11 przykładów, na to że ludzie są dobrzy

Pozytywnych wpisów nigdy za wiele 🙂 Dlatego w dzisiejszym tekście znajdziecie 11 dowodów na to, że ludzie są dobrzy.

1.Darmowy nocleg w Czarnogórze

Pierwsza nasza wyprawa na Bałkany miała miejsce w 2012 roku i obfitowała w wiele bardzo miłych zdarzeń. Jednym z nich był darmowy nocleg na pierwszym kempingu w Czarnogórze.

Właściciel dowiedziawszy się, że jesteśmy z Polski pozwolił nam obozować za darmo 🙂 Nie wiemy, czym to właściwie było spowodowane, ale było bardzo miłe.

Zatoka kotorska
Kemping był gdzieś na dole, ale tu jest piękniej. Zatoka Kotorska.

2. Kosowo –  uprzejmość sklepikarza

Podczas tej samej wyprawy spotkała nas też bardzo miła reakcja ze strony kosowskiego sklepikarza.

W wiejskim sklepie zrobiliśmy jakieś spożywcze zakupy i postanowiliśmy od razu je zjeść. Usiedliśmy przy wystawionym stoliku, sklepikarz widząc, że się tam rozkładamy, doniósł nam krzesło i przyniósł nóż, żebyśmy mogli pokroić zakupioną u niego wędlinę (a konkretnie wołową mortadelę, pyszną :P).

3. Przejazd włoskim pociągiem bez biletów

Któregoś razu wpadliśmy do pociągu bez biletów, bo nie zdążyliśmy ich kupić. Zgłosiliśmy to konduktorowi, żeby nie dostać mandatu. Konduktor przechodził koło nas kilkukrotnie, sprawdzając innym pasażerom bilety, ale nas omijał. A kiedy wysiadaliśmy z pociągu pomachał nam pogodnie i zawołał „ciao ragazzi!” 🙂

4. Zaproszenie na wesele w Chorwacji

Kolejne zdarzenie podczas naszej bałkańskiej wyprawy. Jechaliśmy przez Chorwację, ale tę nieturystyczną część. W oczy rzucił nam się budynek przypominający sklep spożywczy. Chcieliśmy kupić coś do picia, ale okazało, że wcale to nie jest sklep i w tej chwili trwa tam wesele. Chorwaci posadzili nas przy stole, obstawili jedzeniem i piciem i nie wypuścili, póki nie objedliśmy się po uszy a na drogę dostaliśmy jeszcze sporą wyprawkę, którą jedliśmy kilka kolejnych dni. To dzięki temu zdarzeniu odkryliśmy piwo z sokiem cytrynowym, znane jako radler 😉

Oczywiście nie mamy zdjęcia z tamtego zdarzenia, ale to też Chorwacja.

5. Albania – poczęstowani owocami

Gdy siedzieliśmy  któregoś razy w małym albańskim miasteczku, podczas odpoczynku, podeszła do nas starsza pani i wręczyła nam torebkę malutkich owocków. Tak po prostu 🙂 owocki smakowały jak malutkie jabłuszka. Były to ide (pl: głożyna pospolita, jujuba pospolita, łac. Ziziphus jujuba). Zrobiło nam się bardzo miło, chociaż może nie było to rozsądne, jeść coś od obcej osoby, ale zupełnie nie było to podejrzane zdarzenie.

https://www.comptoir-des-graines.fr/1890-thickbox_default/graines-de-zizyphus-jujuba.jpg

6. Włoska rodzinka

Ogólna sytuacja pewnie wynikała z usposobienia włoskiej rodziny, u której nocowaliśmy. Jednak nadal sposób w jaki nas podjęli był bardzo miły. Jako, że w obiad byliśmy zaopatrzeni, dostaliśmy do niego surówkę, faszerowane bakłażany, świeże warzywa, domowe wino i szampana! A na śniadanie kosz ze słodkościami do wyboru; kawę, herbatę, dżemy, powidła (domowej roboty)  i jeszcze jedzenie na wynos 🙂 Taką surówkę, jaką tam jedliśmy, robimy do tej pory.

Przeczytaj więcej o włoskiej gościnności.

7. Włoski wynajem mieszkania

Podczas naszej rocznej podróży często korzystaliśmy z AirBnb, żeby wynająć mieszkanie taniej. Jednym z takich miejsc był dom w mieście Lucca, we Włoszech. Dom był czteroosobowy, więc liczyliśmy się z tym, że możemy mieć współlokatorów. Okazało się jednak, że właścicielka była tak miła, iż stwierdziła, że nikogo nam nie dokwateruje, żebyśmy mogli miło spędzić czas. Akurat były to moje urodziny, więc tym bardziej fajnie 🙂 Dzięki temu mogliśmy spędzić dwa dni w uroczym włoskim miasteczku, mieszkając w dużym, nieco rustykalnym domu.

Uliczka we włoskiej Lukce

8. Targowanie się

Oczywiście, niby targowanie się to nic takiego, nawet w kulturze europejskiej. Ale z drugiej strony nie jest standardem, że właściciel mieszkania czy kwatery na wynajem zejdzie z ceny. A jednak udawało nam się nie raz zbić cenę wyjściową (właściwie to M. się wykazał negocjacyjnymi zdolnościami) tak, że spaliśmy w naprawdę fajnych miejscach za przyzwoitą cenę.

Zwycięski negocjator

9. Torba z Ikei od Szwedów

No, to może nie znaczyło dla nich zbyt wiele, ale dla nas bardzo dużo 🙂 a przecież wcale nie musieli nam jej dać. A jednak dali. Rodzinę, u której wynajęliśmy na jedną noc pokój, w domu pośrodku niczego (na wysokości 1000 m. n.p.m.), zapytaliśmy, czy nie mają może jednej torby z Ikei na zbyciu (potrzebowaliśmy jej, by móc bez przeszkód wrócić samolotem z licznymi sakwami upchanymi w dwie duże torby), bo niestety nigdzie między nami a docelowym lotniskiem kilkaset kilometrów dalej, żadnej Ikei nie było. A oni od razu zaczęli szukać i po tym, jak znaleźli, chcieli nam dać nawet więcej 🙂

10. Woda w Grecji

Gdy jechaliśmy w szalonym upale, przez oliwkowy półpustynny krajobraz, nagle wyminęło nas auto. Zwolniło i z każdej ze stron wysunęły się ręce z butelkami wody 😀 To była zmrożona, najpyszniejsza woda, jaką kiedykolwiek piliśmy.

