20 najsmaczniejszych potraw czyli co dobrego jedliśmy w podróży?

co zjeść w europie

Jedną z ważniejszych rzeczy podczas podróży (ale nie tylko 😉 ) jest jedzenie 🙂 Uwielbiamy próbować nowych potraw, po pierwsze dlatego, że lubimy kulinarne eksperymenty a po drugie dlatego, że dzięki jedzeniu można choć trochę poczuć kulturę kraju, w którym właśnie przebywamy. A po trzecie, najważniejsze, czasem po prostu nie ma nic innego 😀

W każdym razie mamy dla Was listę pyszności, z którymi zetknęliśmy się podczas naszych wypraw. Warto wziąć ją sobie do serca i kiedy będziecie w miejscach, o których mowa poniżej, poszukać tych smaków (czasem i w Polsce można je spotkać, ale nie zawsze to to samo). Z reguły nie są to rzeczy drogie.

Jesteście najedzeni? Bo po przeczytaniu tej listy gwarantuję, że zacznie Wam burczeć w brzuchach! 🙂

  1. Greckie jogurty – to jest nasz hit numer jeden. Nigdzie nie dostaniecie takich jogurtów jak w Grecji, a to, co znacie pod tą nazwą w Polsce (lub gdziekolwiek poza Grecją) nie ma z nimi nic wspólnego. Niestety. Jogurty greckie w Grecji, te najlepsze, sprzedawane są w kamiennych miseczkach, owinięte folią spożywczą z małą naklejką firmy. W kamionce znajdziecie pokryty grubym kożuchem jogurt tak gęsty, że łyżka w nim stoi. Ale ten kożuch nie jest taki obleśny, jak ten, który zbiera się na przykład na mleku, to gruba, jogurtowa skórka, wcale nie obrzydzająca. Pyszna (a wierzcie mi, kożuch mleczny mnie wyjątkowo brzydzi). Smak jogurtu jest kremowo kwaskowy. Można go jeść saute, na słono i na słodko. W trasie często żywiliśmy się tymi jogurtami i kopertą z ciasta filo (albo może to było francuskie) z kremowym nadzieniem o smaku waniliowym (dostępną w każdym Lidlu). Jakie to było razem pyszne 🙂
    grecki jogurt
    Wygooglane, ale prawdziwe

    Więcej greckich pyszności w poście: Za co kochamy Grecję?

  2. Albańskie Fergese me gijze – hit numer dwa. Paprykowo – pomidorowa pasta z serem w stylu fety albo bardziej twarogu, cebulką i oliwkami. Sprzedawali ją w słoikach, z tego co czytałam, można było używać jej do mięsa, zapiekając je w tym sosie. Pyszności. Przepis na ten sos można znaleźć po polsku w Internecie i nie jest zbyt skomplikowany, mam w planach wykonanie 😉
  3. Włoska pizzanie mogło zabraknąć włoskiej pizzy w zestawieniu. Jak się okazuje są pizze włoskie na grubszym i cieńszym cieście (w Rzymie na cienkim), ale nigdy z tymi okropnymi ciastowymi brzegami (no, chyba, że całe są jednym wielkim nadzianym brzegiem, ale wtedy to nie pizza, to calzone (po włosku „skarpeta”). Trzeba uważać, aby nie dać się nabrać na lokal w którym podają pizzę rozmrażaną, albo kupując pizzę na kawałki – żeby nie dostać zimnego. Świeżutka włoska pizza jest soczysta od sosu pomidorowego, sera (konkretnie mozzarelli), który się po niej rozpływa i oliwy. Dobrą pizzerię poznaje się podobno po tym, jaką robi margheritę i bywa, że taka zwykła margherita to prawdziwe niebo w gębie 🙂

    pizza włoska margarita
    Pyszna margharita źródło: https://pixabay.com

Uwaga! Nie spodziewajmy się dostać sosu do pizzy (pomidorowego ani tym bardziej czosnkowego!). Nie prośmy też o niego – nie zrozumieją nas, a jeśli jednak, to popełnimy faux pas! No i dodajmy: przy włoskiej pizzy nie jest on do niczego potrzebny! 🙂

Przeczytaj również 16 ciekawostek o Rzymie!

  1. Chleb w Albanii, Grecji i we WłoszechJuż kiedyś wspominaliśmy, że w Albanii mają najlepszy chleb w Europie. Później się okazało, że w Grecji i we Włoszech też można znaleźć takie pieczywo, że człowiek ma ochotę sam zjeść kilo chleba 😉 Chrupiąca ale niezbyt twarda skórka i mięciutki, puszysty ale nie gąbkowaty środek, a kiedy jeszcze jest ciepły i pachnący…? Mniam!

    chleb we włoszech
    Może na zdjęciu nie wygląda najlepiej ale smakuje wspaniale
  2. Czewapcze (cevapcici) w Kosowie i Macedonii czyli podłużne kawałki mięsa grillowane i podane z grillowanym chlebem w rodzaju pity. Na pewno kojarzycie, takie zrobione w czewaptorii – mięsnym barze szybkiej obsługi, smakują naprawdę wybornie.
  3. Surówka z białej kapusty w Kosowie – taką surówkę jedliśmy tylko w Kosowie (jako dodatek do czewapczy), kilka lat temu i teraz. Próbujemy samodzielnie powtórzyć ten smak, ale nie do końca wychodzi. Kapusta ma swój naturalny kolor, chrupie i jest kwaskowa w smaku jakby z octem, tylko, że nam ocet zażółca kapustę a tam nie ma takiego efektu… Może ktoś z Was zna przepis? 😉 Więcej o Kosowie możesz dowiedzieć się z wpisu Kosowo, czy jest się czego bać?

