym specjalnym, ale były też takie, które skradły nam serca. Na przykład wyraziste  caciocavallo czy provolone,  lub delikatny ser z zalewy o dymnym smaku – provola, czy świeża mozarella nadziewana śmietaną i strzępkami mozarelli – buratta. Parmezan czy mozarella od Zotta to przy nich małe piwo 😉

włoskie sery
Burrata, źródło: https://scootsy.com

Przeczytaj też wpis o 20 najsmaczniejszych potrawach jakie jedliśmy!

7. Cappucino prawie w każdej kawiarni kosztuje tylko 1.50 i wszędzie jest przepyszne! 🙂

włoski deser
Do cappuccino musi być cannolo 😉

8. Pewex – w Rzymie jest sieć sklepów spożywczych Pewex, nieźle się zdziwiliśmy widząc jeden z nich za pierwszym razem 😉 Mają oryginalne logo dawnego polskiego Pewexu i są całkiem nieźle zaopatrzone (zwłaszcza w sery i wędliny). Na dachach powiewają zaś flagi Polski i Włoch.

sklepy we włoszech
Pewex we Włoszech

9. Warzywa – we Włoszech zaskoczyła nas różnorodność warzyw, mimo iż była to pora zimowa. Najbardziej nam zasmakowała puntarella, która chyba nie ma polskiej nazwy. To roślinka z rodziny cykorii. Można ją jeść na surowo albo robić pędy w zalewie. Musi być jednak świeża i młoda, bo inaczej robi się zbyt gorzka i łykowata. Innym naszym przysmakiem były gotowane liście przede wszystkim rzepy brokułowej (cime di rape). Ale liści i dziwnych liściastych warzyw we Włoszech są nieprzebrane rodzaje. Rzepkę wrzucaliśmy na patelnię razem z oliwą i cebulką. Była pysznym dodatkiem do gnocchi (czyli tych włoskich kopytek) 😉

włoskie warzywa
Puntarelle i cime
  1. Pogoda więcej na ten temat znajdziecie we wpisie o zimie w Rzymie. Dość powiedzieć, że prawie cały czas było sporo słońca a temperatury były na plusie (ale i deszcze nas nie omijały). To była taka raczej ładna polska wiosna 🙂 Kwiaty kwitły, ptaki cały czas śpiewały, było naprawdę przyjemnie. Nic dziwnego, że lodziarnie w Rzymie otwarte są cały rok 😉
lody we włoszech
Włoska lodziarnia

11. Zielona trawa w styczniu i przez całą zimę 🙂 To było super. Nie tylko trawa była zielona ale i wiele drzew. Naszych gości ten widok szokował i wprawiał w stan euforii 😉 Kiedy wpadliśmy do domu na miesiąc, ciężko było się przyzwyczaić do błota i brunatnych kępek resztek traw w Polsce w marcu

12. Żółte kamienice, kolorowe bloki – oczywiście nie cały Rzym jest w kamienicach albo nawet w ciekawych blokach. Nie wszystkie też są pomalowane. Ale całe centrum i wiele miejsc poza nim jest po prostu ładnych. Odcienie żółci czy czerwieni zmieniają bardzo wiele i nawet pochmurny dzień jest łatwiej znieść niż w otoczeniu szarych bloków i kamienic.

rzym zabudowa
Kolorowe kamienice rzymskie

13. Tłuste koty w Rzymie jest bardzo dużo kotów a ich ulubionymi miejscówkami są… starożytne ruiny. Zresztą, nie ma się co dziwić 😉 Koty są zadbane, dokarmiane (kiedyś widzieliśmy wystawioną dla nich złotą tacę z prosciutto :P) i jak to koty… mają w nosie cmokających na nie ludzi 😉

koty w rzymie
Tak się stołują rzymskie koty 😉

14. Stare tramwaje – po Rzymie poruszaliśmy się raczej rowerami, metrem lub na własnych nogach. Ale zaobserwowaliśmy, że tramwaje w Rzymie to często tak zwane „telepaki” lub inne stare modele wyglądające jak żywcem wyjęte z lat 70. Na kilku liniach jeździły też pojazdy nisko podłogowe ale to raczej była mniejszość.

15. Zakupy online tylko z codice fiscale! Nie wiemy co prawda, czy tak jest w każdym włoskim sklepie online’owym, ale przyjechawszy do Rzymu chcieliśmy wykorzystać promocje na ciuchy, żeby podmienić kilka zużytych na nowe. Okazało się jednak, że nie jest to takie proste, bo płatność kartą to jedno, ale posiadanie numeru codice fiscale, czyli tamtejszego numeru pesel, to drugie i obowiązkowe, żeby zrobić zakupy przez internet w niejednym sklepie. Ostatecznie zaopatrzenie przybyło wraz z moją mamą 😀

16. Nagabywacze niezbyt przyjemna strona Rzymu. Sprzedawcy selfiesticków, afrykańskich bransoletek, parasolek, kwiatów, rzymscy pretorianie-przebierańcy pozujący do zdjęć. Wszyscy Cię zaczepiają i chcą Ci coś wepchnąć różnymi metodami. Pytają czy jesteś szczęśliwy, skąd jesteś, zagradzają drogę mieczami, dają „podarunki”, proponują bilety pomijające kolejki, proponują pomoc, która jest Ci na pewno niezbędna a niektórzy potrafią łapać za rękę, iść za Tobą i do Ciebie mówić (głównie czarnoskórzy). Są nachalni i trzeba im stanowczo i jasno powiedzieć, że nic się od nich nie chce i mają sobie iść. To często odbiera frajdę ze spacerów po tych niesamowitych miejscach, zwłaszcza, gdy spaceruje się samemu.

Roma Colloseum.png
Ludzi jak mrówków 😉 Panorama z Koloseum

Teraz wreszcie nadchodzi pora na ciekawostki z innych krajów 😉 miejmy nadzieję, że nie będziemy tylko pędzić przez kolejne państwa i coś nam się uda zaobserwować 🙂

Przypomnij sobie najlepsze miejsca na Bałkanach…

… i te najbardziej rozczarowujące.

Przeczytaj o podsumowaniu pierwszego etapu wyprawy rowerowej po Europie.

Natalia

Rzym, 13 miejsc które musisz zobaczyć!

Rzym miejsca które warto odwiedzić

Nie będzie chyba przesadą, jeśli stwierdzimy, że po czterech miesiącach pobytu w Rzymie znamy miasto już całkiem nieźle, zwłaszcza okolice szerokiego centrum. Oczywiście, zapewne wciąż jest wiele miejsc nieodkrytych przez nas (nawet ostatniego dnia znaleźliśmy nowe zaułki) i za każdym razem znajdywaliśmy coś nowego lub jakieś  smaczki. Ale tak czy inaczej udało nam się wyselekcjonować najlepsze atrakcje Wiecznego Miasta, oto lista!

  1. Crème de la crème Rzymu, czyli trzy punkty obowiązkowe w jednym:
    1. Forum Romanum, Palatyn i Koloseum

Zaczynamy z grubej rury 😉 Nikomu nie trzeba przedstawiać tych miejsc. Absolutny punkt obowiązkowy. Bilet łączony na te trzy atrakcje kosztował nas 12 euro, ale to o czym warto wiedzieć to, że Palatyn jest połączony z Forum Romanum. Nie możecie wyjść z jednego i wrócić do drugiego, nie będą chcieli Was wpuścić. Traktują je jako całość. Natomiast Koloseum to osobna atrakcja, którą na tym samym bilecie możecie zwiedzić nazajutrz (lub poprzedniego dnia), bo bilet ważny jest dwa dni.

Forum Romanum, Palatyn, Koloseum
Od lewej: część Palatynu od środka, Forum Romanum widok z Palatynu, Koloseum od środka
  1. Ulica Fori Imperiali i Kapitol

Łączy się z punktem powyżej. Po obu stronach ulicy mamy fora – Forum Romanum, Forum Cezara, Forum Augusta, po drugiej Forum Trajana, Forum Nerwy. Jest też wielki budynek Ołtarza Ojczyzny a na horyzoncie majaczy Koloseum. Z Kapitolu macie cudowne widoki na Forum Romanum. Możecie nawet zejść przy kościele i stanąć bardzo blisko Łuku Tytusa.

Forum Romanum, Rzym
Widok na ulicę Forów oraz na Forum Romanum
  1. Muzeum Fori Imperiali czyli Mercati di Traiano

Skoro już jesteśmy przy Forach. Warto rozważyć odwiedziny w Muzeum Fori Imperiali, czyli spacer po Halach Trajana. Wejście kosztuje niestety aż 15 euro, ale budynek jest bardzo duży. W środku znajdziecie dość nudną wystawę fragmentów Hal Trajana, wraz z wieloma, całkiem ciekawymi informacjami na ich temat i temat pozostałych mniejszych forów (po włosku i angielsku), ale to co najlepsze zaczyna się, gdy już opuścicie wnętrze muzeum. Macie możliwość wyjścia na patio, spaceru po tarasach (trzy poziomy) oraz dachach Hal a nawet wyjścia pod samą Torre delle Milizie. Dla miłośników takich miejsc muzeum zdecydowanie warte odwiedzenia.

Muzeum
Hale Trajana od środka
  1. Bazylika świętego Piotra

Warto wejść i zobaczyć ogrom oraz monumentalność tego miejsca. Niech Was nie przerazi stanie w kolejce, nie trzeba wstawać bladym świtem. Kolejka przesuwa się sprawnie, a jeśli pogoda jest dobra, to czekanie w niej nie jest uciążliwe.  Jeśli macie trochę czasu i pieniędzy (13 euro od osoby) to polecamy też umówić się zawczasu (mailem) na wizytę w nekropoliach watykańskich, bardzo ciekawa wycieczka, zwłaszcza, że jest dostępny polski przewodnik (o ile będziecie mieć szczęście) więcej na ten temat znajdziecie we wpisie o Bazylice i nekropoliach – (klik).