Wyrocznia w Delfach a za nimi kilometry gajów oliwnych.

11. Serbski obiad

Będąc w Serbii, na wyprawie przez Rumunię i Serbię, usiedliśmy nad Dunajem w przytulnej altance, żeby coś zjeść. I wtedy z krzaków (a właściwie z drogi schodzącej do rzeki) wychynęła pani, która nas bardzo miło powitała w swojej altance. Przyniosła nam domowy chleb, pomidory, ser, kiełbasę. Później zniknęła, ale tylko po to, żeby nas zaprosić na obiad. Ciężko było odmówić i zeszliśmy z nią. Dom miał taras tuż nad wodą, a na tarasie stał zastawiony stół, przy którym siedziało kilka osób. Wszyscy nas radośnie przywitali, częstowali jedzeniem, napojami, alkoholem i kazali o sobie opowiadać oraz wpisać się do „księgi gości”. Żartowali, że na tę altankę łapią turystów 😀 Bardzo fajne zdarzenie 🙂

Nasi serbscy gospodarze

Bonus: oczywiście nasz bohater Christian, już kilka razy o nim wspominaliśmy, więc nie będziemy powtarzać. Jeśli nie znacie tej historii, to zapraszamy na wpis o Niemczech lub o przygodach jakie nas spotkały podczas podróży.

Wychodzimy z założenia, że ludzie generalnie są dobrzy. Z takim nastawieniem jest o wiele łatwiej podróżować i po prostu żyć. Co jednak nie znaczy, że nie należy być czujnym i ryzykować bez potrzeby, na przykład jadąc w strony ogarnięte konfliktem.

Ale pamiętajcie o tym, mając do czynienia z drugim człowiekiem 😉

Natalia i M.

Reklamy

Przygody! Czyli 6 zdarzeń, które nam się przytrafiły podczas podróży

Dzisiaj trochę wspominków…
Podróże na własną rękę mają to do siebie, że nie sposób wszystkiego przewidzieć i czasem nawet podczas najlepiej zaplanowanego wyjazdu zdarza się przygoda.

Ja się przygód wolę wystrzegać, bo zawsze wiążą się ze stresem i niewiadomą, ale M. uwielbia takie sytuacje.

Oto 6 spośród wielu zdarzeń, które nam się przydarzyły w trakcie naszych rowerowych podróży 🙂

1.Zniszczony most w Hercegowinie

Kilka lat temu, przemierzając Bałkany na rowerach, znaleźliśmy na mapie skrót, który pozwoliłby nam nie tylko skrócić trasę ale i pominąć zjazd i późniejszy podjazd.

Zapędziliśmy się więc w drogę, trochę zarośniętą, ale wciąż widoczną i wkrótce naszym oczom ukazał się… dawny most drogowy. Pozostały z niego głównie metalowe elementy, dźwigary i mocowanie podkładów. Podłoga, którą tworzyły deski, była pełna dziur, wybrakowana, drewno było spróchniałe. Na sam widok mostu człowiek miał ochotę zrobić w tył zwrot, a co dopiero mówić o przeprawie przez niego.


Na zdjęciu nie wygląda tak strasznie…

Jednak przeszliśmy. Powolutku, pojedynczo, każda sakwa i rower po kolei, boczkiem (trzeba powiedzieć, że M. wszystko dzielnie przenosił, ja tylko mu podawałam rzeczy i drżałam ze strachu 😉 ).

Nisko pod nami pędziła przepięknie błękitna rzeka Drina. Ale wpaść do niej z wysokości kilkunastu metrów chyba nie byłoby dobrym pomysłem… nigdy wcześniej ani nigdy później nie trzęsły mi się tak nogi, jak wtedy, gdy przechodziłam po tym moście.


Rzeka Drina, ale w innym miejscu

Statystyka. Ofiary w ludziach: brak; straty w sprzęcie: moja przednia lampka (M. zahaczył o dźwigar przenosząc rower i lampka spadła do rzeki), od tej pory lampki zawsze mamy zabezpieczone sznurkiem.

2.Niemiecka życzliwość

O tym zdarzeniu już pisaliśmy na naszym blogu (wpis: 10 rzeczy, które Was zaskoczą w Niemczech). Gdzieś w niemieckim miasteczku, takim raczej pokroju wsi, opona M. odmówiła posłuszeństwa. Przetarła się do dętki, wybrzuszyła i dętka pękła. Opona nie nadawała się do niczego, więc nie wiedzieliśmy co robić. Zapasowej nie mieliśmy.

Zdeformowana opona, która zaraz pęknie z hukiem

 Chcieliśmy kupić oponę z jednego z okolicznych (na oko rzadko używanych) rowerów, ale w domach nikt się nie przyznawał sprzętu, który stał na podwórku.

Z pomocą przyszedł nam jednak Christian, do którego M. zapukał właśnie z pytaniem, czy upatrzony rower jest jego. Rower nie był jego, ale Christian zaproponował podwózkę samochodem do sklepu rowerowego, gdzie mogliśmy kupić oponę, a potem w garażu naszego nowego kolegi ją zmienić, umyć ręce, skorzystać z toalety i jeszcze dostaliśmy po zimnym Red Bullu. Super przygoda, super człowiek 🙂

3. Zawalone drogi.

Nie raz musieliśmy przenosić rowery przez kamienie czy zapory, bo droga nie nadawała się do użytku np. z powodu zniszczeń albo okazywała się terenowym szlakiem. Jedno z takich zdarzeń miało miejsce w Norwegii. 