    surówka po kosowsku
    Suróweczka, najważniejszy składnik dania
  4. Burki – burek na Bałkanach a w Albanii – byrek, to po prostu zapiekane ciasto francuskie z nadzieniem mięsnym, serowym lub szpinakowym z serem. Może być podłużny lub okrągły. Niestety w wielu miejscach burki są gumowate i mają mało nadzienia. Ale kiedy już traficie na ten dobry, to będziecie chcieli jeść go cały czas 😉
  5. Fasola w pomidorach z ziemniakami w Grecji – robiliśmy zakupy w jakimś większym markecie w Grecji i to było jedyne danie gotowe, które mogliśmy kupić i od razu zjeść na ciepło. Nigdy nie sądziłam, że zielona fasolka z pomidorami to będzie dobre połączenie, ale okazało się genialne. Do tego cebulka, ziemniaki i oliwa. Proste, łatwe i pyszne.
  6. Tzatziki i tarama – przede wszystkim takie, które można kupić na wagę. Tyczy się to zwłaszcza tzatzików, bo wtedy są robione na prawdziwym, gęstym jogurcie. Co do taramy lub taramosalaty (właściwa nazwa) – jest to pasta dla wielbicieli rybno – kwaskowych smaków (nie zrażajcie się jej dziwnym różowym albo łososiowym kolorem). Jej głównym składnikiem jest kawior, ale nie bójcie się, nie kosztuje tyle co kawior. W Grecji można znaleźć 200 gramów taramy za jedno euro.

    tarama grecja
    Może nie wygląda zbyt apetycznie, ale za to jest pyszna
  7. Małe rybki smażone bardzo krótko na głębokim oleju – jedliśmy je w Grecji, konkretnie w rodzinnej knajpce w miasteczku Florina. Nigdy później nie udało nam się zjeść takich samych, ani w knajpie, ani w lepszej restauracji ani tym bardziej jak robiliśmy je sami, ale wspomnienie do którego wzdychamy pozostało.
  8. Pate di fegatto czyli pasztet wątróbkowy. Toskański mus z wątróbki, którego w Rzymie nie znajdziecie, niestety (szukaliśmy wszędzie!). Występuje za to w marketach w Kampanii – kupuje się go na wagę, nakładany wielką łyżką do plastikowego pojemniczka, na wierzchu zawsze zbiera się oliwa. Przepyszny, co tu dużo mówić. A przepis jest na tyle prosty, że udało nam się nieraz samodzielnie zrobić taki pasztet w domu i wychodził wyborny! 🙂
  9. Pesto z radicchio czyli czerwoną cykorią – koniecznie z dodatkiem słoniny (lub boczku), po włosku po prostu radicchio con speck. Inaczej będzie gorzkie. Pesto ma kolor różowy a w smaku jest wyraziste, lekko kwaskowe, czuć też ser, który jest w składzie. W sumie ciężko opisać smak, ale jest naprawdę pyszne 🙂 Najlepiej smakuje z włoskim makaronem z rodzaju pasta fresca.

Okej, dosyć tych obiadowych dań, przejdźmy do słodkości!

  1. Włoskie ciasteczka migdałowe – czyli amaretti, zwłaszcza morbidi – co znaczy miękkie. Niestety nie należą do najtańszych słodyczy, ani w Polsce ani we Włoszech, ale uwielbiam ich smak 😉

    amaretti
    Malutkie ciasteczka migdałowe, źródło: pixabay.com
  2. Włoska kawa – po pierwsze w sklepach (zwłaszcza dużych) mamy bardzo duży wybór kaw sypanych, w tym takich specjalnie do kawiarki. Kiedy już się opanuje sztukę parzenia kawy w tym urządzeniu (a wbrew pozorom to wcale nie jest takie łatwe) możemy delektować się naprawdę pysznym smakiem. Ale przede wszystkim należy wejść na kawę do włoskiej kawiarni, gdzie mają duży, stary ekspres, zamówić i rozkoszować się pysznym smakiem napoju. Ba, nawet kiedyś weszliśmy do McDonalds’a, bo mieli tam kawiarniane stoisko z olbrzymim ekspresem. I kawa była świetna.

    Cappucino włochy
    Kawa przy barze jest tańsza niż przy stoliku, pamiętajcie 😉
  3. Cannoli sycylijskie ciastko z kremem – Włosi mają bardzo smaczne słodycze, chociaż my chyba zostaniemy wierni profiterolkom i tiramisu, ale cannoli to popularne (zwłaszcza w Rzymie) ciastko z kremem. Ciasto przypomina w smaku i kruchości faworka, tylko nadziane jest dużą ilością bardzo smacznego kremu. Jedno ciastko kosztuje jedno euro, dosyć sporo, ale warto spróbować.

    cannoli ciastka włoskie
    Cannoli, źródło: http://www.foodnetwork, autor: Alex Guarnaschellicannoli
  4. Kołacz węgierski albo kurtosz albo Kürtöskalács albo trdelnik – tak naprawdę pochodzi ze Słowacji, a najbardziej popularne jest chyba w Rumunii (często przy szosach zobaczycie dymiące jak grill stoiska – tam można je prawie na pewno kupić). Od niedawna można je też spotkać w Polsce i całe szczęście, bo to kręcone ciasto jest pyszne! Chrupiące na zewnątrz, miękkie w środku. Ciasto kręci się na wałkach w piekarniku, po zdjęciu jest bardzo gorące i obłędnie pachnie. Paluchami odrywamy pasma jeszcze ciepłego ciasta i pałaszujemy nim zdąży wystygnąć 😉

    trdelnik
    Kołacz węgierski, źródło: pixabay.com, autor: fishinkaa
  5. Greckie ciasto pomarańczowe – czyli deser z ciasta filo, ciężki i wilgotny, niezbyt słodki, idealnie wyważony smak z nutą pomarańczy. Boski 🙂 Musicie spróbować będąc w Grecji, ale z przepisów, które znalazłam, wynika, że i samemu można łatwo zrobić 🙂
  6. Panettone – o nim już pisaliśmy. Włoski rodzaj babki bożonarodzeniowej z rodzynkami, skórką pomarańczy, czasami z migdałami. Idealne panettone jest mięciutkie i wilgotne. Próbowaliśmy wyrobów kilku firm i najlepsze (a niedrogie!) było od Balocco, pamiętajcie w razie czego 😉

    włoska babka bożonarodzeniowa
    Panettone z rodzynkami i skórką pomarańczy
  7. Owoce z drzewa – towar sezonowy, ale jasne jest, że jak widzicie na drzewie dojrzałe owoce to musicie ich spróbować 🙂 Nam jak do tej pory udało się zjeść świeżo zerwane figi (pyszne!), granaty, pomarańcze, mandarynki, cytryny, czereśnie, grejpfruta, banany (na Cyprze), winogrona, migdały, daktyle, sharony, no i jabłka (ale na południe od Toskanii raczej niedobre, chyba że rosną na znacznej wysokości nad poziomem morza, np. w Macedonii były smaczne, ale tam było prawie 1000 m npm :). Widzieliśmy też pola arbuzów i plantacje kiwi. No i oliwki, ale tych nie polecamy prosto z drzewa 😉

    oliwki grecja
    Oliwki prosto z drzewa
  8. Gofry z lodami i bitą śmietaną – tego się nie spodziewaliście, co? 😀 Nigdzie gofry z lodami i bitą śmietaną nie smakują tak, jak nad polskim morzem (i nigdzie nie są takie drogie 😀 )!

    gofry nad morzem
    Gofry nad Morzem Bałtyckim

No i na koniec dwa rozczarowania.