Koniecznie również wejdźcie na kopułę bazyliki. Cena biletu to 8 EUR piechotą i 10 EUR windą (ale pokonuje się nią tylko „mniejszą połowę” drogi), a widoki zapierają dech i mimo, że na górze zazwyczaj jest olbrzymi tłok, to zdecydowanie warto, również ze względu na fakt, że samo wejście po schodach w ich końcowej części robi niesamowite wrażenie.

Bazylika świetego Piotra Watykan
Wnętrza Bazyliki, oraz widok z kopuły i z dachu przed kopułą
  1. Park Akweduktów

Jest tam po prostu pięknie, co tu dużo mówić. Możemy podziwiać monumentalne akwedukty, które doprowadzały wodę do Rzymu. Mamy zarówno częściowe łuki jaki i całe ciągi akweduktów. W Parku znajdziemy sześć z jedenastu starożytnych akweduktów (z czasów republiki – l’Anio Vetus, l’Acqua Marcia, l’Acqua Tepula i l’Acqua Iulia, z czasów imperium – l’Acqua Claudia i l’Anio Novus) oraz siódmy powstały w czasach renesansowych – l’Acquedotto Felice , wykorzystujący arkady l’Acqua Marcia).

Robią niesamowite wrażenie a do tego jest to olbrzymi zielony teren. Warto zwiedzać go rowerem.

Akwedukty Rzym
Park Akweduktów
  1. Via Appia

Kolejne zielone miejsce, bardzo klimatyczne. Możecie rozważyć przejażdżkę rowerem z Castel Gandolfo via Appią do Rzymu (pod warunkiem, że wcześniej nie padało, bo początkowa część będzie zalana :P) albo po prostu możecie się tam dostać rowerami lub autobusem. Na via Appia  poczujecie się, jakbyście przenieśli się w czasie 🙂 Droga wyłożona jest kamieniami bazaltowymi (ale na szczęście nie w całości), po obu jej stronach rosną strzeliste tuje i stoją starożytne grobowce, a także, budzące podziw, pozostałości po Villi Quintilli.

Via Appia.jpg
Via Appia i Villa Quintilli
  1. Forum Holitorium i teatr Marcellusa

Jak już wspominałam we wpisie o podziemiach Rzymu,  Forum Holitorium to imponujące miejsce pomiędzy dzielnicą getta a wzgórzem Kapitolu. Spacerujemy pod wielkim Portykiem Oktawii i wspaniale zachowana ścianą teatru Marcellusa (z I wieku p.n.e) w który wbudowana jest „współczesna” kamienica (konkretnie pałac Sevellich z XVI w). Ścieżka jest krótka, ale ciągnie się na poziomie gruntu starożytnego Rzymu, a pozostałości budowli, które są dosłownie na wyciągniecie ręki,  pamiętają Juliusza Cezara 😉

Rzymskie Getto
Widok na ścianę teatru Marcellusa, Portyk Oktawii oraz ścieżkę
  1. Circus Maximus

Co prawda ze stadionu pozostał tylko plac, ale nie trudno sobie wyobrazić, że ta udeptana wokoło ścieżka, to właśnie był tor wyścigowy dla rydwanów, który z trybun oglądał lud rzymski. Z cyrku mamy również piękny widok na Palatyn, bardzo warto zobaczyć to miejsce!

Circus Maximus
Widok na Palatyn i jeden z torów Circus Maximus
  1. Termy Karakali

Pisaliśmy o tym miejscu wcześniej (darmowe zwiedzenie Rzymu – klik). Olbrzymie ściany term Karakali, pomiędzy którymi spacerujemy, budzą prawdziwy podziw. Teren term to obecnie coś w rodzaju parku, więc jest pięknie zielono, ptaki śpiewają, a my możemy pogrążyć się w zachwycie nad monumentalną budowlą z 216 roku. Co najciekawsze, termy były nie dość, że za darmo dla wszystkich, to oferowały baseny z ciepłą, zimną i letnią wodą (pod ziemią są ukryte jeszcze kotłownie, ale niedostępne). Rzymianie mieli do dyspozycji biblioteki, sklepy, sale masażu, sauny. Możemy znaleźć też tabliczki informacyjne, na których widzimy jak termy wyglądały w pełni swoich dni.

Jeśli macie wybór między Termami Karakali a Dioklecjana, to zdecydowanie wybierzcie Karakalę. Niestety Dioklecjan nie robi takiego wrażenia.

Termy Dioklecjana Rzym
Termy Karakali
  1. Porta Maggiore

Skrzyżowanie akweduktów, o którym pisaliśmy więcej przy okazji wycieczki wokół murów aureliańskich. Jeśli możecie, to koniecznie zobaczcie tę olbrzymią bramę do miasta, łączącą się z wysokimi akweduktami. W niektórych miejscach możecie dostrzec też otwory na wodę.  W tym miejscu doskonale widać potęgę i umiejętności budowniczych starożytnego Rzymu. Ponadto mamy tam ciekawy Grób Piekarza oraz podziemna bazylikę z czasów Tyberiusza, którą można zwiedzić, lecz trzeba umawiać się ze znacznym (nawet kilkumiesięcznym!) wyprzedzeniem.

akwedukty rzym
Porta Maggiore i skrzyżowanie akweduktów
  1. Domus Aurea

Więcej na ten temat znajdziecie we wpisie o podziemiach Rzymu. Domus Aurea to rezydencja Nerona, w której ciągle pracują archeolodzy. My możemy spacerować po wysokich wnętrzach z częściowo zachowanymi mozaikami, ale największe wrażenie robi tak naprawdę możliwość cofnięcia się w czasie dzięki okularom VR. Widzimy wspaniale zdobione wnętrza, które nas otaczają a które przed chwilą były gołymi ścianami, wychodzimy też przed Domus.  W oddali majaczy długi akwedukt oraz pałac cesarski na Palatynie, a pod stopami mamy falującą trawę, kwiaty i tuż przed nami basen. Pięknie!

Pałac Nerona Rzym
Filmik wyświetlany na ścianie w Domus Aurea i wnętrza pałacu
  1. Villa Borghese

Duży park „nafaszerowany” świątyniami, jeziorkami, rzeźbami,  fontannami, uroczymi skwerkami.  Bardzo ładne miejsce, gdzie można zapomnieć o zgiełku otaczającego miasta. Warto wypożyczyć rower i zwiedzić park w ten sposób.Parki Rzymu

  1. Awentyńska dziurka od klucza i ogród pomarańczy

O tym miejscu przeczytacie więcej tutaj (klik). Warto zajrzeć, zwłaszcza jeśli jesteście porą zimową w Rzymie. Wtedy na drzewach zobaczycie dużo pomarańczy. Cały ogród pełen jest pomarańczowych drzewek. Przechodzimy ścieżką aż do punktu widokowego, skąd mamy wspaniałą panoramę Rzymu.

Natomiast dziurka awentyńska to dziurka w drzwiach, za którą kryje się uroczy widok. Warto chwilę stanąć w kolejce (o ile jest), żeby później przyłożyć twarz do zielonych drzwi i zachwycić się tym, co widać za nimi. Więcej szczegółów nie zdradzamy, niech to będzie niespodzianka! 🙂 Namiary dokładnie to miejsce to: 41°52’58.7″N 12°28’42.6″E

dziurka awentyńska
Awentyn

O Rzymie można pisać i pisać, przez cztery miesiące widzieliśmy wiele miejsc i moglibyśmy opisać w zasadzie każde z nich jako koniecznie warte uwagi. Jednak mając do dyspozycji tylko kilka czy nawet kilkanaście dni, trzeba wybrać część atrakcji.

Oczywiście Rzym to również setki kościołów, których nie sposób pominąć.  Nie  ma możliwości (a czasem sił), aby wejść do każdego, zwłaszcza, że wiele z nich ma sjestę, ale stworzyliśmy dla Was listę tych najbardziej interesujących, a oprócz tego rozważcie zajście pod Rzym! 🙂 Pod tym linkiem znajdziecie więcej informacji jak to zrobić 😉

A najbardziej zdeterminowanym polecamy jeszcze wycieczkę wokół murów aureliańskich 🙂

Natalia i Mikołaj

Tivoli, czyli tysiąc fontann i wodospady

Tivolii włochy

Tivoli. Pierwszy raz zobaczyliśmy je z pociągu jadącego do Rzymu, a w zasadzie to wodospady spadające kaskadą w górską dolinę. Później gdzieś znaleźliśmy informację o ogrodach tysiącu fontann, a potem jeszcze ktoś nam opowiadał o tym miejscu. Postanowiliśmy więc udać się do Tivoli i przekonać się, czy po Rzymie coś jeszcze może nas zachwycić.

Tivoli Roma
Tivoli, widok na miasto i wodospady

Tivoli to górskie miasteczko położone około 30 kilometrów od Rzymu (bezpośredni dojazd pociągiem z dworców Termini albo Tiburtina za 2,60 euro w jedną stronę). Znajduje się jakieś 220 metrów nad poziomem morza, więc nie są to poważne góry ale wystarczające, żeby był tam imponujący wodospad i ładna panorama na otaczającą dolinę i nieodległą stolicę Włoch.