Ścieżka, którą jechaliśmy była oznaczona jako uszkodzona i według znaków nie można było nią jechać. Tylko, że alternatywą była zwykła droga samochodowa z tunelami, w których był zakaz jazdy rowerem, na dodatek prowadząca tymi tunelami pod górę. Nie chcieliśmy w ten sposób jechać i zaryzykowaliśmy ścieżkę.

Okazało się, że jakiś czas temu przeszła tamtędy lawina kamieni i uszkodziła drogę. Przejechać by się rzeczywiście nie dało, wielkie głazy leżały w poprzek drogi, a asfalt przecinały szczeliny. Przenieśliśmy więc rowery i sakwy po kamieniach i ruszyliśmy dalej 🙂

Po przeniesieniu rzeczy przez głazy

4. Nielegalne przekraczanie granicy

Innym przykładem tego typu było przejście z Czarnogóry do Kosowa. Nasza droga wiodła przez przełęcz Czakor i dopiero w pobliżu miasteczka, u jej podnóży, naszym oczom ukazały się znaki, że przejścia nie ma. Pytaliśmy więc mieszkańców o co chodzi? I czy rowerem przejedziemy. Stwierdzili, że raczej tak.

Ruszyliśmy więc na górę, trochę zestresowani, bo co będzie, jak na szczycie straż graniczna każe nam zawracać (a szczyt był na ponad 2000 m.n.p.m. – dla porównania – prawie 200 metrów wyżej niż Giewont)? Albo nas złapią już w Kosowie? A jak nas wsadzą do więzienia… albo wlepią gigantyczny mandat? Myśli w takiej sytuacji człowiek ma różne.

Do tego wszystkiego pogoda się popsuła, przyszła burza i zaczął padać deszcz.

Dojechaliśmy jednak na szczyt, na którym nikogo nie było i zjechaliśmy spory kawałek, aż dotarliśmy do Kosowskiej granicy.

Biorąc pod uwagę, jak daleko było z powrotem na przełęcz a potem objazdem przez „pół Czarnogóry”, odwrotu nie było.

Czakor – szczyt

Okazało się, że granicę wyznaczały kamienne zapory przeciwczołgowe (!). Droga przeszła w żwir, a później znowu w asfalt i prowadziła przez kanion, pod pięknymi nawisami skalnymi, najpiękniejszymi jakie widzieliśmy do czasu Norwegii. Nikt nas nie niepokoił.

Tylko na wyjeździe z Kosowa trochę się dziwili, że nie mamy pieczątek wjazdowych, ale na szczęście nie wzięli nas na szczegółowe przesłuchanie (powiedzieliśmy, że przekraczaliśmy granicę w innym miejscu i nawet nie zwróciliśmy uwagi, że nam nie wbili wizy).
Pogranicznik chyba nawet dzwonił do tej wskazanej przez nas miejscowości, ale wydaje mi się, że nikt nie odebrał. W każdym razie puścili nas bez utrudniania. Ale co się stresowaliśmy, to nasze 😉

U góry granica Czarnogórsko-kosowska, u dołu Kosowo i pomnik UCzK

5.Gościnność na Krecie.

Miejsce, w którym przyszło nam nocować pewnego razu na Krecie było czymś w rodzaju kwater. I nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie to, że właściciel pierwsze co zrobił, to zaciągnął nas do stołu częstując grecką wódką – ouzo.

I nie chciał nas puścić, póki nie wypijemy z nim odpowiedniej ilości toastów. Nie był przy tym zbyt radosny i uśmiechnięty. Raczej dość ponury, a jego mieszkanie było pełne tradycyjnych przedmiotów. Na ścianie wisiał grecki strój, strzelby, wisiały rodzinne (?) portrety poważnych ludzi w greckich strojach,  a portret samego gospodarza wisiał pośrodku ściany, pomiędzy strzelbami.

Zdjęcia z ukrycia

Mężczyzna po angielsku mówił o tym, jaka Kreta jest piękna, a raki (raki to nazwa turecka, którą podał nam tylko dlatego, byśmy wiedzieli, o co chodzi, sam Turków bardzo nie lubił) to najlepszy alkohol na świecie. Facet był starszawy, z brodą. Jego wygląd i zachowanie sprawiały wrażenie, jakby był greckim mafioso albo seryjnym mordercą, który przyjdzie do nas nocą 😀 ale nie przyszedł, a po kilku kieliszkach puścił nas wreszcie do pokoju.
Spotkanie jednak pozostawiło w nas nie lada konsternację. 😉

Odludne okolice naszej kreteńskiej miejscówki

6. Pieskie życie

Na koniec łamiące serce zdarzenie z Serbii. W przełomie Dunaju, wśród pięknych widoków i w miejscu totalnie odludnym spotkaliśmy samotnego pieska rasy Labrador. W krajach bałkańskich roi się od bezpańskich psów, ale ten był bardzo zadbany, nie wychudzony i młody, miał na oko kilka miesięcy. Bardzo się do nas łasił, mimo to, że nawet (początkowo) nie oferowaliśmy mu jedzenia. Wyglądał tak, jakby dopiero co (lub może poprzedniego dnia) ktoś go na tym odludziu porzucił. Serca nam się krajały, ale nie mięliśmy możliwości zabrać go ze sobą, jadąc rowerami i mając kilka granic do przekroczenia, więc po nakarmieniu haniebnie mu zwialiśmy 😦

Mamy nadzieję, że ktoś go jednak przygarnął i znalazł swoje miejsce w Serbii… Jeśli będziecie na Bałkanach rzućcie czasem takiemu pieskowi nawet kawałek chleba. To może być jego jedyny posiłek tego dnia…

Nie mamy zdjęcia pieska więc na pocieszenie okolice przełomu Dunaju, Zamek Golubac

Te sześć historii, to oczywiście tylko ułamek tego, co nas spotkało. Po takich przygodach zawsze zostają fajne wspomnienia, ale w trakcie, kiedy taka sytuacja ma miejsce, często nie jest to nic przyjemnego.
Potem jednak jest co opowiadać 🙂

Natalia i Mikołaj

Rowerem, samochodem czy na pieszo? Czyli jak podróżować.

czym w podróż

Podróżować można na różne sposoby. Jeśli zastanawiacie się, jakim środkiem transportu wybrać się w świat, lub może chcecie zmienić dotychczasowy, to dowiedzcie się najpierw, czym to grozi! 😉 Zapraszamy na subiektywne plusy i minusy podróżowania rowerem, samochodem i piechotą z użyciem lokalnego transportu.

