11 największych rozczarowań Bałkanów i południowej Europy

Europa gdzie nie jechać

Tydzień temu poznaliście miejsca, które najbardziej nam zapadły w pamięć – w pozytywnym znaczeniu, dzisiaj dla odmiany podzielimy się z Wami tym, co nas najbardziej rozczarowało. Kolejność przypadkowa, z północy na południe 😉

  1. Przepaść Macochy (Czechy) – to miał być największy lej krasowy w Czechach i środkowej Europie (138 m). Zdjęcia w Internecie wyglądają zachęcająco, więc mieliśmy smaka na to miejsce.

Okazało się jednak, że po pierwsze bilety na zwiedzanie jaskini trzeba było rezerwować z rocznym wyprzedzeniem (no, może przesadzam, ale dużo wcześniej, zanim przyjechaliśmy) a po drugie przepaść jest zarośnięta i w sumie nie robi większego wrażenia. Na dole ledwo widać jeziorko. Z góry miejsce szału nie robi.

Przeczytaj o wyprawie rowerowej po Czechach.

Przepaść Macochy Czechy
Przepaść Macochy
  1. Villach (Austria) – niby jedno z największych miast Austrii, ale że kraj sam w sobie mało ludny, to i (bodaj) siódme największe miasto jest po prostu dziurą. Tak sennego miasteczka tej rangi dawno nie widzieliśmy, a może i nigdy. Położone fantastycznie – między Karawankami a Alpami, niby atrakcyjne turystycznie, a… puste, bez życia. Może nie wymarłe, ale jakby zamarłe. Dla nas to nawet lepiej, ale mieszkając tam chyba można by się zanudzić. No chyba, że zimą jest lepiej (mają np. skocznię)… Ale jak zimą może w ogóle być pod jakimkolwiek względem fajnie? :p

Podróż po Austrii znajdziesz pod tym linkiem. 

3. Chorwacja – tak, tak. Chorwacja chyba już obrosła na naszym blogu w legendę 😀 ale to dlatego, że pogodę mieliśmy prawie cały czas tak fatalną, że nic tylko płakać (przynajmniej dla mnie była to walka na śmierć i życie, M. znosił niedogodności lepiej). Lało i wiały huragany, jedno i drugie na zmianę albo i na raz. A sam interior kraju też bez rewelacji. Do tego bardzo kiepskie zaopatrzenie w sklepach, ale za to pieruńsko drogo. Więc jak już Chorwacja to lepiej nie, ale jeśli jednak koniecznie tak, to tylko latem i tylko nad morzem 😉

Chorwacja podróż
Jest pięknie tylko po co te chmury?

Jakiej pogody nigdy nie spodziewasz się w Chorwacji?

4. Serbia – w Serbii byliśmy już wcześniej, w 2011 roku, wtedy jej naddunajski wschód nas oczarował, ale reszta kraju wydała się brzydka i nieciekawa (poza Belgradem, który jest brzydki ale ciekawy). Również w tym roku, chociaż zahaczaliśmy tylko o południowo-zachodnie rubieże, to Serbia nas nie zachwyciła (poza tym jednym miejscem – przełomem rzeki Uvac), chociaż mogłaby, gdyby chciała. Ale nie chce. Bardzo dużo porozrzucanych śmieci, „dzikich” wysypisk, zaniedbane okolice, brzydkie i smutne miasta i miasteczka.

O tym, jak zmarzliśmy w Serbii…

serbia podróż
Zdjęcia mówią same za siebie

5. Kanion Matka (Macedonia) – przyznam szczerze, takich miejsc widzieliśmy na pęczki, może dlatego na nas nie zrobił wrażenia. Idziesz wzdłuż góry, po jednej stronie skały a po drugiej jezioro i znowu góra. Niby jest ładnie (i wstęp za darmo) ale wszędzie leżą śmieci, nie widać też niczego przed tobą, bo widoki zasłania zawsze jakiś kawałek skały. Warto też dodać, że spokój tego miejsca zakłóca muzyka z przepływających łódek, która bardzo się niesie po wodzie i wszyscy ją doskonale słyszą. O świergocie ptaków można zapomnieć. Generalnie jednak widokowo nie jest źle, ale żeby tam specjalnie jechać, no to nie.