Włoskie (zwłaszcza sycylijskie, ale w Rzymie bardzo popularne) przekąski:  suppli i arancini. To kulki ryżowe obtoczone w cieście. Suppli mają nadzienie z mozzarelli a arancini z mięska i oliwki. Oba niezłe ale bez szału, niestety.

Kebab turecki. Co prawda nie jedliśmy ich w Turcji tylko po tureckiej stronie Cypru i Sarajewa, ale za każdym razem rozczarowywał smakiem – mięso przesmażone i suche, mało warzyw, zbyt ostry lub zbyt mdły sos. Wiecie gdzie był najlepszy? W Warszawie pod Dworcem Centralnym! 🙂

No, ale mam nadzieję, że teraz już wiecie na co zwrócić szczególną uwagę podczas własnych wyjazdów 😉

Natalia

Reklamy

11 największych rozczarowań Bałkanów i południowej Europy

Europa gdzie nie jechać

Tydzień temu poznaliście miejsca, które najbardziej nam zapadły w pamięć – w pozytywnym znaczeniu, dzisiaj dla odmiany podzielimy się z Wami tym, co nas najbardziej rozczarowało. Kolejność przypadkowa, z północy na południe 😉

  1. Przepaść Macochy (Czechy) – to miał być największy lej krasowy w Czechach i środkowej Europie (138 m). Zdjęcia w Internecie wyglądają zachęcająco, więc mieliśmy smaka na to miejsce.

Okazało się jednak, że po pierwsze bilety na zwiedzanie jaskini trzeba było rezerwować z rocznym wyprzedzeniem (no, może przesadzam, ale dużo wcześniej, zanim przyjechaliśmy) a po drugie przepaść jest zarośnięta i w sumie nie robi większego wrażenia. Na dole ledwo widać jeziorko. Z góry miejsce szału nie robi.

Przeczytaj o wyprawie rowerowej po Czechach.

Przepaść Macochy Czechy
Przepaść Macochy
  1. Villach (Austria) – niby jedno z największych miast Austrii, ale że kraj sam w sobie mało ludny, to i (bodaj) siódme największe miasto jest po prostu dziurą. Tak sennego miasteczka tej rangi dawno nie widzieliśmy, a może i nigdy. Położone fantastycznie – między Karawankami a Alpami, niby atrakcyjne turystycznie, a… puste, bez życia. Może nie wymarłe, ale jakby zamarłe. Dla nas to nawet lepiej, ale mieszkając tam chyba można by się zanudzić. No chyba, że zimą jest lepiej (mają np. skocznię)… Ale jak zimą może w ogóle być pod jakimkolwiek względem fajnie? :p

Podróż po Austrii znajdziesz pod tym linkiem. 

3. Chorwacja – tak, tak. Chorwacja chyba już obrosła na naszym blogu w legendę 😀 ale to dlatego, że pogodę mieliśmy prawie cały czas tak fatalną, że nic tylko płakać (przynajmniej dla mnie była to walka na śmierć i życie, M. znosił niedogodności lepiej). Lało i wiały huragany, jedno i drugie na zmianę albo i na raz. A sam interior kraju też bez rewelacji. Do tego bardzo kiepskie zaopatrzenie w sklepach, ale za to pieruńsko drogo. Więc jak już Chorwacja to lepiej nie, ale jeśli jednak koniecznie tak, to tylko latem i tylko nad morzem 😉

Chorwacja podróż
Jest pięknie tylko po co te chmury?

Jakiej pogody nigdy nie spodziewasz się w Chorwacji?

4. Serbia – w Serbii byliśmy już wcześniej, w 2011 roku, wtedy jej naddunajski wschód nas oczarował, ale reszta kraju wydała się brzydka i nieciekawa (poza Belgradem, który jest brzydki ale ciekawy). Również w tym roku, chociaż zahaczaliśmy tylko o południowo-zachodnie rubieże, to Serbia nas nie zachwyciła (poza tym jednym miejscem – przełomem rzeki Uvac), chociaż mogłaby, gdyby chciała. Ale nie chce. Bardzo dużo porozrzucanych śmieci, „dzikich” wysypisk, zaniedbane okolice, brzydkie i smutne miasta i miasteczka.

O tym, jak zmarzliśmy w Serbii…

serbia podróż
Zdjęcia mówią same za siebie

5. Kanion Matka (Macedonia) – przyznam szczerze, takich miejsc widzieliśmy na pęczki, może dlatego na nas nie zrobił wrażenia. Idziesz wzdłuż góry, po jednej stronie skały a po drugiej jezioro i znowu góra. Niby jest ładnie (i wstęp za darmo) ale wszędzie leżą śmieci, nie widać też niczego przed tobą, bo widoki zasłania zawsze jakiś kawałek skały. Warto też dodać, że spokój tego miejsca zakłóca muzyka z przepływających łódek, która bardzo się niesie po wodzie i wszyscy ją doskonale słyszą. O świergocie ptaków można zapomnieć. Generalnie jednak widokowo nie jest źle, ale żeby tam specjalnie jechać, no to nie.

Wąwóz Macocha Macedonia
Wąwóz Macocha i wszędzie śmieci
  1. Pociągi w Macedoniiminus wielki jak stąd do Skopje. Nie tylko za to jak paskudnie i nieprzyjemnie potraktował nas człowiek z obsługi pociągu (nakrzyczał na nas, że rowerów pociąg nie przewiezie i koniec kropka i w ogóle nie gada z nami), ale też za to, że pociągi w Macedonii w teorii w ogóle nie przewożą rowerów (dość dziwne samo w sobie). Jeden nas jednak przewiózł, ale był w takim stanie, że mieliśmy ochotę wykąpać się w spirytusie, żeby się odkazić 😛

Chcesz wiedzieć więcej o podróży przez Macedonię?