Podróż rowerowa

O tym, z racji naszej podróży rowerowej po Europie pisaliśmy już kilkukrotnie, ale w telegraficznym skrócie wygląda to tak:

Jesteś zależny od pogody. A nie zawsze jest możliwość nie jechać, kiedy bardzo wieje, pada, jest zimno, czy po prostu nieprzyjemnie.

Całą podróż odbywasz siłą swojego ciała. Więc za pomocą własnych nóg zmagasz się z górami, trudną nawierzchnią, czasem z bólem.

Można oczywiście sprawić sobie rower elektryczny, ale wówczas trzeba pamiętać, że po ok. 80 km bateria się kończy i resztę trzeba przejechać siłą własnych mięśni. A taki rower jest o ładnych kilka kilogramów cięższy od zwykłego. No i codziennie trzeba go ładować…

Masz ograniczoną przestrzeń bagażową. Którą w dodatku wieziesz o własnych siłach.

pogoda na wyprawie
Pogoda różna, ale rower tak samo ciężki

Możesz zatrzymać się wszędzie, żeby zrobić piękne zdjęcie. Most? Ruchliwa droga? Nie ma znaczenia, bo prawie zawsze jest jakieś pobocze czy chodnik, na które możesz zjechać rowerem i zrobić zdjęcia wszystkiemu dookoła.

Obcowanie z naturą. Jesteś blisko natury. Możesz z siodełka podziwiać wspaniałe góry, kanion, zatrzymać się na chwilę i dotknąć kory palmy czy dziwnych skał, które mienią się w słońcu. Widzisz i słyszysz ptaki, szum drzew, czujesz zapach kwiatów. A do tego masz szansę się opalić.

Nie poruszasz się ani za szybko ani za wolno. Rower daje dużą mobilność, swobodę wybierania trasy a przy tym przemierzamy dystans w tempie odpowiednim, aby się rozglądać i chłonąć krajobraz, jednocześnie przemieszczając się nawet sto kilometrów dziennie.zalety jazdy na rowerze.jpg

Nieturystyczne miejsca. Rowerem czasem wjedziesz tam, gdzie nie dotrzesz samochodem. Wąskie ścieżki wśród gajów oliwnych, szlaki wśród pól, stare drogi tylko dla rowerów, które wiodą kanionem.

Chudniesz. Nie, żeby jakiś szał, ale jednak. Wysmukla się pupa, biodra, łydki i uda (tylko zawodowym kolarzom rosną wielkie mięśnie, nie bójcie się 😉 )

Podróż samochodem

Nie ruszasz się. W przeciwieństwie do roweru w samochodzie się tylko siedzi. Kiedy wypożyczyliśmy auto w Norwegii, to siedzenie w aucie od rana do popołudnia sprawiało, że bolał mnie od tego tyłek i kolana! 😀

Podjadasz. Możliwe, że nie grozi to każdemu, ale my nie wyobrażamy sobie nie mieć w samochodzie czegoś do podjadania. A nie zawsze będzie to coś zdrowego.

Masz dużo większy zasięg kilometrowy niż rowerem. To chyba jasne. W trakcie dnia możesz też wyskoczyć na jakiś trekking czy zwiedzanie i wtedy problem bezruchu, o którym mowa wyżej, jest trochę mniejszy, a przy okazji nie musisz zatrzymywać się w miejscu, które Ci się nie podoba, bo dla samochodu następny kemping, oddalony o 50 km, to godzina jazdy a nie pół dnia.

norwegia droga morska.jpg
Droga Atlantycka w Norwegii zza szyby samochodu

Korki. Samochodem stoisz w korkach. Tracisz czas, który mógłbyś poświęcić na bycie w jakimś fajnym miejscu. A jeśli przy okazji spieszysz się gdzieś, to frustracja gotowa.

Musisz się znać na samochodach. Zresztą roweru tyczy się to samo. Ale rower jest trochę łatwiej naprawić w każdym miejscu na świecie niż samochód, który może potrzebować specjalistycznych części. Jednym z moich koszmarów jest „rozkraczenie się” na pustkowiu…

Musisz wydawać pieniądze na paliwo. Wiadomo. Ale na rowerze też 😉 I ilekroć próbowaliśmy to policzyć, to wychodziło, że wydatki „per kilometr” są zbliżone przy obu środkach transportu, jeśli nie liczyć kosztu wypożyczenia/ amortyzacji samochodu.

Możesz zabrać dużo bagażu. Nie jest problemem wzięcie lodówki turystycznej, zrobienie zapasu produktów spożywczych, kupienie fajnych pamiątek czy zabranie czegoś ciężkiego, o czym nie ma mowy przy podróży rowerem czy pieszo.

samochód bagaż w podróż.jpg
Po lewej nasze rowery spakowane do auta, po prawej zapakowane auto na Zakythosie

Pogoda ma dużo mniejszy wpływ na podróż. Ale to działa w dwie strony. Nie będziesz korzystać cały dzień ze słońca, nie  zatrzymasz się w dowolnej chwili i nie zerwiesz owoców z drzewa, nie zrobisz sobie przerwy w strumyku (bo go nawet nie zauważysz).  Za to podróż w deszczu, w zimnie czy wietrze nie przeszkadza tak bardzo.