Wąwóz Macocha Macedonia
Wąwóz Macocha i wszędzie śmieci
  1. Pociągi w Macedoniiminus wielki jak stąd do Skopje. Nie tylko za to jak paskudnie i nieprzyjemnie potraktował nas człowiek z obsługi pociągu (nakrzyczał na nas, że rowerów pociąg nie przewiezie i koniec kropka i w ogóle nie gada z nami), ale też za to, że pociągi w Macedonii w teorii w ogóle nie przewożą rowerów (dość dziwne samo w sobie). Jeden nas jednak przewiózł, ale był w takim stanie, że mieliśmy ochotę wykąpać się w spirytusie, żeby się odkazić 😛

Chcesz wiedzieć więcej o podróży przez Macedonię?

  1. Delfy (Grecja) – Spodziewałam się po samym mieście jakichś rewelacji, sama nie wiedząc w sumie jakich. Okazało się, że samo miasto nie ma nic ciekawego do zaoferowania, to głównie dwie ulice, jedna turystyczna z hotelami i knajpami, druga raczej mieszkalna. Ale w sumie nie ma się co dziwić, Delfy rozbiły się na zboczu wysokich gór, miejsca miały niewiele, a chodziło głównie o opiekę nad wyrocznią. Delfy jednak nadrabiają przyjemną atmosferą i boskim widokiem, ale to Grecja, co się dziwić 😉

Grecja, ach, Grecja! 🙂

Grecja Delfy rowerem
U góry od lewej: widok na wyrocznię delficką, widok z Delf na morze, na dole: uliczki w samych Delfach
  1. Alberobello (Włochy) – o Alberobello krążą prawie legendy, jak tam pięknie, uroczo, cudownie. Okazało się jednak, że to przede wszystkim miasto jakich wiele, nie ma w nic ciekawego poza tą jedną małą dzielnicą (?) białych trulli. I rzeczywiście, całkiem jest tam ładnie, ciekawie i dość niezwykle, ale żeby zaraz szaleć z zachwytu? Dodatkowo pewniej „dziwności” temu miejscu nadaje fakt, że w trullach mieszkają ludzie. Normalnie sobie żyją. Jak byście się czuli, gdyby wam codziennie zaglądali w okna ciekawscy turyści i robili zdjęcia wszystkiego dookoła? Na plus miastu trzeba zaliczyć, że kupiliśmy tam najwspanialszy chleb na całej wyprawie, a może i w życiu 🙂 A w ogóle to M. się nie zgadza z moją oceną Alberobello – jemu się podobało. Więc cóż tu się dziwić, ze innym też? 😉
Alberobello podróż
U góry po lewej, widzicie panią w mieszkaniu?
  1. Półwysep Gargano (Włochy) – Miejsce bardzo ładne, ale we Włoszech są o wiele ciekawsze i dużo piękniejsze miejsca (chociażby Amalfi). Dlatego Gargano znajduje się na tej liście, bo miały być zachwyty a było „tylko” bardzo ładnie 😉
Półwysep Gargano
Gargano, widzicie te chmurska?

Od Bari do Rzymu rowerem.