  1. Delfy (Grecja) – Spodziewałam się po samym mieście jakichś rewelacji, sama nie wiedząc w sumie jakich. Okazało się, że samo miasto nie ma nic ciekawego do zaoferowania, to głównie dwie ulice, jedna turystyczna z hotelami i knajpami, druga raczej mieszkalna. Ale w sumie nie ma się co dziwić, Delfy rozbiły się na zboczu wysokich gór, miejsca miały niewiele, a chodziło głównie o opiekę nad wyrocznią. Delfy jednak nadrabiają przyjemną atmosferą i boskim widokiem, ale to Grecja, co się dziwić 😉

Grecja, ach, Grecja! 🙂

Grecja Delfy rowerem
U góry od lewej: widok na wyrocznię delficką, widok z Delf na morze, na dole: uliczki w samych Delfach
  1. Alberobello (Włochy) – o Alberobello krążą prawie legendy, jak tam pięknie, uroczo, cudownie. Okazało się jednak, że to przede wszystkim miasto jakich wiele, nie ma w nic ciekawego poza tą jedną małą dzielnicą (?) białych trulli. I rzeczywiście, całkiem jest tam ładnie, ciekawie i dość niezwykle, ale żeby zaraz szaleć z zachwytu? Dodatkowo pewniej „dziwności” temu miejscu nadaje fakt, że w trullach mieszkają ludzie. Normalnie sobie żyją. Jak byście się czuli, gdyby wam codziennie zaglądali w okna ciekawscy turyści i robili zdjęcia wszystkiego dookoła? Na plus miastu trzeba zaliczyć, że kupiliśmy tam najwspanialszy chleb na całej wyprawie, a może i w życiu 🙂 A w ogóle to M. się nie zgadza z moją oceną Alberobello – jemu się podobało. Więc cóż tu się dziwić, ze innym też? 😉
Alberobello podróż
U góry po lewej, widzicie panią w mieszkaniu?
  1. Półwysep Gargano (Włochy) – Miejsce bardzo ładne, ale we Włoszech są o wiele ciekawsze i dużo piękniejsze miejsca (chociażby Amalfi). Dlatego Gargano znajduje się na tej liście, bo miały być zachwyty a było „tylko” bardzo ładnie 😉
Półwysep Gargano
Gargano, widzicie te chmurska?

Od Bari do Rzymu rowerem.

  1. Kefalonia (Grecja) – sama wyspa niezbyt nas oczarowała, poza jaskinią Melissani właściwie nie była miejscem, które nam zapadło w pamięć. Dużo lasów, mało widoków, plaże bez dodatkowych atrakcji (typu klify i urwiska) 😉 No, ale był big, więc obecność (dla M.) obowiązkowa 😉

    podroz na Kefalonię
    Ale źle nie było…

Chyba już gdzieś pisałam, że zakochałam się w Grecji  😀

  1. Volos (Grecja) – miasteczko, które Grecy nam zachwalali jako przepiękny kurort. A jego jedynym urokiem było to, że znajdowało się nad morzem i u stóp gór (aczkolwiek niezaprzeczalna zaleta, to trzeba przyznać). Volos przypominał trochę Sopot. Tylko widoki lepsze 😉
Volos Grecja podroz rowerem
Volos, Grecja

Na szczęście miejsc, które rozczarowały, było dużo mniej, niż tych, które miło zapadły w pamięć i dlatego trzeba się było postarać, żeby również i tutaj dobić do 11 😉

A tu znajdziesz linki o tym, co było najfajniejsze i jak nam się podróżowało przez Bałkany i południe Włoch:

11 najlepszych miejsc w południowej Europie i na Bałkanach.

Podsumowanie I etapu wyprawy.

 

Natalia i M.

11 Najlepszych miejsc na Bałkanach i w południowej Europie

The best places in Europe

Wpis powstał pod wpływem pytania, które padło podczas rodzinnego spotkania w Rzymie – co nam się najbardziej podobało w trakcie wyprawy po bałkańskiej części europy? Ciężko było na nie jednoznacznie odpowiedzieć, bo każdemu z nas zapadły  w pamięci różne miejsca, a było ich jednak sporo. Dlatego postanowiłam, że zbiorę te najpiękniejsze (i najciekawsze) punkty naszego pierwszego etapu podróży i stworzę z nich listę, która może i Was zainspiruje do odwiedzin w tych zakątkach Ziemi 🙂 No to zaczynamy!