Widzisz dużo mniej. O ile jeszcze pasażer ma możliwość rozglądania się (chociaż stronę kierowcy widzi mniej), to kierowca prawie wcale nie może podziwiać krajobrazów, przez które właśnie przejeżdża. Nie mówiąc już o zrobieniu zdjęcia. Samochodem jedzie się za szybko, często nie można się tak po prostu zatrzymać.

podróż samochodem
Widoki przez szybę samochodu

Podróże na własnych nogach i lokalnym transportem

Z nas dwojga M. ma większe doświadczenie z tego typu podróżami. Ten sposób uważamy za chyba najmniej efektywny, ale może marzy Wam się przedreptanie świata 🙂 Jednak trzeba pamiętać o paru rzeczach:

Dźwigasz wszystko na plecach. Musisz mieć więc dobry plecak. Podróżnicy zwykle starają się zmieścić maksymalnie w 10 kilogramach, a to i tak bardzo dużo. O ile na rowerze 10 kg w sakwach to nie jest problem to taki ciężar spoczywający na ramionach może być męczący.

Musisz mieć dobre buty. Buty, w których jesteś w stanie być na nogach dzień w dzień i przemierzać kilometry w różnym terenie.podróż pieszo.jpg

Musisz być gotowy na kontakty z innymi. Ten sposób podróżowania jest chyba najbardziej „towarzyski”. W pociągach, autobusach, autostopem. Jest dużo więcej okazji do rozmowy z tubylcami niż podczas jazdy rowerem czy autem. Jeśli ktoś lubi, to super, ale jeśli nie ma się ochoty na takie spotkania, wtedy to będzie problem.

Dużo łatwiej paść ofiarą napadu czy kradzieży. Nie przemieszczasz się szybko, więc łatwo Cię dopaść, kiedy tak wędrujesz, śpisz w pociągu czy łapiesz stopa..

Jesteś blisko z naturą. Jeszcze bliżej niż na rowerze i zła pogoda jeszcze bardziej Cię ogranicza 😛

podróż przyroda.jpg
Obcowanie z przyrodą i innymi podróżnikami

Zmęczenie. Wydaje mi się, że dużo większe niż podczas jazdy rowerem. Po całym dniu na rowerze byliśmy zmęczeni, owszem, ale po wyspaniu się nie towarzyszyły nam zakwasy, bóle ramion czy pleców od dźwigania plecaka czy stóp od obcierających butów.

Bilety kosztują  a z dworca musisz się jeszcze dostać na własnych nogach do odpowiedniego miejsca np. noclegu. Nie wspominając już o tym, że często bilety kupione z wyprzedzeniem są tańsze ale wtedy Twoją wędrówkę zaczyna ograniczać czas.

Są jeszcze entuzjaści motocykli, którym nie podróżowaliśmy, więc nie będziemy się na ten temat rozpisywać. Z tego co jednak wiemy, motocykl to połączenie wad roweru i samochodu, natomiast zalety obu środków transportu jakoś przy tym mariażu znikają 😉 Oczywiście możliwe, że moto ma jakieś inne zalety, o których nie wiemy (lub się domyślamy, jak słynny „wiatr we włosach”), ale wydaje się, że na daleką podróż to wybór najgorszy z możliwych 😉

Przeczytaj o innych wadach podróżowaniach oraz dowiedz się jakie są zalety podróżowania.

Poznaj najpiękniejsze miejsca południowej Europy.

I bądź przygotowany na to, co Cię czeka na kempingach!

 

Natalia i M.

10 rzeczy, których nam NIE brakowało w podróży

Po zaletach i wadach podróżowania, oraz spisie tego, czego nam w trasie brakowało pora na pozytywy. Czyli czego nam NIE brakowało 😀

  1. Polskiej zimy

W podróży pogoda była różna, zwłaszcza na Bałkanach deszcze i wiatr dały nam niezły wycisk, ale kiedy zatrzymaliśmy się w Rzymie, żeby pożyć trochę tym miastem i przeczekać najchłodniejszy okres roku, mogliśmy się cieszyć naprawdę piękną pogodą.

Większość dni była słoneczna i ciepła. Mróz i śnieg zdarzyły się raz i okazało się, że ostatnio takie zjawisko miało miejsce 6 lat temu (więc w Rzymie ten okres był jednocześnie świętem i dniami o podwyższonym ryzyku, zalecano pozostanie w domu, zamknięto szkoły i urzędy). Ale nawet wtedy słońce pięknie świeciło i dni były bardzo urokliwe.  Bywało też oczywiście deszczowo, ale większość jesiennego i zimowego czasu mogliśmy cieszyć się słońcem.

grudzień we włoszech
Rzym jesienią i zimą

Jeśli chcesz wiedzieć więcej o Rzymie przeczytaj wpisy:

16 ciekawostek o Rzymie, o których mogłeś nie wiedzieć

Rzym, 13 miejsc które musisz zobaczyć!

Ile kościołów jest w Rzymie i które warto zobaczyć?

  1. Internetu

Trochę się martwiliśmy, jak to będzie z Internetem za granicą. Jednak dzięki ustawie, która weszła w zeszłym roku, w całej Unii obowiązują zasady operatora komórkowego sieci do której się należy, pod warunkiem, że przebywa się za granicą pewną, określoną, ilość czasu. Mogliśmy się zatem cieszyć darmowym Internetem przez mniej więcej pół roku (dzięki temu, że wróciliśmy na miesiąc do Polski i licznik się wyzerował). Po tym czasie operator zaczął naliczać nam dodatkowe opłaty, ale w UE były tak niskie, że nie przerażało nas korzystanie z danych komórkowych.

Natomiast poza Unią bardzo często Internet był bez hasła, „w powietrzu”, zaś właściwie  wszystkie kwatery oferowały wifi. W zasadzie więc Internet nie stanowił większego problemu, choć czasem działał chimerycznie, ale suma summarum pod tym względem było dobrze.

Dowiedz się, jak wynająć mieszkanie przez AirBnB? 