  1. Kefalonia (Grecja) – sama wyspa niezbyt nas oczarowała, poza jaskinią Melissani właściwie nie była miejscem, które nam zapadło w pamięć. Dużo lasów, mało widoków, plaże bez dodatkowych atrakcji (typu klify i urwiska) 😉 No, ale był big, więc obecność (dla M.) obowiązkowa 😉

    podroz na Kefalonię
    Ale źle nie było…

Chyba już gdzieś pisałam, że zakochałam się w Grecji  😀

  1. Volos (Grecja) – miasteczko, które Grecy nam zachwalali jako przepiękny kurort. A jego jedynym urokiem było to, że znajdowało się nad morzem i u stóp gór (aczkolwiek niezaprzeczalna zaleta, to trzeba przyznać). Volos przypominał trochę Sopot. Tylko widoki lepsze 😉
Volos Grecja podroz rowerem
Volos, Grecja

Na szczęście miejsc, które rozczarowały, było dużo mniej, niż tych, które miło zapadły w pamięć i dlatego trzeba się było postarać, żeby również i tutaj dobić do 11 😉

A tu znajdziesz linki o tym, co było najfajniejsze i jak nam się podróżowało przez Bałkany i południe Włoch:

11 najlepszych miejsc w południowej Europie i na Bałkanach.

Podsumowanie I etapu wyprawy.

 

Natalia i M.

Reklamy

11 Najlepszych miejsc na Bałkanach i w południowej Europie

The best places in Europe

Wpis powstał pod wpływem pytania, które padło podczas rodzinnego spotkania w Rzymie – co nam się najbardziej podobało w trakcie wyprawy po bałkańskiej części europy? Ciężko było na nie jednoznacznie odpowiedzieć, bo każdemu z nas zapadły  w pamięci różne miejsca, a było ich jednak sporo. Dlatego postanowiłam, że zbiorę te najpiękniejsze (i najciekawsze) punkty naszego pierwszego etapu podróży i stworzę z nich listę, która może i Was zainspiruje do odwiedzin w tych zakątkach Ziemi 🙂 No to zaczynamy!