Od najsłabszego 😉

  1. Prisztina, stolica Kosowa (tu znajdziesz wpis o podróży przez Kosowo!). Prisztina znajduje się w naszym zestawieniu ze względu na to, iż oferuje o wiele więcej niż się od niej oczekuje. Prężnie się rozwija i wydaje się być całkiem w porządku miejscem do życia (nie to, żebyśmy chcieli, ale jest tam lepiej niż sądzicie 😉 ), zwłaszcza jak na fakt, że jeszcze kilka lat temu była całkowicie w budowie i że Kosowo dopiero od kilku lat buduje swoją pozycję na mapie świata (a i tak nie jest uznawane przez niektóre kraje). A poza tym mają tam przepyszne i tanie jedzenie 🙂 (zamiast robić jedzenie w domu opłacało się wyskoczyć do knajpki 🙂 ).
Prisztina, Kosowo rowerem
Od lewej: Biblioteka Narodowa, osiedle, główny deptak
  1. Skopje, stolica Macedonii (dowiedz się więcej, jak było w Macedonii). Miasto specyficzne, ciekawe, dziwne. Wszędzie w centrum olbrzymie posągi, budynki i mosty stylizowane i nawiązujące do okresu starożytności (Skopje odbudowuje się po trzęsieniu ziemi i podkreśla historię kraju, gdzie tylko może). Warto wspomnieć, że w Skopje jest też część orientalna (targi, knajpki, meczety). Z dala od centrum znajdziemy zarówno miejsca spacerowe jak i wielkie, komunistyczne bloki w bardzo wymyślnych, trochę futurystycznych formach. Wybierając się do Macedonii warto mieć na uwadze możliwość odwiedzin Skopje.
Skopje w Macedonii
Od lewej: Most Sztuki, widok na centrum, częściowo opuszczone blokowisko
  1. Sarajewo, Bośnia i Hercegowina (kliknij i przenieś się na bośniackie stepy). Zdziwieni? Sarajewo zasługuje na to, aby było o nim głośno. Podnosi się po tragedii jaką była wojna na Bałkanach w latach 90. XX w. I chociaż żyje się tam ciężko (chociażby ze względu na to, że ludzie w większości przypadków pracują na dwa etaty albo prowadzą we dwie osoby sklepy czynne całą dobę cały tydzień), to sądzę, że wkrótce Sarajewo będzie w stanie zapewnić swoim mieszkańcom dobry poziom życia. Ale to też po prostu bardzo ciekawe i klimatyczne miasto, trochę europejskie trochę wschodnie, trochę nowoczesne a trochę tuż powojenne. (A co ciekawe w Rzymie mają takie same tramwaje jak w Sarajewie. Przypadek? 😉 )
Sarejewo, wyprawa rowerowa
Od lewej: meczet i część rynku, widok na miasto, uliczka w orientalnym centrum
  1. Matera we Włoszech (więcej o bella Italia pod tym linkiem). Nie może jej zabraknąć, to niezwykłe kamienne miasto w środku zwykłego włoskiego miasta, jakich wiele. Ale wystarczy, że zejdziemy po kamiennych schodkach, poziom niżej niż nowoczesny deptak i zanurzamy się w zupełnie innym świecie, chociaż dzisiaj pełnym ekskluzywnych restauracji i hoteli, ale mimo to niezwykłym, zwłaszcza, gdy poznamy odrobinę historię.
Matera, włochy, wyprawa rowerowa
Widok na Sassi, Matera
  1. Alpy (austriacki tydzień wyprawy rowerowej – klik). Chyba każdy, kto widział, zgodzi się, że robią niesamowite wrażenie, a my nie byliśmy jeszcze w obrębie tych najwyższych (tzn. ja nie byłam). Bardzo wysokie, majestatyczne góry, których wierzchołki pokryte są lodem, nawet w środku lata. A do tego jeszcze dane nam było zobaczyć lodowiec Dachstein (mieliśmy na niego widok z namiotu, na kempingu w Austrii). Efekt wow gwarantowany, zwłaszcza przy zachodzie słońca 😉 (A w samej Austrii warto odnotować jeszcze uroczy Hallstatt! 🙂 )
Alpy, wyprawa rowerowa
Od lewej: Hallstatt, Alpy Juliijskie, Dachstein na wielkim zbliżeniu
  1. Słowenia (klik!). Sama w sobie bardzo mnie urzekła. Malutki kraik z pięknymi Alpami, kawalątkiem morza (uroczy Piran), soczystą zielenią traw, szemrzącymi strumieniami, wodospadami, ładną pogodą. Fajne miejsce na urlop! 🙂
wyprawa rowerowa do Słowenii
Od lewej: część górska, Kobarid, Piran i wybrzeże
  1. Polignano a Mare we Włoszech (przenieś się na słoneczne wybrzeże Italii). Miasteczko na klifie, które wygląda jakby unosiło się nad turkusową wodą Morza Adriatyckiego, domy zbudowane są z piaskowej cegły, wyglądają jakby były częścią klifu. Ale miasto nie tylko z oddali wygląda uroczo, bo spacerując po nim widzimy niesamowicie misterne małe podwóreczka, poprzytulane do siebie kamieniczki, każda inna, na innym poziomie i w nieco innym stylu, ale każda zadbana, a wszystkie razem w jakiś sposób tworzą spójną całość. Kolorowe napisy, ceramiczne dekoracje, kwiaty i ozdoby. To miejsce jest niezwykłe i ma bardzo wiele uroku.
Polignano a Mare, wyprawa rowerowa do włoch
Polignano a Mare, Włochy
  1. Jeziora Plitwickie w Chorwacji (O tym, jak Chorwacja dała nam popalić przeczytasz tutaj). Trzeba przyznać, że jest to klasa sama w sobie, nawet podczas niepogody (ale wtedy turystów jest najmniej a i tak za dużo 😉 ). Bardzo duży, zielony obszar, gdzie wszędzie jest woda – wodospady (jedne koło drugich), strumyki i strumienie, jeziora. Chodzimy po drewnianych mostkach, nad wodą albo tuż obok strumieni, świetne miejsce. Uwaga, dobrze skorzystać z toalety przed wejściem 😉
Jeziora Plitwickie
Jeziora Plitwickie, Chorwacja
  1. Grecja (link do greckiego top ten!). Chyba stała się moją miłością, po Majorce 😉 W Grecji absolutnym hitem były klify i Kanał Miłości na Korfu, a na Zakynthos Zatoka Wraku. Na lądzie zaś, w północnej części kraju, olbrzymi i głęboki Wąwóz Vikos, no i oczywiście Meteory, absolutny must see 😉 Nie może też zabraknąć greckiego zwycięzcy – plaży z widokiem na archipelagi (Chorwacja może się schować :P). Jak ja uwielbiam ten kraj 🙂  (tutaj link do pierwszej części podróży przez Grecję, a tutaj druga część wyprawy rowerowej po Helladzie).
    Greece, the best places
    Od lewej: Klify i Kanał Miłości na Korfu, Zatoka Wraku Zakhyntos, Ląd: Meteory, Wąwóz Wikos, wybrzeże

    2. Rzym (nasze pierwsze wrażenia przeczytasz pod tym linkiem). Oczywista oczywistość, właściwie jest poza skalą, bo nie ma niczego, co można by do niego porównać. Centrum miasta to żywa historia starożytności, która wciąż robi niesamowite wrażenie, a spacerując po uliczkach Wiecznego Miasta zawsze możesz odkryć coś niezwykłego. Ponadto jest tu 400 kościołów do których naprawdę warto zaglądać, bo możecie trafić na prawdziwe perełki architektury i sztuki. Poznaj 16 rzymskich ciekawostek!