  1. Prądu

W dzisiejszych czasach chyba nie da się być niezależnym od prądu, chociaż staraliśmy się mieć część sprzętu na baterię (GPS, szczoteczka do zębów, odtwarzacze mp3), to jednak smartfony, aparat fotograficzny, laptop czy tablet wymagały ładowania. Na szczęście prawie każdy nocleg zapewniał nam tę możliwość, chociaż czasami nie było łatwo (zdarzały się kempingi bez dostępnych gniazdek i musieliśmy kombinować) a temat swobodnego dostępu do prądu czasami sprawiał, że dany nocleg nas denerwował albo w ogóle się na nim nie zatrzymywaliśmy.  Mimo wszystko należy powiedzieć, że zawsze mieliśmy naładowane telefony i tablet gotowy, aby wieczorem zajrzeć na Facebooka 😉

Sprawdź też: 10 niepozornych rzeczy, które ułatwią Ci życie

gdzie ładować telefon w podrózy
Zawsze było czym zrobić zdjęcie

  1. Świeżego powietrza i ruchu

Tego mieliśmy zdecydowanie aż za dużo 😀 Wpłynęło to jednak pozytywnie na nasze ciała; opaliliśmy się, wyrzeźbiliśmy tu i tam, zgubiliśmy trochę kilogramów (ale zaskakująco niewiele). Przebywanie na powietrzu wiązało się też z tym, że mogliśmy podróżować wąchając zapachy kwitnących kwiatów czy roślin, morskiego powietrza albo lasu 🙂

widoki na wyprawie.jpg
Dużo powietrza, widoków i ruchu

  1. Terminów

To jest wielka zaleta takich podróży. Żadnej daty, która się nieuchronnie zbliża i trzeba gonić, żeby zdążyć. Można zapomnieć jaki jest dzień tygodnia (pod warunkiem, że w niedziele czynne są sklepy w danym kraju). A co za tym idzie – nie brakowało nam tęsknego wyczekiwania na weekend 😉

  1. Widoków i wrażeń

Podczas gdy inni planowali swoje urlopy, wspominali je albo tylko tęsknie wyglądali za okno myśląc o pięknych miejscach i ciepłych krajach, my mieliśmy wspaniałe widoki i wrażenia zapewnione prawie codziennie.

Czy znasz 11 najlepszych miejsc na Bałkanach i w południowej Europie?

A może wolisz dowiedzieć się jakich jest 11 największych rozczarowań Bałkanów i południowej Europy?

7. Wolnego czasu

Jeśli komuś się wydaje, że taka wyprawa to boskie wakacje i spokojna jazda rowerkiem po pięknych miejscach, to jest w błędzie 😛 No, może nie całkiem, ale wakacjami takiej podróży raczej nazwać nie można. Wstajemy rano (około 7- 7:30 i nie ma mowy o wyspaniu, po poprzednim, pełnym wysiłku dniu, 7 rano to zawsze za wcześnie) pakujemy obóz, jemy śniadanie i ruszamy. Przed nami kilka ładnych godzin w siodełku, duże kilkadziesiąt kilometrów do przejechania i jeśli nie jesteśmy w Skandynawii latem, to zmierzch jest tym momentem dnia, w którym musimy być już na campingu, prawie całkiem ogarnięci, żeby nie musieć robić niczego po ciemku albo przy słabym świetle. Wieczorem, o ile wreszcie jest czas dla siebie, człowiek nie ma już siły na nic i pada ze zmęczenia 😉

internet na balkanach.jpg

8.Nowych smaków

Chociaż czasem bywało słabo (Serbia), to właściwie każdy kraj dostarczał nam kulinarnych przyjemności. Mniejszych lub większych, ale zawsze wyjątkowych. I to jest jedna z najfajniejszych rzeczy w podróżowaniu.

9. Siebie

Haha 😉 Jasnym jest, że podróżując we dwójkę spędza się ze sobą 24 godziny na dobę. No, czasem M. jechał na biga, czasem ja szłam na jakieś samotne zwiedzanie i wtedy cieszyliśmy się chwilę samotnością. Ale generalnie byliśmy non stop razem i dobrze nam z tym było 🙂 oczywiście pewnej wymiany zdań nie da się uniknąć, zwłaszcza, gdy jest się zmęczonym, wkurzonym, ma się wszystkiego dość a w perspektywie jeszcze kawał drogi do przejechania. Ale daliśmy radę.

widoki na wyprawie 2

10.Polityki i tego całego zamieszania w mediach

Oczywiście, jak już wspomnieliśmy, byliśmy online, ale ograniczało się to głównie do najważniejszych spraw typu wpis na bikestats, na blog czy Facebook. Na więcej nie było czasu ani ochoty i wcale nam nie brakowało, tego, że nie wiemy co słychać w naszym kraju. Jakie znowu fantastyczne ustawy są przepychane kolanem w nocy, kto kogo oskarża, kto z kim się rozwiódł i inne takie sytuacje. W Rzymie trochę to nadrobiliśmy, ale fajnie było odetchnąć i odciąć się na chwilę od takich spraw.

wyprawa rowerowa

Zatem taka podróż to nie tylko wspaniała przygoda i wyzwanie dla ciała i ducha, ale także pewien reset dla umysłu 🙂 i takie rzeczy w pełni można przeżyć tylko podczas długiej podróży.

Natalia i M.

10 rzeczy, których nam brakowało w podróży

Powrót do domu z wyprawy albo z urlopu to nie tylko powrót do codzienności ale też powrót do tego co znamy i lubimy. A powrót z rocznej podróży jeszcze bardziej nam uzmysłowił czego nam brakowało podczas miesięcy poza domem. Ciekawe, czy będziecie zaskoczeni 😉

1. Polskie jedzenie. Trzeba przyznać, że jedzenie w Polsce jest bardzo smaczne i jest w czym wybierać. I wcale nie chodzi o chleb, który w wielu krajach jest nawet lepszy (Albania, Italia!) ale:

a. Duży wybór warzyw w dobrych cenach, nawet jeśli Wasz wzrok w sklepie pada najczęściej na ogórki, pomidory, paprykę i cebulkę to przecież możemy też wrzucić do koszyka pataty, kapustę pak choy, kapustę pekińską, szalotkę, imbir, trawę cytrynową…, a w wielu krajach warzyw z innych stron świata po prostu nie ma a i wybór tych „pospolitych” bywa marny. Z kolei w innych wybór jest porównywalny (Niemcy, Skandynawia) lub nawet większy (Włochy, Francja), ale ceny potrafią przyprawić o ból głowy (Norwegia!).