Od najsłabszego 😉

  1. Prisztina, stolica Kosowa (tu znajdziesz wpis o podróży przez Kosowo!). Prisztina znajduje się w naszym zestawieniu ze względu na to, iż oferuje o wiele więcej niż się od niej oczekuje. Prężnie się rozwija i wydaje się być całkiem w porządku miejscem do życia (nie to, żebyśmy chcieli, ale jest tam lepiej niż sądzicie 😉 ), zwłaszcza jak na fakt, że jeszcze kilka lat temu była całkowicie w budowie i że Kosowo dopiero od kilku lat buduje swoją pozycję na mapie świata (a i tak nie jest uznawane przez niektóre kraje). A poza tym mają tam przepyszne i tanie jedzenie 🙂 (zamiast robić jedzenie w domu opłacało się wyskoczyć do knajpki 🙂 ).
Prisztina, Kosowo rowerem
Od lewej: Biblioteka Narodowa, osiedle, główny deptak
  1. Skopje, stolica Macedonii (dowiedz się więcej, jak było w Macedonii). Miasto specyficzne, ciekawe, dziwne. Wszędzie w centrum olbrzymie posągi, budynki i mosty stylizowane i nawiązujące do okresu starożytności (Skopje odbudowuje się po trzęsieniu ziemi i podkreśla historię kraju, gdzie tylko może). Warto wspomnieć, że w Skopje jest też część orientalna (targi, knajpki, meczety). Z dala od centrum znajdziemy zarówno miejsca spacerowe jak i wielkie, komunistyczne bloki w bardzo wymyślnych, trochę futurystycznych formach. Wybierając się do Macedonii warto mieć na uwadze możliwość odwiedzin Skopje.
Skopje w Macedonii
Od lewej: Most Sztuki, widok na centrum, częściowo opuszczone blokowisko
  1. Sarajewo, Bośnia i Hercegowina (kliknij i przenieś się na bośniackie stepy). Zdziwieni? Sarajewo zasługuje na to, aby było o nim głośno. Podnosi się po tragedii jaką była wojna na Bałkanach w latach 90. XX w. I chociaż żyje się tam ciężko (chociażby ze względu na to, że ludzie w większości przypadków pracują na dwa etaty albo prowadzą we dwie osoby sklepy czynne całą dobę cały tydzień), to sądzę, że wkrótce Sarajewo będzie w stanie zapewnić swoim mieszkańcom dobry poziom życia. Ale to też po prostu bardzo ciekawe i klimatyczne miasto, trochę europejskie trochę wschodnie, trochę nowoczesne a trochę tuż powojenne. (A co ciekawe w Rzymie mają takie same tramwaje jak w Sarajewie. Przypadek? 😉 )
Sarejewo, wyprawa rowerowa
Od lewej: meczet i część rynku, widok na miasto, uliczka w orientalnym centrum
  1. Matera we Włoszech (więcej o bella Italia pod tym linkiem). Nie może jej zabraknąć, to niezwykłe kamienne miasto w środku zwykłego włoskiego miasta, jakich wiele. Ale wystarczy, że zejdziemy po kamiennych schodkach, poziom niżej niż nowoczesny deptak i zanurzamy się w zupełnie innym świecie, chociaż dzisiaj pełnym ekskluzywnych restauracji i hoteli, ale mimo to niezwykłym, zwłaszcza, gdy poznamy odrobinę historię.
Matera, włochy, wyprawa rowerowa
Widok na Sassi, Matera
  1. Alpy (austriacki tydzień wyprawy rowerowej – klik). Chyba każdy, kto widział, zgodzi się, że robią niesamowite wrażenie, a my nie byliśmy jeszcze w obrębie tych najwyższych (tzn. ja nie byłam). Bardzo wysokie, majestatyczne góry, których wierzchołki pokryte są lodem, nawet w środku lata. A do tego jeszcze dane nam było zobaczyć lodowiec Dachstein (mieliśmy na niego widok z namiotu, na kempingu w Austrii). Efekt wow gwarantowany, zwłaszcza przy zachodzie słońca 😉 (A w samej Austrii warto odnotować jeszcze uroczy Hallstatt! 🙂 )
Alpy, wyprawa rowerowa
Od lewej: Hallstatt, Alpy Juliijskie, Dachstein na wielkim zbliżeniu
  1. Słowenia (klik!). Sama w sobie bardzo mnie urzekła. Malutki kraik z pięknymi Alpami, kawalątkiem morza (uroczy Piran), soczystą zielenią traw, szemrzącymi strumieniami, wodospadami, ładną pogodą. Fajne miejsce na urlop! 🙂
wyprawa rowerowa do Słowenii
Od lewej: część górska, Kobarid, Piran i wybrzeże
  1. Polignano a Mare we Włoszech (przenieś się na słoneczne wybrzeże Italii). Miasteczko na klifie, które wygląda jakby unosiło się nad turkusową wodą Morza Adriatyckiego, domy zbudowane są z piaskowej cegły, wyglądają jakby były częścią klifu. Ale miasto nie tylko z oddali wygląda uroczo, bo spacerując po nim widzimy niesamowicie misterne małe podwóreczka, poprzytulane do siebie kamieniczki, każda inna, na innym poziomie i w nieco innym stylu, ale każda zadbana, a wszystkie razem w jakiś sposób tworzą spójną całość. Kolorowe napisy, ceramiczne dekoracje, kwiaty i ozdoby. To miejsce jest niezwykłe i ma bardzo wiele uroku.
Polignano a Mare, wyprawa rowerowa do włoch
Polignano a Mare, Włochy
  1. Jeziora Plitwickie w Chorwacji (O tym, jak Chorwacja dała nam popalić przeczytasz tutaj). Trzeba przyznać, że jest to klasa sama w sobie, nawet podczas niepogody (ale wtedy turystów jest najmniej a i tak za dużo 😉 ). Bardzo duży, zielony obszar, gdzie wszędzie jest woda – wodospady (jedne koło drugich), strumyki i strumienie, jeziora. Chodzimy po drewnianych mostkach, nad wodą albo tuż obok strumieni, świetne miejsce. Uwaga, dobrze skorzystać z toalety przed wejściem 😉
Jeziora Plitwickie
Jeziora Plitwickie, Chorwacja
  1. Grecja (link do greckiego top ten!). Chyba stała się moją miłością, po Majorce 😉 W Grecji absolutnym hitem były klify i Kanał Miłości na Korfu, a na Zakynthos Zatoka Wraku. Na lądzie zaś, w północnej części kraju, olbrzymi i głęboki Wąwóz Vikos, no i oczywiście Meteory, absolutny must see 😉 Nie może też zabraknąć greckiego zwycięzcy – plaży z widokiem na archipelagi (Chorwacja może się schować :P). Jak ja uwielbiam ten kraj 🙂  (tutaj link do pierwszej części podróży przez Grecję, a tutaj druga część wyprawy rowerowej po Helladzie).
    Greece, the best places
    Od lewej: Klify i Kanał Miłości na Korfu, Zatoka Wraku Zakhyntos, Ląd: Meteory, Wąwóz Wikos, wybrzeże