Rome, the best in Europe
Od lewej: widok w stronę Watykanu, Villa dei Quintili, panorama Rzymu, Forum Romanum
  1. Przełom rzeki Uvac w Serbii (o tym, jak zmarzliśmy w Serbii przeczytasz tutaj). Co tu dużo opowiadać, spójrzcie na zdjęcia. Miejsce nas oszołomiło i jest zdecydowanie naszym numerem jeden. Nie byliśmy w Ameryce, ale sądzimy, że może się mierzyć z Wielkim Kanionem. Ogrom przełomu i te meandry rzeki sprawiają, że Uvac zapiera dech. Co ciekawe jest zupełnie niepopularny turystycznie, ciężko do niego trafić a pobliska Sjenica jest ledwo zipiącym miasteczkiem, które mogłoby zbijać fortunę na przyjezdnych. Tak się jednak nie dzieje. Podajemy Wam koordynaty, może kiedyś się zapuścicie w tamte tereny: GPS: 43.360734, 19.961653
Uvac river, Serbia
Przełom rzeki Uvac

Warto też dodać, że na uwagę zdecydowanie zasługuje bośniacki Mostar i wybrzeże Czarnogóry, ale w związku z faktem, że odwiedziliśmy te miejsca kilka lat temu, to teraz nasza trasa wiodła inaczej. Zaskoczeniem była też cała Albania, która okazała się bardzo przyjemnym krajem (link do podróży przez Albanię) 🙂

A na koniec bonus. Negatywne wyróżnienie dla Serbii, która ma wielki potencjał a koncertowo go marnuje… Niestety, przykro patrzeć na te wszystkie śmieci i ogólne zaniedbanie kraju 😦

Mamy nadzieję, że Ci co szukają inspiracji na najbliższy urlop, to dzięki temu podsumowaniu już ją znaleźli 😉

Natalia i Mikołaj

Roma o morte
Rzym albo śmierć 😉

Zimno jak… w Serbii!

Serbia podróż rowerowa

O czym marzymy będąc na Bałkanach? O termosie z gorącą herbatą….

Niestety. W pierwszym tygodniu, po odpoczynku w Sarajewie okazało się, że przesiedzieliśmy w domu całą dobrą pogodę. I chociaż nocleg był super, to trochę żal, że w kolejne dni zmuszeni byliśmy się przemęczyć.

Pierwszego jeszcze nie było tak źle, chociaż temperatura spadła do około 14 stopni. Uciekaliśmy brzydkim chmurom, a dzień umilili nam robotnicy, którzy puścili nas przez remontowany i zamknięty dla samochodów tunel 🙂 dzięki czemu oszczędziliśmy sobie objazdu przez pagórki. Zresztą na trasie do Gorazde tuneli było kilka, dzięki nim dzień był łatwiejszy niż miał być. A wysiłek na podjazdach, bez których i tak się nie obyło, został nagrodzony wspaniałym widokiem na dolinę Driny i Durmitor. Czasem warto się powspinać 🙂 (ale rzadko :P). Dzień skończyliśmy w niezbyt wysokiej klasy motelu, tuż przed tym, jak na miasteczko spadł deszcz.

Serbia, Dolina Driny i Durmitor
Dolina Driny i Durmitor

Kolejnego dnia pogoda popsuła się jeszcze bardziej. Zrobiło się zimno (10 stopni!), a ciężkie chmury ciągle nad nami wisiały i co jakiś czas zmuszeni byliśmy jechać w deszczu, albo gdzieś się przed nim chować. Grad też nas nie ominął… ciężko było się cieszyć wspaniałymi widokami na płaskowyże i góry, bo marzliśmy, a wiatr dodatkowo nas wychładzał, do tego każda chwila była cenna, żeby uciekać przed deszczem.  Dotarliśmy jednak zgodnie z planem do Czarnogóry, do Pljevlji, miasteczka na końcu świata, gdzie nie było co jeść, ale za to był pokój z grzejnikiem 😉

A trzeciego dnia, chociaż świat za oknem pozostawał czarno-biały, to poza porannym siąpieniem, deszcz nie padał. Więc ruszyliśmy przed siebie ochoczo i radośnie… haha, taki żart. Nastroje były ciężkie jak te chmury nad nami i humory nam zdecydowanie nie dopisywały. Było bardzo zimno i wilgotno, 8 stopni! A że byliśmy na wysokości około 900 metrów n.p.m. i ciągle podjeżdżaliśmy, to robiło się coraz zimniej. Aż doszło do  5 stopni na wysokości 1200 m. n.p.m. … wtedy też przyszło nam zjeżdżać, w międzyczasie przekroczywszy granicę czarnogórsko – serbską. Urozmaiciliśmy sobie drogę kawą w jedynej restauracji w okolicy, na przełęczy (swoją drogą była bardzo smaczna). Marzyła nam się herbata z cytryną, ale nie było czarnego czaju… jedynie owoce leśne 😛

Zresztą okaże się, że w Serbii po prostu nie ma czarnej herbaty. Ziołowe, mięta, owocowe. Ale nie czarna. Zapomnij.

Mięta w Serbii
Mięta z cytryną i kawa z mlekiem 😀

Po dotarciu do brzydkiego miasteczka Prjepolje byliśmy przemarznięci, ale za to o wczesnej porze.

Zjazd rowerowy w zimnie
Było tak zimno, że założyliśmy na siebie wszystko, co się dało…

Przez to okropne zimno podjazd zrobiliśmy w zasadzie na raz, bez postojów. W mieście zeszło nam jednak dość dużo czasu, chyba ze względu na ogólny spadek motywacji i chłód, więc gdy zdecydowaliśmy się ruszać dalej była już godzina 14. Okazało się też, że nasza trasa wiedzie szutrową drogą, pod górę (do podjechania ponad 1000 metrów i 40 kilometrów)… zdecydowaliśmy, że jest już za późno na taki dystans, zwłaszcza po kiepskiej drodze i przy słabej pogodzie. Postanowiliśmy znaleźć nocleg i nawet nam się udało, ale w międzyczasie wpadliśmy na pomysł, żeby spróbować złapać autobus do Sjenicy, miasta, w którym mieliśmy kończyć dzień.

W hotelu, który rozważaliśmy na nocleg dowiedzieliśmy się, że prawie za rogiem jest dworzec autobusowy, a nasz ewentualny transport odjeżdża za pół godziny. Postanowiliśmy spróbować załapać się na podwózkę i udało się! 🙂 Kierowca pozwolił wpakować nam nasze rowery i toboły do luku bagażowego i ruszyliśmy 🙂 W autobusie śmierdziało spalinami, ale za to było ciepło 😉 Może wreszcie się skończył nasz pech. Przy okazji okazało się, iż jest to jedyny w ciągu dnia kurs do Sjenicy, a droga jaką jechaliśmy była bardzo górzysta i ruchliwa. Byłby to bardzo ciężki odcinek.

Serbia, wyprawa rowerowa
To nasze mieszkanko w Sjenicy 😛

W Sjenicy spędziliśmy dość leniwe dwa dni, przy okazji zwiedzając miasto (tak bardzo nic tu nie było, że aż ciężko było w to uwierzyć) oraz wybrawszy się nad wspaniały przełom rzeki Uvac. To, co zobaczyliśmy, sprawiło, że szczęki nam opadły. Fantastyczne miejsce na skalę światową, kompletnie nieskomercjalizowane.