Soczysta zieleń, krajobrazy, obecność rzeki, to wszystko sprawiało, że Tivoli było ulubionym miejscem najbogatszych rzymian do spędzania gorących dni. Znajdziemy tu willę cesarza Hadriana, wspaniały, renesansowy ogród czy park wokół letniej rezydencji papieskiej.  A do tego urocze stare miasto, wąziutkie uliczki, kamienne domki, podwórka, łuki zdobiące ulice…

Tivoli zwiedzanie
Tivoli, uliczki

Villa Gregoriana

Dotarłszy do Tivoli naszą uwagę przykuł park – Villa Gregoriana – z którego mieliśmy nadzieję na dostęp do ogromnego wodospadu, który wcześniej widzieliśmy.

Villa Gregoriana to XIX wieczny park wokół letniej rezydencji papieża Grzegorza XVI. Park ten to trochę taki rezerwat przyrody, ścieżki wiją się w górę i w dół,  pomiędzy grotami skalnymi, drzewami, omszałymi kamieniami a dnem rzeki. Wszędzie słuchać szum wody. Możemy też podejść blisko huczącego Wielkiego Wodospadu (wysokość 160 m.) i przyjrzeć się wodnej mgiełce, która unosi się nad strumieniem. Mamy tutaj również pozostałości dużej willi, którą wbudowano w skałę. Można wejść do środka i przekonać się na własne oczy, jak wyglądało wnętrze tego typu budowli (to oczywiście puste ściany i raczej przypomina grotę, ale kiedyś był to dom!)

Tivoli, villa lupina
Willa w skale

Ale najpiękniejsza w całym parku była Grota Neptuna, przez którą z impetem przepływa strumień rzeki, a cała jaskinia jest utworzona z jakby bąbli kamiennych. Nawet ciężko opisać te formacje.

Innym polecanym miejscem są Groty Syren, niestety były zamknięte 😦

Tivoli Villa gregoriana
Grota Neptuna, na zdjęciach nie widać niestety jak była niesamowita

Okazało się, że park jest większy niż przypuszczaliśmy (i kosztował 7 euro od osoby). Po parku wiedzie główna ścieżka od której odchodzą ślepo zakończone dróżki wiodące do ukrytych w nim zakamarków. Czasem z jednego miejsca odchodzą dwie drogi które spotykają się na głównym szlaku.

Spacer po zielonym terenie zajął nam około godziny, ale przemierzając go spokojnym krokiem można spędzić tu zdecydowanie więcej czasu. Według pani bileterki Villę zwiedza się przeciętnie w 1,5 godziny.

Villa Gregoriana what to see
Villa Gregoriana, ścieżki, wodospady, światynia Westy

Z Villi Gregoriana wychodzimy przez świątynię Westy, a potem pomiędzy ciasne uliczki, wijące się pośród starych, pełnych uroku kamienic.

Villa d’Este

Kolejnym naszym celem w Tivoli była Villa d’Este. To chyba jest podstawowy kierunek wszystkich wycieczek do tego miasteczka. Villa stoi na zboczu, dlatego z jej tarasów rozpościera się imponujący widok na panoramę doliny. Ale zanim tam dojdziemy, zwiedzamy wspaniałe wnętrza pałacu kardynała Hipolita d’Este. Dobrze zachowane (pewnie odnowione) malowidła, żywe kolory, okna i wyjścia na zielony ogród, te wnętrza zrobiły na nas chyba największe wrażenie ze wszystkich, które widzieliśmy (może poza Muzeami Watykańskimi).

Tivoli Villa D'Este
Wnętrza Villi d’Este

Z pałacu wychodzimy zaś wreszcie do ogrodu. Olbrzymiego, w którym wszędzie słychać szmer tryskającej z fontann wody. Właściwie nie wiadomo, gdzie patrzeć, bo wszędzie jest przepięknie i wszędzie jest mnóstwo fontann.

Wśród zacienionych alejek, ogrodzonych płotem z bukszpanu, znajdziemy między innymi Fontannę Neptuna,  Fontannę Artemidy Efeskiej (ale tak naprawdę, jak dla mnie, to jedna z hinduskich bogiń), której z piersi płynie woda 😉 , Fontannę Smoków, Fontannę w kształcie łodzi, fontanny sfinksów z których piersi również tryska woda, La Rometę czyli „mały ogródek fontannowy” z małym zameczkiem, Fontannę Wielki Kielich zaprojektowaną przez Berniniego z którego strumienie wystrzeliwują w górę na kilka metrów, tuż pod nią Fontannę Organów, która zbudowana jest w taki sposób, że woda przepływająca przez sieć kanalików i rurek wydaje dźwięki podobne do muzyki granej na organach (kilka razy dziennie organizowane jest przedstawienie) oraz oczywiście słynne sto fontann Cento Fontane, porośniętych mchem, zajmujących długą ścianę przy jednej z pierwszych ścieżek.

Tivoli, villa d'este zwiedzanie
Fontanny w ogrodzie Villi d’Este

Wszystkie fontanny zasilane są z tej samej rzeki – Aniene, na której znajduje się też wspomniany wcześniej Wielki Wodospad.

Villa d’Este została zbudowana w XVI wieku i jest uznawana za arcydzieło architektury i projektowania ogrodów i bardzo słusznie! To miejsce nas totalnie zauroczyło.

I znowu można spędzić tu długie minuty, spacerując pomiędzy fontannami, podziwiając kunszt architektów i projektantów ogrodu oraz widok na rozciągającą się panoramę. Nam spacer zajął mniej więcej 1,5 godziny i popędziliśmy dalej (żeby zdążyć przed zapowiadanym na popołudnie deszczem).

Villa d'este, tivoli
Villa d’este

Villa Adriana

Oddalona o około 5 kilometrów od centrum Tivoli Villa Adriana to kompleks ogrodowo – pałacowy cesarza Hadriana z II wieku n.e.  Powierzchnia kompleksu porównywana jest rozmiarami do dawnych Pompejów (i chyba rzeczywiście, ale po Villi można się snuć bez celu, nie ma jednej właściwej ścieżki, a Pompeje są trochę bardziej „kompaktowe” i zorganizowane, Villa według mnie sprawia wrażenie większej). Nam to miejsce przypominało trochę Palatyn, trochę Forum Romanum, trochę Villę Quintili na Via Appia, właściwie wszystko w jednym tylko o wiele, wiele większe od nich wszystkich razem wziętych! I chyba najlepiej zachowane. A podobno to co widać, to tylko 20% całego kompleksu.

Villa Adriana Tivoli
Villa Adriana

Znajdziemy tutaj min.: pałac cesarski (pomieszczenia dla cesarza i jego rodziny) złoty plac (w czasach świetności bogato zdobiony portykami, rzeźbami i mozaikami) pokoje dla służby, dla gości, koszary, termy małe i duże, strefa pomieszczeń urzędniczych, bibliotekę, teatr grecki, basen nad którym wydawano przyjęcia, teatr morski (sztuczna wyspa otoczona ze wszystkich stron kolumnami, na którą prowadziły dwa mosteczki, na wyspie znajdował się niewielki budynek teatru). Co najciekawsze wszystkie części willi połączone są ze sobą systemem tuneli podziemnych, niestety nie ma do nich dostępu.

Po kompleksie można spacerować godzinami, zaglądać prawie do każdej dziury i podziwiać wiele zachowanych smaczków; freski, mozaiki, zdobienia na suficie, zdobienia na kolumnach i rzeźbach, nawet ostał się mały okulus w zadaszeniu basenu. Pomiędzy zabudowaniami rosną gaje oliwne, pełne starych, powykręcanych drzewek oliwkowych.

Villa Adriana zwiedzanie
Villa Adriana i oliwkowe drzewka

W Villi nie ma jednej właściwej ścieżki,  niestety drogowskazy chociaż są, to niezbyt intuicyjnie rozmieszczone. My spędziliśmy tam jakieś dwie godziny i zobaczyliśmy chyba wszystko (poza teatrem greckim, którego nie mogliśmy znaleźć) ale można spacerować o wiele dłużej, zwłaszcza jeśli sprzyjałaby temu pogoda.

Po śmierci Hadriana willę zamieszkiwał jeszcze cesarz Dioklecjan, ale kolejny władca, Konstantyn Wielki nie chciał już mieszkać w Rzymie i przeniósł się do Konstantynopola i Villa zaczęła popadać w niepamięć i niszczeć. Częściowo ją rozkradziono, częściowo rozbierano, żeby użyć budulca do nowych kamienic w mieście, mimo to nadal budzi podziw i zachwyt.

Tivoli villa adriana
Villa Adriana, każde miejsce lepsze od kolejnego

Podsumowanie

Tivoli nas oczarowało, zarówno główne atrakcje jak i samo stare miasto (mają tam też zamek, chociaż nie ma dostępu do niego, to dumnie stoi na górce i można go podziwiać przez ogrodzenie, a także rzymski amfiteatr, ale był zamknięty, a zza ogrodzenia niewiele niestety widać).

Okazało się, że jednak jest jeszcze coś, co jest wytworem rąk ludzkich i wzbudza w nas zachwyt, chociaż trzeba przyznać, że Tivoli to naprawdę światowa klasa zabytków. Wspaniałe, urocze, zachwycające i niesamowite. Teraz to już chyba nic nas nie zaskoczy. Aczkolwiek obyśmy się mylili 😉

Teatr wodny.jpg
Teatr morski, Tivoli

Natalia i Mikołaj

Przeczytaj o:

wycieczce dookoła murów rzymskich

16 ciekawostkach dotyczących Rzymu

jakie kościoły rzymskie warto zobaczyć?

czy Bazylika świętego Piotra warta jest wizyty?

albo o podziemiach Rzymu!

Źródła:
https://www.rzym.it/tivoli/
https://pl.wikipedia.org/wiki/Villa_d%E2%80%99Este
http://www.kierunekwlochy.pl/tivoli-wlochy

Wokół rzymskich murów

Porta san paolo rome

Na pewno każdy z Was zdaje sobie sprawę, że jednym ze sposobów obrony miasta przed najeźdźcami było zbudowanie murów wokół niego.