Zobacz wpis co jedliśmy w Norwegii i jak sobie radziliśmy z cenami.

b. Wędliny, pasztety, kiełbaski. Wędzone, suszone, gotowane, surowe, na pewno każdy ma swojego ulubieńca bo w Polsce ich wybór jest bardzo duży. Nawet jeśli przechodząc po alejkach nie wiemy co wybrać, bo wydaje nam się, że nic nie ma 😉
Lepiej pod tym względem jest chyba tylko we Francji, a w Niemczech porównywalnie.
W innych krajach wybór tego typu produktów jest przeważnie bardzo niewielki a takich rzeczy jak pasztety, kabanosy czy kaszanka po prostu nie ma.

jedzenie w podróży
Szwedzki kawior, włoskie ciastka, holenderskie sery i przerwa na śniadanie w drodze

2. Napoje. Już gdzieś pisaliśmy, że był to permanentny problem podczas wyprawy. W Polsce wybór napojów jest olbrzymi, od gazowanych do soków i nektarów. A w wielu krajach poza gazowanymi napojami typu Coca-cola, Fanta czy Schwepps możliwości można policzyć na palcach jednej ręki. Żeby chociaż był jeden dobry smak, to już będzie sukces.

3. Komfort. To rzecz, której brakuje tak samo bardzo jak dobrego jedzenia. Czasem się trafi fajna kwatera, ale i tak się tęskni do własnego łóżka, do własnej kuchni z dużą lodówką w której można trzymać duże zakupy, nie zaś tylko tyle, ile zjemy w podczas pobytu w domu przez najbliższy dzień czy dwa. Do dużej szafy z ciuchami na każdy dzień tygodnia 😉 i pralki dostępnej w każdej chwili. No i w ogóle do wygody.

Przeczytaj więcej o wadach podróżowania.

4. Rodzina i znajomi. No co tu dużo mówić, dla mnie ważne jednak jest, żeby się z kimś spotkać i nie chcę, żeby to był ktoś, kto po raz kolejny zada pytanie, które zadaje każdy inny „skąd jesteście? dokąd jedziecie?”, tylko ktoś, kto wie trochę więcej o mnie 😉

5. Język. O ile nauka obcego języka może być ciekawa i być fajnym wyzwaniem, o tyle brak możliwości pogadania sobie po polsku, w języku który znam, bez konieczności zastanawiania się jak coś powiedzieć, brak możliwości używania języka swobodnie i rozumienia różnych językowych niuansów i gier językowych (np. w telewizji) był dla mnie bardzo ciężki, zwłaszcza we Włoszech, gdzie mieszkaliśmy, ale wcale nie byliśmy mieszkańcami, tylko nadal turystami.

wyprawa po europie
Ostatecznie znamy kilka zwrotów w różnych językach

6. Kultura. Poznawanie obcych kultur jest fascynujące, ale zamieszkanie w obcym kraju może być trudne. Czasem może być ciężko zrozumieć zachowania innych albo po prostu się z nimi pogodzić. Jak na przykład sztywne trzymanie się reguł w krajach północnych lub właśnie zbytnie wyluzowanie na południu. A mówimy tu o Europie, co dopiero jakieś inne kręgi kulturowe. Mimo, że w Polsce też nie jest idealnie, to przynajmniej nie czujemy się tu „obcy”.

7. Zakupy. No tak, jako kobieta muszę wrzucić ten punkt. Spacery po marketach w innych krajach zawsze wzbudzają w nas dreszczyk emocji, no bo w każdym kraju można znaleźć perełkę, której w Polsce nie będzie (np. albańskie fergese me gjize – pomidorowo twarogowy sos), ale w sakwach mieliśmy ograniczoną ilość miejsca na zakupy (poza tym trzeba było to wieźć o własnych siłach). A o zakupach odzieżowych czy innych tego typu sklepach można zapomnieć. Nie ma ani czasu ani miejsca na łupy z takich przybytków. Szczęście w nieszczęściu, że poza Niemcami właściwie na naszej trasie nie było typowych drogerii jak Rossman. Raczej butiki w stylu Sephory z wysokimi cenami lub niewielkie stoiska w sklepach odzieżowych.

bagaż rowerowy
Jak tu iść na zakupy, skoro trzeba tyle wieźć

8. Kosmetyki. To raczej tylko moja bolączka nie M. 😉 Może to dobrze, że nie było drogerii, bo i tak nie było by gdzie wozić tych kosmetyków. W każdym razie brakowało mi jednak pachnących żelów pod prysznic, peelingów, odżywek do włosów, tuszowania rzęs, lakierów do paznokci, kremów i wszystkich innych babskich kosmetyków ;). Lubię je stosować i trochę tęskniłam za nimi podczas wyprawy.

9. Ciuchy. Ileż można chodzić w tym samym, nawet M. miał trochę dość 😉 A do tego zabraliśmy zbyt mało kolorowych ubrań, tych nierowerowych, i przygnębiało nas to, że jesteśmy ubrani głównie w odcienie szarości. Mnie trochę ratowała niebieska kurtka i niebieskie buty ale i tak byliśmy szarymi eminencjami 😉

wyprawa odzież
Tak się nosiliśmy, gdy nie jeździliśmy 😉

10. Drugi komputer. Mieliśmy ze sobą małego laptopa i tablet na androidzie, ale czasem brakowało dwóch urządzeń z systemem Windows.