Serbia, rzeka Uvac
Przełom rzeki Uvac

Jutro zamierzamy dotrzeć do Prisztyny, w Kosowie i dalej do Macedonii. Może tam wreszcie poprawi się pogoda.

Opuścimy Serbię bez żalu, bo chociaż kraj z wielkim potencjałem, to kompletnie zapuszczony i zaniedbany. Brudno, wszędzie leżą sterty śmieci. Miasteczka i miasta są brzydkie, zabudowane bez żadnego sensu, domy w złym stanie i nieotynkowane – nawet te nowe. Przy drogach szwendają się bezdomne psy i koty. Serce pęka, kiedy trzeba je zostawić 😦

śmieci w Serbii
Jedno z wielu śmietnisk przy drodze…

Serbia, rowerem

O jedzeniu słów kilka

Tak narzekam na to jedzenie, mimo początkowego zachwytu Bośnią, więc pora wyjaśnić o co chodzi. Na Bałkanach można dobrze zjeść, pewnie. Ale ile można się stołować w knajpach? Raczej jadamy w nich okazyjnie, z różnych względów. Czasem drogo, czasem szkoda czasu, czasem nic nas nie interesuje (a czasem tak się rozczarujemy zaserwowanym daniem, że omijamy później takie przybytki przez jakiś czas). Przeważnie więc kombinujemy coś we własnym zakresie. No i tu się zaczyna problem. Po prostu nie ma co jeść. Są setki tysięcy odmian parówek, trochę kiełbasy i surowe mięso. Trochę serów (niektóre bardzo dobre, to trzeba przyznać). Z warzyw papryka.

Serbia, co jeść?
Jeden z wielu warzywniaków. Taki lepiej zaopatrzony.

Są całe półki gulaszów w puszce, fasoli z kiełbasą.  Nie mając przeważnie odpowiedniej kuchni, ani też przypraw, ciężko jest przyrządzić samodzielnie obiad, zwłaszcza, że musi to być ilość do zjedzenia na raz. Poza tym musi się to dać przygotować przeważnie w miarę szybko, bo czekanie na jedzenie to ostatnia rzecz na jaką mamy ochotę po całym dniu jazdy. Kiedy zostajemy gdzieś dłużej niż jeden wieczór, możemy sobie pozwolić na trochę więcej, ale nie żeby to było jakieś szaleństwo kulinarne…

Na szczęście okazało się, że robią tu pyszną pizzę sprzedawaną na kawałki (po około 1 euro za sztukę) no i do tego burki, ciasto nadziewane mięsem, serem lub szpinakiem i serem. Bywa, że nas ratują przed śmiercią głodową 😉 Nawet chleb jest tu słaby, miękki i gumowy. Na deser jogurt albo czekolada. Ewentualnie ciastka (o ile ktoś lubi) lub straszliwie słodkie wyroby typu baklava. Staramy się korzystać z tutejszych zasobów i czarować różne dziwne potrawy, chyba dochodzimy do mistrzostwa 😉 ale tęsknimy już do Włoch, gdzie człowiek nie wie na co patrzeć i brałby wszystko. A tymczasem głodni snujemy się po sklepach i kompletnie nic nas nie zachęca do jedzenia 😉

jedzenie na bałkanach
Czasem siłą woli udaje nam się coś przygotować. Tu kolacja w Sarajewie, zagłębiu dobrobytu 😛

Natalia

Bośnia i Sarajewo

podróż do Bośni i Hercegowiny

Żegnaj Chorwacjo!

Porywisty wiatr przed którym nas ostrzegały prognozy rzeczywiście był silny i utrudniał jazdę, czasem bardzo, ale mimo to udało nam się, trochę siłą woli, dotrzeć do Makarskiej. Całe szczęście, bo kolejnego dnia po południu rozpętała się huraganowa wichura. Skąd się biorą te deszcze i burze, skoro pada od paru dni…? W każdym razie M. w taką pogodę zdobywał szczyt Sv. Jure, a po powrocie utrzymywał, że była to fajna przygoda, ale ja mu nie wierzę 😉

Na szczęście wrócił przed wieczorem, kiedy to ulewa i wiatr przybrały na sile. Deszcz zamienił się po prostu w wylewające się poziomo (!) fale wody, wiatr dudnił w szybach wentylacyjnych i rozbijał się o ściany, auta kołysały się na boki, a wszystko, co nie było przymocowane, fruwało.

Okazało się, że tego dnia zalało Zadar. Były ewakuacje ludności, podtopienia i porwania (przez lawiny błotne). To była najgorsza ulewa od 20 lat i nie ciężko w to uwierzyć, gdy widziało się to, co się działo w Makarskiej.

Jednak następnego dnia pogoda trochę się poprawiła i mogliśmy uciekać z tej przeklętej Chorwacji. Na do widzenia jeszcze obejrzeliśmy Modre Jezioro (wyschło) i Czerwone Jezioro (które było modre), a potem już tylko piękna pogoda i bośniackie stepy.

Nasze chorwackie przygody przypomnisz sobie pod tym linkiem.

Bośnia podróż
Modre Jezioro, Chorwacja

Przyjemnie jak… w Bośni

W Bośni i Hercegowinie byliśmy w 2012 roku i pamiętam, że ta część Bałkanów bardzo mi się podobała. Na szczęście od tamtego czasu niewiele się zmieniło w krajobrazie. Szerokie, żółtozielone płaskowyże otoczone wysokimi górami i obsypane szarymi głazami. Wygląda to wspaniale.

Bośnia i Hercegowina podróż rowerem
Bośniacki płaskowyż

Do tego trafiły nam się świetne noclegi. Niby zwykłe motele, jeden przy stacji benzynowej, drugi przy głównej drodze. A standard w każdym z nich był wysokości dobrego hotelu. Elegancko, czyściutko. Obsługa miła, a do tego mogliśmy płacić w euro i otrzymywać resztę w bośniackich markach, i to po dobrym kursie. Sklepy również przyjmowały euro, więc przez pierwsze trzy dni w ogóle nie potrzebowaliśmy kantoru. Dopiero w Sarajewie skończyła się nam waluta 😉

Dodatkową zaletą było to, że motele znajdowaliśmy na Bookingu, więc wiedzieliśmy, że na pewno istnieją, a dzięki temu, że ich nie bukowaliśmy zawczasu, to cena przy bezpośrednim zameldowaniu była niższa średnio o 15% niż za pośrednictwem strony internetowej.