Tak też czynili starożytni Rzymianie i pierwsze mury miejskie postawili już około 400 roku p.n.e! Tak zwane mury serwiańskie zachowały się dziś dość szczątkowo, ale na tyle dobrze, że archeolodzy byli w stanie ustalić ich przebieg. Mur miał ok. 3,5 m grubości, ponad 7 m wysokości, a jego obwód wynosił ok. 11 km.

mury rzymskie
Czarny obrys: mury serwiańskie, czerwony: aureliańskie, źródło: zagubieniwrzymie.pl

Kilkaset lat później,  około 300 roku n.e, cesarz Aurelian rozkazał wznieść wokół miasta nowy mur, aby zwiększyć bezpieczeństwo oraz umocnić fortyfikacje, zwłaszcza, że Rzym wciąż musiał odpierać ataki wrogich plemion.

Podczas budowy wykorzystano już istniejące obiekty, takie jak akwedukty czy koszary. Długość muru wynosiła około 19 kilometrów, wysokość 6-8 metrów a grubość 3 metry. Budowano go z betonu i okładano cegłą. Do wnętrza miasta prowadziło zaś 18 bram, a kilka z nich funkcjonuje do dziś.

Mury aureliańskie działają na wyobraźnię, budzą podziw i jednocześnie ciekawią, dlatego postanowiliśmy wybrać się na wycieczkę wokół nich.

Trasa miała mniej więcej 19 kilometrów, chociaż mury ciągną się obecnie na około 12 kilometrach i w wielu miejscach już nie istnieją, ale ulice nie zawsze idą wzdłuż nich i trzeba nieco kluczyć, dlatego dystans wyszedł trochę dłuższy niż prawdziwa długość.

mury miejskie w rzymie
Tak, dzień przed naszą wycieczką w Rzymie spadł śnieg

Naszą wycieczkę rozpoczęliśmy od Piazza del Popolo i ruszyliśmy dalej ulicą Viale del Muro Torto.

Pierwsze wrażenia

Przede wszystkim mur zdumiewa tym, w jak dobrym stanie się zachował w wielu miejscach. To nie tylko ściany, to też wieże, bramy, flanki, „balkony”, całe fortyfikacje.

Oczywiście z biegiem lat był odnawiany, wzmacniany i stał się częścią współczesnego Rzymu. Ale chyba w żadnym mieście nie ma tak dobrze zachowanych murów, które byłyby jednocześnie tak duże i tak stare. Przeważnie obiekty z początków naszej ery to raczej kilka kamieni, a tutaj mamy monumentalne ściany, zachowane w całości. Kolejny raz Rzym udowadnia, że nie ma sobie równych w kwestii zabytków i robienia wrażenia.

Przede wszystkim bramy miejskie

Bramy miejskie są chyba najciekawszą częścią murów, zwłaszcza, że każda ma swoją nazwę, dzięki czemu można dowiedzieć się czegoś na temat historii jaka za nimi stoi. Do dziś zachowało się tylko kilka bram, ale właściwie każda budzi zachwyt.

Porta Flaminia (albo Porta Popolo) – czyli brama, którą widzimy na Piazza Popolo. Była przebudowywana kilkukrotnie i była jedną z głównych bram wjazdowych. To ją jako pierwszą widziały orszaki wkraczające do miasta.

Piazza del Popolo Rzym
Piazza del Popolo i w oddali Porta Flaminia

Porta Pinciana – służy jako jedna z bram dla ruchu kołowego. Jej nazwa oraz nazwa wzgórza na którym się znajduje pochodzi od nazwiska rodu, do którego należała ziemia: Pincio.

Porta Pinciana Rzym
Porta Pinciana – właściwa brama po prawej, zasłonięta palmą, u góry rycina zewnętrznej ściany

Porta Salaria – to ciekawe miejsce. Dzisiaj jest to mała, ale bardzo ładna, prywatna (?) posesja na skwerku, który znajduje się pomiędzy ruchliwymi ulicami. Niegdyś był tam jeden z urzędów celnych. Urzędy celne znajdowały się na granicach celnych, po przekroczeniu których należało zapłacić odpowiednią opłatę za wywożone lub wwożone do miasta towary.

Porta Salaria rzym
Porta Salaria kiedyś i dziś, trochę się różni

Porta Nomenanta – została zamknięta (konkretnie zamurowana). Pozostały po niej tylko wieże o cylindrycznym kształcie i zabudowany ślad w ścianie murów.

Bramy rzymskie
Porta Nomenanta – widoczny ślad po zamurowaniu bramy, źródło: wikipedia.org

Porta Tiburtina – to tak naprawdę było skrzyżowanie trzech akweduktów z V wieku p.n.e. Łuk, który widzimy w tym miejscu powstał w 10 r. p.n.e na zlecenie Oktawiania Augusta, aby umożliwić przeprowadzenie drogi – Tiburtiny. Łuk można obejrzeć z dosyć bliska a jego górna część jest w zasadzie na wysokości wzroku, dlatego doskonale widać inskrypcje chwalebne dla cesarza Oktawiana Augusta a także cesarza Tytusa, który bramę odnowił. Co ciekawe, widać również zarys krowiej (?) czaszki, ale nie wiemy, czy to zwykły dekor czy może coś oznaczający symbol.

Rzym mury aurelianskie wycieczka
Porta Tiburtina – na prawym zdjęciu widoczne inskrypcje i płaskorzeźba czaszki

Porta Maggiore – jadąc dalej, ulicą Porta Labicana,  docieramy do czegoś w rodzaju pętli tramwajowej i jednocześnie jednego w najbardziej monumentalnych miejsc w mieście. Jak sama nazwa wskazuje jest to Brama Większa  (chociaż jej nazwa tak naprawdę pochodzi prawdopodobnie od bazyliki Santa Maria Maggiore   więcej na jej temat przeczytasz w tekście o zwiedzaniu rzymskich kościołów, do której można dojść przechodząc pod Bramą i idąc dalej prosto, w kierunku miasta). Porta Maggiore była bramą główną do miasta i jednocześnie skrzyżowaniem 3 antycznych akweduktów. Doskonale widać otwory, którymi przepływała woda.

Będąc tam zwróćcie uwagę na dziwną budowlę stojącą obok bramy, pokrytą okrągłymi otworami. To…. Grobowiec piekarza! Z tego co nam się udało dowiedzieć, był to prawdopodobnie rodzaj żartu w stylu „jestem piekarzem a stać mnie na grobowiec tuż przy murach, ha!” 🙂 (pochówek w granicach miasta był prawnie zakazany). Jeśli się przyjrzycie, to u zwieńczenia  grobowca widać małe postaci obrazujące proces wytwarzania i wypiekania chleba, a te okrągłe otwory miały przypominać właśnie piece.

Kolejną ciekawostką związaną z tym miejscem jest to, że pod samą Portą zachował się fragment antycznej drogi – duże kamienie bazaltowe, na których dostrzeżecie koleiny wyjeżdżone przez starorzymskie powozy. Jeśli będziecie mieć szczęście to bramki ogrodzenia, za którymi stoi brama, będą otwarte, skorzystajcie z tego, bo przejście pod takim olbrzymem i w dodatku starożytną drogą robi niezwykłe wrażenie. No i uważnie przyjrzyjcie się sklepieniom, można zauważyć całkiem dobrze zachowane malowidła.

Brama ta jest przykładem istniejącej wcześniej budowli, którą włączono w ciąg murów miejskich. Bramą miejską stała się jednak dopiero w V wieku, po przebudowie.

Porta Maggiore Rzym
Porta Maggiore – po prawej stronie bramy widoczny grób piekarza

Zaś pod wiaduktem kolejowym, który możecie zobaczyć nieopodal Porty, odkryto bazylikę z I wieku i to zupełnie przez przypadek, bo w wyniku zapadnięcia się ziemi w trakcie budowy. Bazylika obecnie jest ukryta pod skrzyżowaniem, wejście do niej znajduje się w murze kolejowym, na ulicy via Prenestina 17 można ją zobaczyć tylko po dokonaniu wcześniejszej rezerwacji, w drugą i czwartą niedzielę miesiąca: https://www.coopculture.it/en/heritage.cfm?id=184# .

Porta San Giovani – idąc dalej dotrzemy do bramy zdobionej trawertynowym łukiem oraz mniejszymi łuczkami w ścianie muru. Odbywała się tutaj Noc Czarownic – według legend 23 czerwca duch Herodiady, żony Heroda, przekonał swojego męża, aby ten ściął głowę Janowi Chrzcicielowi. Organizowana była więc huczna impreza z fajerwerkami i grzechotkami, która miała na celu przepędzić złe duchy. Podczas tej uroczystości jadło się również ślimaki, których rogi symbolizowały niezgodę. Zjedzenie ślimaków miało „zakopywać” kłótnie i nieporozumienia nagromadzone w poprzednim roku.

Podobno Rzym chce wrócić do tej tradycji.

Bramy rzymskie
Brama San Giovani kiedyś i dzisiaj, niewiele się zmieniła

Porta Asinaria (ośla brama) – kolejna brama, którą napotykamy trzymając się murów to brama, którą przedarli się Goci w XVI wieku. Obecnie ogrodzona i niedostępna, kiedyś droga, która nią przebiegała, via Asina, łączyła pola i pastwiska z miastem.

Ośla brama rzym
Brama Asinaria – niestety zasłonięta parasolami, w oddali Bazylika św. Jana na Lateranie

Porta Metronia – brama poboczna, zamknięta prawdopodobnie w XII wieku i otwarta na nowo w XVI wieku.