To oczywiście nie są duże niedogodności (może poza jedzeniem i piciem) a sprawiają, że powrót do tych punktów osładza pewną nostalgię związaną z powrotem  🙂

Czy czytałeś już wpis o zaletach podróży? 

Natalia

Wady i zalety podróżowania, cz. II Zalety

Po negatywnej dawce tego, co nie jest fajne, którą mogliście przeczytać w poście o minusach podróżowania, powiemy Wam, dlaczego, mimo wszystko dołączyliśmy do grona podróżników 🙂

Jakie zalety miała nasza roczna podróż?

1.Brak terminu powrotu. Chociaż musieliśmy liczyć się z czasem w różnych sytuacjach, to jednak najlepsze było to, że nie musieliśmy odliczać dni do powrotu, do końca urlopu. Dzięki temu mogliśmy gdzieś zostać tyle, ile nam się podobało (czy raczej na ile nas było stać 😉 ) i nie martwić się o to, że jeszcze mamy do zrobienia 1000 kilometrów i tylko tydzień wolnego.

2. Taka podróż sprawia, że spędzasz dużo więcej czasu na oglądaniu świata niż podczas urlopu. Możesz chłonąć piękne widoki, cieszyć się tym co dookoła i nie martwić się, że za tydzień wrócisz do domu. Bo za tydzień będziesz oglądać inne wspaniałe miejscadlaczego warto podróżować3. Próbowanie lokalnych przysmaków. To chyba jedna z największych zalet jakichkolwiek podróży. Możesz próbować nowych smaków i nowych potraw. Pod warunkiem, że jest czego próbować 😛 Zobacz wpis o najlepszych smakołykach, jakie jedliśmy w pierwszej części podróży

wyprawa przysmaki swiata
Na zdjęciu: przysmaki kosowskie, greckie, norweskie i niemieckie

4.Owoce z drzew. To prawdziwa frajda, móc sobie przystanąć przy drzewku, albo czasem i całym sadzie, i narwać fajnych owoców. Mamy już na koncie między innymi figi, mandarynki, grejpfruty, granaty, banany, migdały 🙂

5.Forma i zdrowie! 🙂 Rowerowa wyprawa ma to do siebie, że chcąc nie chcąc dbasz o zdrowie, nawet, jeśli jadasz dziwne, niezbyt zdrowe rzeczy. Chudniesz, w brzuchu lekko, nogi i pośladki się rzeźbią, a do tego opalasz skórę (no, chyba, że jesteś w Chorwacji i akurat trwa niepogoda :P). To jest super sprawa.

6. Minimalizm. To zarówno zaleta jak i wada. Okazuje się, że spokojnie możesz przeżyć z dwoma rodzajami koszulek na każdy rodzaj pogody, jedną parą spodni „na miasto”, z trzema parami butów (sandały, kryte, klapki) czy absolutnie minimalną ilością kosmetyków. Co więcej, niektórzy po takiej przygodzie opróżniają swoje szafy w domach.

No jasne, że się da i że można tak żyć, ale co to za życie! 🙂 Po powrocie nie mogę się nacieszyć swoją szafą i ilością kosmetyków, a w marcu, podczas krótkiego pobytu w domu pierwsze co zrobiłam, to pobiegłam na zakupy ciuchowe :p

7. Dowiadujesz się wiele o sobie. Wiesz, że poradzisz sobie w różnych sytuacjach, ale też dowiadujesz się czego oczekujesz od życia i gdzie jest Twoje miejsce. Czy jesteś typem podróżnika, który bardziej sobie ceni przygody niż wygody, czy jednak odwrotnie. Podróż weryfikuje też Twoje plany na przyszłość (np. czy na pewno chcesz mieszkać za granicą i czy w Polsce jest tak źle, jak sądzisz), oraz to jaki naprawdę jesteś (np. że marudzenie to nieodłączna strona Twojej natury 😉 )

wyprawa dookoła swiata.jpg

8. Dowiadujesz się wiele o swoich znajomych. I okazuje się, czy masz w ich gronie ludzi na których możesz liczyć, tak jak przypuszczałeś, czy może jednak nie. Oraz czy są osoby życzliwie nastawione do Ciebie, a wcale ich o to nie podejrzewałeś 🙂

9. Cieszysz się z małych rzeczy. Kiedy człowiek za bardzo zapada się w tę wygodną strefę komfortu, to czasem nie dostrzega małych rzeczy, które sprawiają, że nasze życie jest dobre. Taka podróż doskonale uwrażliwia na drobnostki. Na przykład jaka to radość jeść słony chleb 😉

Tak, nawet sobie nie zdajmy z tego sprawy, ale gdy we Włoszech natrafisz niechcący na ten niesolony to będziesz wiedzieć, o co chodzi 😉 Nie wspominając już o takich oczywistościach jak ciepła, bezpłatna, bez limitu czasowego woda pod prysznicem z dobrym ciśnieniem 😉

10. Ludzie są dobrzy. Oczywiście nie należy tutaj popadać w skrajności i przestać być ostrożnym lub koniecznie odwiedzać kraje ogarnięte wojną. Ale warto mieć świadomość, że prosząc o pomoc właściwie zawsze ją otrzymasz. A są też takie miejsca, że nie trzeba o nic prosić. Ludzie po prostu chcą pomagać. I to sprawia, że Twoje spojrzenie na świat staje się trochę inne. Bardziej pozytywne 🙂

11. Uczysz się nowych rzeczy. Języka lub tego, że nie ma się czego bać nawet jeśli tego języka nie znasz zbyt dobrze. Uczysz się dobrego planowania (ogólnie rzecz biorąc logistyka wyprawy tego wymaga), uczysz się szybko oceniać, co jest warte wydania pieniędzy a co nie i zwracasz na to uwagę, uczysz się nowych kultur i nowego spojrzenia na świat 🙂

12. Spełniasz swoje marzenie. A co jest cenniejsze od realizacji planów, celów i marzeń? 🙂

wyprawa po europie.jpg
Korfu, Norwegia, Grecja, Włochy… 🙂

Natalia i Mikołaj