A wracając na chwilę do sklepów – w byle markecie wybór towarów jest dwa razy większy niż w Chorwacji. Ceny zbliżone do polskich, więc dodając do tego świetną pogodę zrobiło się wreszcie znowu fajnie.

Bośnia podróż
Visoko i bośniacka piramida słońca, najstarsza na świecie 😉

Jak jeszcze jest w Bośni?

Pewnie wydaje się Wam, że Bośnia to jakieś peryferie świata, gdzie nie ma niczego i nic. A tu jest jak w Polsce, kilka lat temu. Do tego główne drogi są w świetnym stanie, sklepy bardzo dobrze zaopatrzone, a w każdej wsi większy lub mniejszy market (to istotne, bo nie trzeba planować ilości zapasów na zbyt długą trasę). Kierowcy jeżdżą zaskakująco dobrze, z reguły nas wymijają w odpowiednim odstępie, tylko trochę trąbią za bardzo – chociaż raczej w geście pozdrowienia. Ludzie są sympatyczni i chętni do pomocy. Cieszą się z turystów. Poza tym Bośnia jest po prostu piękna.

bośnia i hercegowina wyprawa rowerowa

Ale tym, co robi największe wrażenie jest to, jak ten kraj radzi sobie po wojnie. Według różnych informacji wojna w Bośni była najbardziej krwawą po II Wojnie Światowej, a mimo to nie unosi się tutaj duch martyrologii. Bośniacy zakasali rękawy i postawili państwo na nogi, chociaż podziurawione od kul domy stoją przy szosie i przypominają o tym, co miało miejsce.

Sarajewo

Ale chyba największym zwycięzcą jest Sarajewo.

Postanowiliśmy spędzić tutaj kilka dni, żeby zregenerować siły i na chwilę przestać być ciągle w drodze. Udało nam się zarezerwować przez AirBnb świetne, duże mieszkanie (na osiedlu przypominającym Retkinię, tylko widoki trochę inne 😉 ).

 

Sarajewo, Alpasino Polje
Widok z okna sypialni, ładniejsza strona osiedla na Alipasino Polje, Sarajewo

Pięć lat temu tylko przejechaliśmy miasto, szybko rzucając okiem na okoliczne zabudowania. Już od pierwszych chwil widać, że ten czas wystarczył, aby bardzo poprawiono infrastrukturę, postawiono nowe, szklane biurowce (aczkolwiek część z nich to odnowione, oszklone budynki, które uległy zniszczeniu podczas wojny), ale też wciąż stoją takie, które są podziurawione od kul. Niektóre nadają się do użytku i są zagospodarowane inne pozostawiono w stanie zrujnowanym.

Sarajewo, ślady wojny, bośnia rowerem
Zniszczony podczas wojny budynek przy głównej drodze, Sarajewo

Muzeum Historii Bośni i Hercegowiny udostępnia,  od kilku już lat, stałą wystawę dotyczącą wojny domowej i oblężenia miasta. Znajdziemy tam nie tylko dokumentację  w postaci zdjęć, przedmiotów,  odłamków pocisków, informacji z gazet,  dotyczących tego, jak wyglądało wtedy życie ale także zdjęcia „przed i po”. To wszystko robi bardzo duże wrażenie.

Sarajewo to stolica inna od wszystkich. Komunistyczne bloki mieszają się z ładnymi osiedlami domków, a muzułmańska, orientalna kultura z europejską. Jednocześnie na ulicach przechadzają się dziewczyny z długimi włosami w kusych spódniczkach i kobiety w nikabach (czarny strój zakrywający całe ciało za wyjątkiem oczu). Wszędzie widać meczety a z głośników płynie śpiew muezina. Europejskie stare miasto przechodzi w orientalne, pojawiają się kolory, niskie budki targowe zamiast kamieniczek, wzory i zdobienia charakterystyczne dla Wschodu.

Sarajewo, orient i europa
Inat Kuca – Przekrony Domek, Sarajewo
Sarajewo rowerem
Sebilj, studnia miejska
Sarajewo co zobaczyć?
Jeden ze sklepów na targu w muzułmańskiej części Starego Miasta, Sarajewo
Sarajewo, orientalny targ
Rynek na Starym Mieście, część orientalna, Sarajewo
Sarajewo zderzenie kultur, Bośnia i Hercegowina
Widok na europejską część Starego Miasta, Sarajewo

Samo miasto usiane jest cmentarzami, białymi polami, które są dosłownie wszędzie. Przy przystankach, przy placach zabaw, przy knajpach.

Sarajewo miasto cmentarzy, wojna na bałkanach
Pola cmentarzy, Sarajewo

Przechodząc koło mieszkańców zastanawiasz się, co przeżyli w czasie wojny? Jak wyglądało życie w miejscu, w którym teraz jesteśmy? Ku takim myślom dodatkowo skłaniają ślady po pociskach moździerzowych, czasami wypełnione na czerwono w miejscach, gdzie ktoś zginął. Tak zwane róże Sarajewa.

Sarajewo, ślady po wojnie na Bałkanach
Róża Sarajewa
Sarajewo, wyprawa rowerowa po Bałkanach
Ślad po pocisku, tu na szczęście nikt nie zginął

Ciekawostką, którą odkryliśmy, było osiedle bloków wyglądających jak domki nasadzone jeden na drugim, a na ich najwyższe kondygnacje dojeżdżało się kolejką szynową (czy raczej windą na szynach)! 🙂 To było coś 🙂

Sarajewo, ciekawostki miasta
Piętrowe osiedle, Sarajewo
Sarajewo, kolejka linowa
Kolejka na najwyższe piętra osiedla

To miasto nie jest ładne, ale jest bardzo ciekawe i specyficzne. Ma klimat, o który ciężko gdzieś indziej. Nie jest tylko pomnikiem wojennej tragedii ale jest też pełne życia i energii.

Sarajewo, magiczne miasto
Osiedle nad rzeką Bośnia, Sarajewo
Sarajewo, bośnia i hercegowina, blokowisko
Mural na schodach piętrowego osiedla, Sarajewo

Na pewno warto przyjechać do Bośni i spędzić czas w Sarajewie, popijając turecką kawę i jedząc pyszne tutejsze lody kulkowe 🙂

Natalia

Sarajevo, styk kultur
Sarajewo, na styku kultur