Wycieczka rowerowa wokół murów aureliana
Porta Metronia

Porta Latina – jedna z większych. Oryginalnie zachowana antyczna brama, którą flankują średniowieczne, cylindryczne wieże. Ponad łukiem wjazdowym możemy zauważyć monogram Konstantyna Wielkiego, świadczący prawdopodobnie o przeprowadzonych na jego zlecenie pracach renowacyjnych.

Bramy rzymskie wycieczka
Porta Latina od drugiej strony

Porta San Sebastiano jedna z największych i najlepiej zachowanych bram. Przebiega nią via Appia Antica, a w środku mieści się Muzeum Murów, którego zwiedzanie jest darmowe. Możemy się przespacerować w środku murów, tak jak robili to starożytni Rzymianie, wyjrzeć przez otwory strzelnicze, mamy też możliwość spojrzenia na panoramę miasta, daleko, daleko za murami.

Muzeum murów rzym
Porta San Sebastiano, widok z murów i łuk Druzusa

Sama brama wyłożona jest trawertynem, który został pokryty krzyżami oraz napisami przez wędrujących do Rzymu pielgrzymów.

Tuż za bramą możemy podziwiać łuk, który wspierał akwedukty doprowadzające wodę do Term Krakali.

Porta San Paolo – ostatnia z bram to Porta San Paolo, wspaniale zachowana. Mieści się w niej kolejne darmowe muzeum, trochę przypominające Muzeum Murów, tylko mniejsze. Brama początkowo nosiła nazwę Porta Ostiense, ze względu na szlak prowadzący z tej części miasta do portu w Ostii.

Muzeum Porta San Paolo Rzym
Porta San Paolo od zewnątrz i w środku

Inne miejsca w murach

Nie tylko bramy sprawiają, że mury stanowią zachwycającą konstrukcję. Budowniczowie wykorzystywali istniejące budowle do wzmocnienia murów, ale i mury były wykorzystywane do postawienia późniejszych budynków.

Przykładem może być Villa Gentili, dom, który wznosi się ponad ściany murów ze wspaniałą, metalową werandą od jednej strony i uroczymi okienkami, wciśniętymi w mur, od drugiej. Znajdziecie ją tuż przed Porta Tiburtina.

Mury aureliańskie rzym
Willa z dwóch stron oraz teren za murem

Idąc ulicą Porta San Lorenzo, znajdziemy bramę prowadzącą na teren willi, a za nią wspaniały ogród z mosteczkiem, oranżerią i dużym patio. Śliczne miejsce, aż żal, że to teren prywatny.

Bastion Adreatino – jadąc wzdłuż murów od Porta San Sebastiano, ulicą Viale di Porta Adreatina, znajdujemy się chyba przy najlepiej wyglądających ścianach – w nich ukryty był Bastion Adreatino stworzony w XVI wieku, aczkolwiek budowy nigdy nie dokończono. Nie przeszkadza to jednak, aby wysokie, świetnie zachowane mury budziły zachwyt.

Bastion Adreatino mury aurelianskie rzym
Widok na mury – bastion oraz stemma

Na rogu możemy podziwiać chyba jedną z większych rzeźb przedstawiających herb papieski, tzw. stemmę, tym razem papieża Pawła III Farnese, na zlecenie którego bastion był budowany.

Piramida Cestiusza – tuż obok bramy Porta San Paolo znajdziemy grobowiec Gajusza Cestiusza, pretora rzymskiego. Ale nie jest to zwykły grobowiec, to najprawdziwsza piramida! Ten kształt jest efektem egiptomani jaka zapanowała w Rzymie w okolicach I wieku p.ne. Piramida jest biała, obłożona marmurem, a na jej wschodniej i zachodniej ścianie możemy dostrzec inskrypcje.

Piramida w rzymie
Piramida Cestiusza a w oddali Porta San Paolo

Monte Testaccio – to miejsce nie leży tuż przy murach, jest jednak po drodze, w pobliżu Piramidy Cestiusza (gps: 41.876111, 12.475) . To „górka śmieciowa”, a konkretnie hałda usypana w  między I w. p.n.e  a III w. n.e z resztek potłuczonych amfor po oliwie. Ma prawie 1 kilometr obwodu i 35 metrów wysokości. Amfory trafiały na wysypisko z pobliskiego magazynu portowego i portu na Tybrze.

Góra na testacio rzym
Tarasy schodkowe usypane z potłuczonych amfor

Cmentarz Protestancki na Testaccio – tuż obok wzgórza Testaccio oraz Piramidy znajdziecie jeszcze cmentarz protestancki będący jednocześnie cmentarzem dla obcokrajowców. Miejsce jest niesamowite, ma wspaniały klimat a przy okazji można z niego podziwiać Piramidę i Porta San Paolo.

Napisy na nagrobkach są w 15 językach, a pochowani są tutaj ludzie różnych wyznań. Znajdziecie groby poetów (min. grób Keatsa, Shelleya oraz syna Goethego!), aktorów, polityków ale także „zwyczajnych” ludzi. Cmentarz jest pod nadzorem 14 ambasad w Rzymie: Australii, Danii, Finlandii, Grecji, Holandii, Kanady, Niemiec, Norwegii, Południowej Afryki, Rosji, Szwajcarii, Szwecji, Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych.

Cmentarz jest pewnego rodzaju atrakcją turystyczną, można odwiedzić go bezpłatnie i nikogo nie dziwią pojedyncze grupki turystów spacerujących po tym miejscu.

Cmentarz dla cudzoziemców rzym
Cmentarz na Testaccio

Jak więc widzicie Rzym to nie tylko sztandarowe punkty; Koloseum, Schody Hiszpańskie, Forum Romanum czy Fontanna di Trevi, to również wiele innych, niezwykłych i budzących zachwyt miejsc. Jeśli będziecie tutaj i będziecie mogli sobie pozwolić na spacer czy przejażdżkę wzdłuż murów aureliańskich, zróbcie to! Nie pożałujecie ani chwili spędzonej na takiej wycieczce 🙂

mury miejskie rzym

Natalia i Mikołaj

Chcesz więcej zwiedzić w Rzymie? Zajrzyj tutaj:

To ile właściwie jest tych kościołów rzymskich i które warto zobaczyć?

Czy warto iść do Muzeów Watykańskich?

Co kryje się pod Bazyliką świętego Piotra?

Co zobaczyć w darmową niedzielę w Rzymie?

Rzymskie podziemia.

A w tym wpisie dowiesz się jak wynająć mieszkanie w Rzymie!

 

Źródła:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Mury_serwia%C5%84skie
https://pl.wikipedia.org/wiki/Mur_Aureliana
https://www.imperiumromanum.edu.pl/kultura/architektura-rzymska/budowle-rzymskie/mury-obronne/mur-aureliana/
http://zagubieniwrzymie.pl/mury-aureliana/
https://en.wikipedia.org/wiki/Porta_San_Giovanni_(Rome)
http://rometour.org/sangallos-bastion-san-paolo-port-bastione-del-sangallo-and-porta-san-paolo-ostiense.html
https://pl.wikipedia.org/wiki/Piramida_Cestiusza
https://pl.wikipedia.org/wiki/Monte_Testaccio

Ile kościołów jest w Rzymie i które warto zobaczyć?

Rzym koscioły które warto odwiedzić

Rzym kościołami stoi. Stwierdzenie zdecydowanie nie przesadzone, bo podobno jest ich aż 400 ale  według Wikipedii ponad 900![1] Wliczając kościoły nie tylko katolickie. W każdym razie zanim zajrzeliśmy do Wikipedii, słyszeliśmy o 400. Zapewne chodziło tylko o te zabytkowe 🙂 Dość powiedzieć, że nigdy w życiu nie byliśmy w tylu kościołach i zapewne już nigdy nie zajrzymy do tylu świątyń, ile odwiedziliśmy tutaj 😉

Na podstawie naszych kościelnych spacerów spróbowaliśmy wytypować dla Was perełki, które najbardziej warto zobaczyć. Warto też wiedzieć, że kościoły i bazyliki odwiedzać można za darmo, ale część z nich ma w środku dnia sjestę (z reguły trwającą od 12/13 do 15/16), która może zdezorganizować plany.

  • Bazylika Św. Piotra – to chyba koronny punkt podczas każdej wycieczki do Rzymu. Zresztą słusznie, bo, abstrahując od kwestii wiary, Bazylika jest monumentalnym, bardzo bogato zdobionym budynkiem, który robi wspaniałe wrażenie z zewnątrz i nie mniejsze z wewnątrz. Nad bazyliką pracowali miedzy innymi Rafael Santi i Michał Anioł. Znajdziemy tu też Pietę Michała Anioła, jedyne podpisane przez niego dzieło.
bazylika sw. piotra
Bazylika św. Piotra i jej wnętrze

O Bazylice napisano już wiele, więc z ciekawostek powiemy Wam tylko tyle, że na fasadzie stoi 11 rzeźb apostołów wraz z Jezusem i Janem Chrzcicielem, nie ma zaś św. Piotra. Rzeźby mają prawie 6 m wysokości, a co interesujące, ich plecy są prawie całkiem płaskie, niewyrzeźbione.

Na placu watykańskim był kiedyś (w I w n.e) cyrk Nerona, czyli stadion, na którym zabijano pierwszych chrześcijan. Na jego środku stał obelisk, który w XVI wieku przeniesiono przed wznoszoną bazylikę, którą zresztą stawiano na już istniejącej bazylice, tylko mniejszej. Co więcej, ten pierwszy kościół został wybudowany na  grobach chrześcijan. Przypuszczano, że w jednym z grobów pochowano świętego Piotra (znajduje się on pionowo pod ołtarzami obu bazylik), dopiero w XX wieku przeprowadzono badania, które potwierdziły, że to mogą być rzeczywiście szczątki świętego Piotra (tj. znaleziono przy grobie inskrypcję „tu jest Piotr” oraz kości białego mężczyzny w wieku około 68 lat, czyli takim, w którym zmarł prawdopodobnie Piotr).

Sam plac watykański otacza portyk Berniniego na którym znajdziemy 140 posągów przedstawiających świętych.  Co ciekawe jednym z nim jest Jacek Odrowąż, jedyny święty z Polski. Znajdziecie go po lewej stronie, na wysokości fontanny (przy okazji – fontanna po prawej stronie jest oryginalnym dziełem Berniniego, ta po lewej to jej kopia).

Oczywiście nierozłączną częścią zwiedzania bazyliki jest wejście na jej kopułę, skąd rozciąga się wspaniały widok na Rzym i ogrody watykańskie. Przy okazji można również rozważyć wizytę w nekropoliach i pierwszej bazylice, o której więcej znajdziecie tutaj.

bazylika swietego piotra watykan
Widok z kopuły świętego Piotra: od góry – plac watykański, ogrody watykańskie, rzeźby na dachu i schody na kopułę

Wirtualnie możecie zwiedzić bazylikę pod tym linkiem: http://www.vatican.va/various/basiliche/san_pietro/vr_tour/index-en.html

Współrzędne GPS: 41.902222, 12.453333

  • Bazylika Św. Jana na Lateranie a jej właściwa nazwa to: Papieska arcybazylika Najświętszego Zbawiciela, św. Jana Chrzciciela i św. Jana Ewangelisty na Lateranie. Matka i Głowa Wszystkich Kościołów Miasta i Świata. Jest to bazylika znajdująca się na eksterytorialnej ziemi Watykanu. Wiecie, że właśnie ona jest najważniejszym kościołem świata? Wcale nie Bazylika świętego Piotra. Jan na Lateranie jest bardzo duży i robi wrażenie, choć tak naprawdę najmniejsze ze wszystkich bazylik większych.

    swiety jan na lateranie
    Bazylika świętego Jana na Lateranie i jej wnętrze

W tym kościele znajdziemy ołtarz papieski oraz gotycki baldachim z XIV wieku. Podobno w jego górnej części umieszczone zostały czaszki świętych Piotra i Pawła, ale znajdują się tu też dwie inne relikwie: drewno ze stołu, przy którym Jezus spożywał ostatnią wieczerzę, oraz krople krwi Chrystusa.

Tutaj znajduje się również tron papieski, nad którym możemy podziwiać XIII wieczną mozaikę przedstawiającą Krzyż Święty, Matkę Boską oraz postać fundatora mozaiki, papieża Mikołaja IV.

Mszę przy głównym ołtarzu w bazylice na Lateranie może odprawiać tylko papież. Taka msza odbywa się raz w roku, w Wielki Czwartek.

Za dodatkową opłatą można zwiedzić wewnętrzny dziedziniec Bazyliki, zaś po drugiej stronie ulicy znajdziecie Święte Schody, czyli schody, które według legendy pochodzą z domu Poncjusza Piłata, a Jezus miał być po nich prowadzony na sąd. Schodów jest 28 i są tak cenne, że wierni mogą wchodzić po nich tylko na kolanach.

scala sancta
Po lewej tron papieski po prawej Święte Schody

Wirtualna wizyta w Bazylice św. Jana na Lateranie dostępna jest tutaj: http://www.vatican.va/various/basiliche/san_giovanni/vr_tour/index-it.html

Współrzędne GPS: 41.885906, 12.506156

  • Bazylika Matki Bożej Większejw zestawieniu nie może zabraknąć oczywiście olbrzymiej bazyliki Santa Maria Maggiore, czyli kolejnej świątyni watykańskiej znajdującej się poza terenem Watykanu. Kościół pochodzi z V wieku i jest bogato zdobiony, zwłaszcza ołtarz i kopuła robią wrażenie.  Pod ołtarzem zaś mamy zejście do zdobionego relikwiarza, w którym ponoć przechowywane jest drewno ze żłóbka Jezusa Chrystusa (co jest możliwe, bowiem naukowo stwierdzono, że drewno pochodzi z okolic Palestyny i ma ponad 2000 lat).
Bazylika Matki Bożej Większej
Santa Maria Maggiore i jej wnętrze

W Bazylice mieszczą się dodatkowo: muzeum archeologiczne, do zwiedzenia domy rzymskie za 5 euro, muzeum skarbca papieskiego za 3 euro i ponoć z przewodnikiem możliwe jest zwiedzanie loggii, mozaik i oglądanie schodów Berniniego za 5 euro.

Maria Maggiore do zwiedzenia wirtualnie tutaj: http://www.vatican.va/various/basiliche/sm_maggiore/vr_tour/index-it.html

Współrzędne GPS: 41.8975, 12.498611

  • Bazylika Świętego Pawła za Murami to według tradycji miejsce pochówku świętego Pawła. Czwarty kościół należący do państwa Watykan znajdujący się poza jego murami.

Nas Bazylika urzekła przede wszystkim uroczym patiem przed kościołem i długimi kolumnadami z granitu. Ale w środku znajdziecie również wspaniałe zdobienia, baldachim z mozaikami w stylu bizantyjskim z V wieku oraz, co ciekawe, obrazy przedstawiające wszystkich panujących do tej pory papieży, ze specjalnymi oznaczeniami tych, których uznano za świętych. Obecnie panujący Franciszek został oświetlony dodatkowo snopem światła. Zastanawiamy się, co będzie jak skończy się miejsce na ścianie papieży 😉

Basilica Papale di San Paolo fuori le Mura
Bazylika św. Pawła za Murami, u dołu kolumnada spod spodu

Dzisiejszy wygląd kościoła to rekonstrukcja poprzedniego budynku, który spalił się  prawie całkowicie w XIX wieku.

Za dodatkową opłatą możemy zwiedzić opactwo i dziedziniec klasztoru z VIII wieku.

A tutaj możecie zwiedzić bazylikę wirtualnie: http://www.vatican.va/various/basiliche/san_paolo/vr_tour/index-en.html

Współrzędne GPS: 41.858611, 12.477222

  • Bazylika Świętego Klemensa o niej już wspominałam we wpisie o podziemiach Rzymu. To kościół z XII wieku z pięknym, mozaikowym wnętrzem, ale to co najlepsze kryje się pod bazyliką. Obecny budynek zbudowano na bazylice z IV wieku, którą postawiono na mithreum – pogańskiej świątyni boga Mitry, którą zbudowano na kamienicach, a pod wszystkim przepływa od tysięcy lat rwący potok. Robi wrażenie już samym opisem? To zejdźcie pod ziemię! Bardzo warto.

    święty klemens rzym
    W Bazylice nie wolno robić zdjęć

Współrzędne GPS: 41.889444, 12.4975

  • Święta Sabina to bazylika na wzgórzu Awentyńskim z V wieku. Wnętrze jest inne niż pozostałych świątyń, które odwiedzicie. Surowe i mistyczne, zwłaszcza jeśli będziecie mieć okazję podziwiać wpadające do środka promienie słoneczne. Warto też przyjrzeć się samym oknom. Kiedy budowano bazylikę, rzymianie nie znali jeszcze szkła. Dlatego stworzyli rodzaj bardzo cienkiego gipsu, tak cienkiego, że prześwitywał.

    święta sabina bazylika rzym
    Bazylika Świętej Sabiny

Z innych ciekawostek warto wiedzieć, że Święta Sabina była jedną z najważniejszych bazylik wczesnochrześcijańskich, jedną z nielicznych, która posiadała chrzcielnicę. Zwróćcie też uwagę na 24 kolumny w jej wnętrzu, które pochodzą z antycznych świątyń, oraz na wspaniale zdobione drzwi wejściowe i oryginalną mozaikę z V wieku pod głównymi drzwiami kościoła.

Współrzędne GPS: 41.884444, 12.479722

  • Bazylika Matki Bożej Anielskiej i Męczennikówkościół bardzo interesujący. Został zbudowany w części Term Dioklecjana (przeróbki podjął się sam Michał Anioł) dzięki temu możemy sobie wyobrazić jak wspaniale musiały wyglądać Termy. Aczkolwiek kolorowe marmury, obrazy i zdobienia zostały dodane w XVIII w. Sklepienie wnętrza jednak jest oryginalne, starorzymskie i liczy sobie ponad 1700 lat.

Bazylika kryje w sobie także inne ciekawostki. Po prawej stronie prawej nawy, u góry, możemy zobaczyć świetlik (nie wiem, jak to fachowo nazwać 😉 ), przez który wpadają promienie słoneczne, tworząc na podłodze jasny punkt. Znajduje się tam też kalendarz słoneczny (słynna meridiana papieska z XVIII wieku) i w odpowiednim momencie dnia w południe słoneczne słońce wskazuje miejsce na kalendarzu – miesiąc, dzień, aktualne położenie słońca w znaku zodiaku a także ile czasu zostało do Wielkanocy, lub ile czasu od niej minęło. Był to kiedyś najdokładniejszy kalendarz w Rzymie.

Warto też wyjść na zakrystię, przejdziemy najpierw przez muzeum dotyczące samej bazyliki i term (głównie zdjęcia i opisy), a później na malutkie podwórko typu studnia, obudowane ścianami term.

Santa Maria degli Angeli e dei Martiri kryje jeszcze jeden smaczek – jest nim okulus. Przedstawiający moim zdaniem kosmos, najpiękniejszy ze wszystkich w Rzymie i w ogóle jakie do tej pory widziałam.

Bazylika Matki Bożej Anielskiej i Męczenników rzym
Od góry wnętrze Bazyliki, jej bok oraz okulus i podwórko od zachrystii

Współrzędne GPS: 41.903056, 12.496944

  • Bazylika św. Szczepana po włosku Basilica di Santo Stefano Rotondo al Celio. Jeden z najstarszych kościołów w Rzymie (z około V wieku), o tyle ciekawy, że okrągły (rotondo znaczy po włosku okrągły) św. Szczepan był pierwszym okrągłym kościołem w Rzymie, wzorowanym na Bazylice Grobu Świętego w Jerozolimie. W środku dość surowy klimat, a do samego kościoła idzie się przez podwórko ogrodzone murem zza którego wygląda ogród. Tutaj możemy się poczuć, jakby czas się na chwilę zatrzymał.

    bazylika swietego szczepana rzym
    Wnętrze św. Szczepana

Współrzędne GPS: 41.884444, 12.496667

  • Kościół Santa Maria in Aracoeli to kolejne miejsce, gdzie stykają się chrześcijaństwo z pogaństwem. We wnętrzu znajdziecie kolumny pochodzące z różnych świątyń starorzymskich. Kolumny naprzeciwko siebie są zbliżone wyglądem, ale każda kolejna jest inna. Dodatkową ciekawostką jest fakt, że kościół powstał na świątyni Junony.

W podłogę wbudowane są groby, tutaj jest ich wyjątkowo dużo, trzeba uważać, bo można się potknąć o nierówności płaskorzeźb.

Sam kościół jest z XIII wieku i warto do niego zajrzeć podczas wycieczki po Ołtarzu Ojczyzny, czy w drodze na Kapitol i punkt widokowy na Forum Romanum. Żeby zdobyć kościół trzeba najpierw pokonać wiele schodów, Schody Hiszpańskie przy tym to mały pikuś 😉

Santa Maria in Aracoeli Roma
Wnętrze Santa Maria in Aracoeli oraz fasada kościoła

Współrzędne GPS: 41.893889, 12.483333

  • Bazylika Santa Maria sopra Minerva bazylika ma bardzo niepozorną fasadę, w dodatku ostatnio zasłoniętą rusztowaniami i nie wiedząc, że w środku jest kościół, przejdziecie obok, kompletnie nie zwracając na niego uwagi. A szkoda, bo bazylika to jedyny w Rzymie kościół gotycki. W środku jest dość mroczno, ale nie bardzo ciemno, więc można podziwiać wnętrze. Sklepienia pokryte są namalowanymi świętymi postaciami na tle niebieskiego, rozgwieżdżonego nieba, poza zdobieniami zwraca uwagę wyjątkowy kunszt i bogactwo formy architektonicznej. Jak w wielu innych kościołach znajdziemy tu też groby świętych, ale tylko w tym miejscu zachowała się pamięć o papieżu Pawle IV, Wielkim Inkwizytorze, który kazał zamknąć Żydów w getcie w 1555r. Lud Rzymu nienawidził papieża  dlatego zniszczono jego wszystkie podobizny, odrąbano nawet głowę pomnikowi z podobizną Pawła IV, który postawił sobie na Kapitolu. Ta bazylika jest jedynym miejscem, w którym znajduje się jego herb.

Przy samej bazylice stoi Panteon a przed bazyliką zaprojektowany przez Berninego słoń, dźwigający na grzbiecie egipski obelisk.

Santa Maria Sopra Minerva
Wnętrze kościoła oraz słoń Berniniego na przeciwko wejścia, źródło: wikimedia.org

Współrzędne GPS: 41.898056, 12.478333

  • Kościół Najświętszego Imienia Jezus znany bardziej jako: Il Gesu. Pierwszy jezuicki i jednocześnie pierwszy barokowy kościół, a co za tym idzie zdobienia są bardzo bogate i pełne przepychu. Na podłodze ustawiono lustro, za pomocą którego możemy podziwiać freski na suficie, zamiast zadzierać głowę, a jest na co patrzeć.

    Il gesu rome
    Il Gesu, freski na suficie i odbicie w lustrze oraz nawa główna

Współrzędne GPS: 41.895833, 12.479722

  • Kościół św. Ignacego Loyoli – nawiązuje do kościoła Il Gesu, ale budżet na budowę kościoła był trochę mniejszy. Stąd zastosowanie baaardzo ciekawych fresków wykorzystujących iluzję optyczną, dzięki czemu stworzono niezwykłą, nieoczekiwaną i zaskakującą głębię. Mamy tu fałszywe okna, sztucznie podwyższony sufit oraz – co najlepsze – fałszywą kopułę! M. twierdzi, ze to najciekawszy kościół w Rzymie 🙂

    kosciół ignacego loyoli
    Po prawej sztuczna kopuła, na żywo robi świetne wrażenie, u dołu optycznie podwyższony sufit

Współrzędne GPS: 41.898889, 12.479722

Spacerując po Wiecznym Mieście natkniecie się na jeszcze wiele, wiele innych kościołów i do każdego na pewno warto wejść. Ale jest ich tak dużo, że czasem lepiej wiedzieć, który jest godny zwrócenia uwagi, ale w każdym z pewnością znajdziecie jakąś perełkę lub przynajmniej otoczy Was spokojna atmosfera i przyjemny zapach kadzideł.

Tak jak wspomniałam, największym minusem jest to, że wiele z nich jest zamknięte w środku dnia i często trzeba się obejść tylko smakiem. Dlatego warto wcześniej zaplanować wizytę w konkretnym kościele, a Bazylikę świętego Piotra zostawić na sam koniec, bo po niej istnieje ryzyko, że już nic Was tak nie zachwyci 😉

Natalia i Mikołaj

Jeśli interesuje Cię, co zobaczyć w Rzymie przeczytaj też:

Podziemne miejsca Rzymu

16 ciekawostek o Rzymie, o których mogłeś nie wiedzieć

A jeśli wybierasz się do Rzymu, to sprawdź jak znaleźć nocleg na Airbnb?

Wycieczka wokół murów aureliańskich.

Źródła:
https://pl.aleteia.org/2017/02/20/gdzie-gineli-pierwsi-chrzescijanie-w-koloseum-prawda-jest-inna/
http://www.abcwatykan.pl/bazylika-sw-piotra.html
http://www.adalbertus.katowice.opoka.org.pl/baz_piotr.html
https://histmag.org/Bazylika-sw.-Piotr-aa1-7578
https://www.rzym.it/bazylika-san-clemente
https://voiceofrome.com/swieta-sabina-perla-awentynu/
https://www.rzym.it/bazylika-santa-maria-degli-angeli/
https://www.podrozepoeuropie.pl/bazylika-matki-bozej-wiekszej-rzym/
https://pl.wikipedia.org/wiki/Bazylika_%C5%9Bw._Paw%C5%82a_za_Murami
https://pl.wikipedia.org/wiki/Bazylika_%C5%9Bw._Szczepana_w_Rzymie
https://www.rzym.it/wzgorze-celio/
http://albumromanski.pl/album/rzym-kosciol-santa-maria-aracoeli-z-xiii-wieku
https://pl.wikipedia.org/wiki/Bazylika_Santa_Maria_sopra_Minerva
http://www.krajoznawcy.info.pl/santa-maria-sopra-minerva-8951/2
http://rzym.pl/santa-maria-sopra-minerva.html
http://rzym24.pl/bazylika/bazylika-sw-jana-na-lateranie
[1] https://en.wikipedia.org/wiki/Churches_of_Rome

Rzymskie podziemia – miasto na mieście

Rzym co zwiedzić

Poziom gruntu przez setki i tysiące lat uległ podwyższeniu, dlatego dzisiejszy Rzym stoi na starożytnym. Dosłownie. Dzięki temu, że historia jest tutaj na wyciągnięcie ręki, Wieczne Miasto to jedno z najbardziej fascynujących ze wszystkich – pokusimy się nawet o stwierdzenie, że na świecie.

Na co zwrócić uwagę będąc w Rzymie, żeby na własne oczy zobaczyć podziemne miasto?

1.Plac Argentyński (Largo di Torre Argentina) inaczej zwany Kocim Placem – ma tam też siedzibę koci szpital (lub kocie sanktuarium jak niektórzy mówią). Koty są tam leczone i wypuszczane, ale nie odchodzą daleko – mieszkają sobie na Placu, mają tam spokój, dużo jedzenia i słoneczko. Ciężko powiedzieć, co jest większą atrakcją dla niektórych (w tym dla mnie 😀 ) puszyste kotki, które mają w nosie cmokających na nie gapiów, czy budzące podziw zabytki 😉

W każdym razie Plac Argentyński to plac z pozostałościami  czterech świątyń z III wieku p.n.e, ulokowany jest poniżej obecnego poziomu gruntu. Dookoła kontrastujące ze spokojem i historią tego miejsca – współczesność, ruchliwe ulice, gwarne życie miasta. Plac Argentyński, za każdym razem, gdy go widzimy, robi na nas niesamowite wrażenie, chyba przez to zderzenie historii z teraźniejszością.

Largo di Torre Argentina Roma
Koci Plac

To właśnie tu zginął Juliusz Cezar. Zabito go na schodach Kurii Pompejusza (miejsca tymczasowych obrad senatu w okresie przebudowy właściwej Kurii na Forum Romanum), z której do dziś pozostała tylko platforma z bloków tufowych.

2. Via dei Fori Imperiali czyli po prostu ulica forów w centrum Rzymu, która po jednej stronie ma Forum Romanum i Forum Cezara, po drugiej Forum i Hale Trajana, Forum Augusta i Forum Nervy, a na wprost widać Koloseum. Najpopularniejsze ale i jedno z najwspanialszych miejsc całego Rzymu, moim zdaniem.

Możemy się oprzeć o barierki, lub nieco wychylić, żeby oglądać pozostałości miejsc, które były kiedyś centrum życia miasta (poza Halami, które były ówczesnymi biurami, wiedzieliście o tym? 😉 ). Zachowane są całkiem nieźle, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę, że mają jakieś 2000 lat.

No i oczywiście mamy też możliwość spaceru po Forum Romanum. Niby wszystko widać z góry, ale spacer pomiędzy kamieniami z tamtej epoki jest fantastycznym przeżyciem.

Via dei Fori imperiali
Rzym i to, co najlepsze

3. Katakumby – czyli podziemny cmentarz. Katakumby były chrześcijańskimi cmentarzami kopanymi pod ziemią w miejscach, gdzie znajdowały się dawne odkrywki tufu, w którym łatwo było drążyć korytarze i nisze grobowe w ścianach.  Powstawały głównie między II a IV w. n.e. Nisza od zewnątrz była dokładnie zamykana marmurową płytą z inskrypcjami informującymi o tym, kto został pochowany.

Byliśmy w Katakumbach Świętego Sebastiana (planujemy jeszcze jedne) i jeśli macie dość czasu podczas zwiedzania Rzymu, to zdecydowanie polecamy wizytę w którymś z takich miejsc. Schodzi się pod ziemię i wędruje jednym z korytarzy (a jest ich bardzo wiele), pomiędzy ścianami z wydrążonymi grobami, pod ziemią znajdowały się też ołtarze i dawne kościoły.

Niestety wycieczki są z przewodnikiem, więc nie pozwiedzacie miejsca, tak jak na to zasługuje, w dodatku nasz anglojęzyczny przewodnik w San Sebastian tak pędził, że nawet nie sposób było się rozejrzeć czy zatrzymać na chwilę. A oddalenie się od grupy nie było zbyt mądre, bo można było się zgubić (niby wszędzie są kamery ale i tak).

San Sebastian catacombs
Katakumby San Sebastian

4. Nekropolia watykańska – nekropolie to inny rodzaj cmentarzy, naziemny. Nazwę tłumaczy się jako miasto umarłych, bo rzeczywiście, umarli byli chowani w swego rodzaju domkach. „Domki” te miały nawet małe przedsionki. Najbardziej znaną historycznie nekropolię podziemną znajdziecie oczywiście pod Watykanem (tu przeczytasz więcej)Współczesną nekropolię znajdziecie w Rzymie na przykład na cmentarzu Campo Verano.                      

5. Forum Holitoriumczyli forum warzywne z czasów republiki rzymskiej. Leży u stóp Teatru Marcellusa i jeśli nie będziecie mieli pecha (czasami bramki są zamknięte), to możecie się przejść ścieżką, która schodzi lekko w dół, właśnie na poziom starożytnego Rzymu. Przechodzimy pod teatrem, pozostałościami trzech świątyń i dużym, robiącym spore wrażenie, Portykiem Oktawii z II w. p.n.e

Teato Marcello, Rome
Teatr Marcella, Forum Holitorum i Portyk Oktawii po lewej.

6. Domus AureaZłoty Dom to pałac Nerona, w którym jednak wcale nie mieszkał a przyjmował gości. Znajduje się pomiędzy wzgórzami Palatynu i Eskwilinu, czy prościej mówiąc – wejście znajdziemy u stóp Parku Oppio, niedaleko Koloseum. Wchodzimy do rezydencji, która obecnie jest częściowo pod ziemią i wciąż trwają w niej prace, odkrywane są nowe pokoje i korytarze.

Domus Aurea, Rzym
Złoty Dom Nerona

Zwiedzanie z przewodnikiem i w kaskach na głowach (chyba ze względu na niskie rusztowania, które służą archeologom do prac). Na ścianach domu zachowało się trochę fresków i zdobień, jednak największe wrażenie robi możliwość obejrzenia tego, jak rezydencja oraz starożytny Rzym wyglądały w rzeczywistości (tj. jak sobie wyobrażamy). Mianowicie w trakcie zwiedzania Domus Aurea jest moment, kiedy zakładamy gogle VR i przenosimy się w czasie. Doświadczenie naprawdę niesamowite, zwłaszcza, że animacja porusza się też z góry na dół i do przodu („wyjeżdżamy” przed pałac), wrażenie jest niezwykle rzeczywiste, aż się kręci w głowie. Możemy zobaczyć wspaniałe akwedukty, Palatyn, baseny Nerona, kolumnadę Domus Aurea, wszystko takie, jakie prawdopodobnie oglądał Neron.

To zrobiło na nas tak olbrzymie wrażenie że… postanowiłam kupić sobie taki sprzęt 😀

złoty dom nerona wizualizacja
Udało mi się znaleźć fragment wizualizacji, źródło: italymagazine.com

7. Kościół Klemensa ­pora na smaczek, który czeka na nas w Bazylice di San Clemente. Na poziomie gruntu współczesnego mamy przyjemny kościół z XII wieku, zdobiony średniowiecznymi mozaikami, renesansowymi i barokowymi freskami. Ale to, na czym stoi ten budynek, sprawia, że człowiek łapie się za głowę z niedowierzania.

Pod Bazyliką mamy trzy poziomy – trzy budynki (zwiedzanie kosztuje 10 euro, wejście wewnątrz kościoła).  Pierwszy z nich to olbrzymia bazylika z IV/V wieku. Zachowała się doskonale, chociaż jest bardzo surowa. Ściany pokrywają tylko gdzieniegdzie wyblakłe freski.

Bazylika świętego klemensa
U góry bazylika obecnie, na dole podziemna, źródło: newliturgicalmovement.org

Drugi poziom, przedchrześcijański – mitreum, czyli świątynia boga Mitry. Popularny w starożytnym Rzymie kult, którego świątynie często budowano pod ziemią. Tutaj mamy dodatkowo namacalny dowód na to, jak chrześcijaństwo walczyło z pogaństwem. Między innymi stawiając nowe świątynie w miejsca starych.

Mitreum Rzym
Część Mithreum, rzeźba boga Mitry, źródło: wikimedia.org

Częścią świątyni była też szkółka oraz kamienica mieszkalna. Możemy spacerować po doskonale zachowanym cudzym domu. Widzimy freski na ścianach, malunki imitujące kafle ozdobne, wykładaną we wzór małej jodełki podłogę (tak swoją drogą, „mała jodełka” to typowy starorzymski wzór), ozdobnie układane cegły.

Trzeci poziom – strumień, który możemy obserwować w prześwitach ścian i podłóg, oraz usłyszeć w wielu miejscach tych podziemi. W jednym z pomieszczeń kamienicy jest też dziura w ścianie na tyle duża, że można wsadzić rękę do zimnej, rwącej wody (przypuszczamy, że mógł to być kibelek, ale nie mamy pewności 😉 )

Miejsce jest niesamowite,  świetnie zachowane i robi niezwykłe wrażenie. To nie jakieś tam resztki, kamienie i kawałki kolumn. To całe pomieszczenia, które pewnie i dziś dałoby się użytkować.

8. Casa Romana – lub po prostu rzymskie domy. Jeden z nich odkryliśmy pod kościołem Świętych Jana i Pawła na Celium (41.886389, 12.492222) (chociaż właściwie wejście jest z boku, pod portykami). Możemy znowu zejść poniżej gruntu i zobaczyć częściowo zachowaną, piętrową kamienicę, w którą wmurowano fundamenty kościoła stojącego nad nią. Pomiędzy dwoma podziemnymi budynkami znajduje się też ówczesna, brukowana droga, na której możemy stanąć i przeczytać, że tędy przebiegał lokalny szlak handlowy (kupcy, sprzedawcy warzyw, mieszkańcy). Jest też zejście do łaźni, ale niestety nie było do niej dostępu. Łącznie odkryto, że kościół wybudowano na pozostałościach co najmniej pięciu różnych budynków!

 9. Krypty w kościołach  – w sumie to nie jest nic takiego, w okolicach ołtarza, w niektórych kościołach znajdziemy schody w dół, do krypty. Przeważnie będzie tam kolejny ołtarz, czasem z relikwią jakiegoś świętego. Miejsca przeważnie są surowe albo pokryte freskami, bywają jednak i bogato zdobione. Zawsze jednak ma się wrażenie pewnej niezwykłości.

Koscioły w Rzymie
U góry i po lewej bogato zdobione ołtarze pod właściwym ołtarzem, po prawej skromny kościółek z zejściem po lewej stronie

 

To tylko garść najciekawszych punktów naszym zdaniem.

Rzym jest pełen takich podziemnych miejsc. Na przykład słynna Piazza Navona powstała na stadionie, stąd jej podłużny kształt.  Niestety ze stadionu prawie nic się nie zachowało, a dostępne muzeum nie jest warte zwiedzenia. Pod wspaniałościami, które pozostały po starożytnych kryją się kolejne skarby. Podobno odkryto dopiero tylko 10% wszystkiego! A zejście pod ziemię, żeby zobaczyć zapomniany przez tysiące lat świat, dostarcza niesamowitych wrażeń. Jeśli będziecie więc w Rzymie, powinniście spróbować odwiedzić chociaż jedno z takich miejsc, naprawdę pod ziemią 🙂

Inne wpisy o Wiecznym Mieście, które Was mogą  zainteresować znajdziecie pod tymi linkami:

16 ciekawostek o Rzymie

Termy Karakali i Zamek Świętego Anioła, czy warto zwiedzić?

Muzea Watykańskie, jest szał czy są przereklamowane?

Mury aureliańskie – wycieczka dookoła Wiecznego Miasta.

Domus Aurea wodospad
A na deser: puste koryto po wodospadzie, który zainstalował sobie Neron w Domus Aurea

Natalia i Mikołaj