    2. Rzym (nasze pierwsze wrażenia przeczytasz pod tym linkiem). Oczywista oczywistość, właściwie jest poza skalą, bo nie ma niczego, co można by do niego porównać. Centrum miasta to żywa historia starożytności, która wciąż robi niesamowite wrażenie, a spacerując po uliczkach Wiecznego Miasta zawsze możesz odkryć coś niezwykłego. Ponadto jest tu 400 kościołów do których naprawdę warto zaglądać, bo możecie trafić na prawdziwe perełki architektury i sztuki. Poznaj 16 rzymskich ciekawostek!

Rome, the best in Europe
Od lewej: widok w stronę Watykanu, Villa dei Quintili, panorama Rzymu, Forum Romanum
  1. Przełom rzeki Uvac w Serbii (o tym, jak zmarzliśmy w Serbii przeczytasz tutaj). Co tu dużo opowiadać, spójrzcie na zdjęcia. Miejsce nas oszołomiło i jest zdecydowanie naszym numerem jeden. Nie byliśmy w Ameryce, ale sądzimy, że może się mierzyć z Wielkim Kanionem. Ogrom przełomu i te meandry rzeki sprawiają, że Uvac zapiera dech. Co ciekawe jest zupełnie niepopularny turystycznie, ciężko do niego trafić a pobliska Sjenica jest ledwo zipiącym miasteczkiem, które mogłoby zbijać fortunę na przyjezdnych. Tak się jednak nie dzieje. Podajemy Wam koordynaty, może kiedyś się zapuścicie w tamte tereny: GPS: 43.360734, 19.961653
Uvac river, Serbia
Przełom rzeki Uvac

Warto też dodać, że na uwagę zdecydowanie zasługuje bośniacki Mostar i wybrzeże Czarnogóry, ale w związku z faktem, że odwiedziliśmy te miejsca kilka lat temu, to teraz nasza trasa wiodła inaczej. Zaskoczeniem była też cała Albania, która okazała się bardzo przyjemnym krajem (link do podróży przez Albanię) 🙂

A na koniec bonus. Negatywne wyróżnienie dla Serbii, która ma wielki potencjał a koncertowo go marnuje… Niestety, przykro patrzeć na te wszystkie śmieci i ogólne zaniedbanie kraju 😦

Mamy nadzieję, że Ci co szukają inspiracji na najbliższy urlop, to dzięki temu podsumowaniu już ją znaleźli 😉

Natalia i Mikołaj

Roma o morte
Rzym albo śmierć 😉

Podsumowanie I części wyprawy

Europe by bike

Skoro osiedliliśmy się w Rzymie, to znaczy, ze uporaliśmy się z naszym pierwszym etapem europejskiej wyprawy. Spróbujemy ją podsumować 😉

Początki

Na początku było oczywiście dużo strachu ale i podekscytowanie. Dużo płaczu a potem miłe odwiedziny we Wrocławiu, na pożegnanie. A kiedy wsiedliśmy  we wrocławski pociąg i wysiedliśmy w Bystrzycy Kłodzkiej, to się zaczęło…

Czechy

Czechy rowerem
Granica polsko – czeska

Przez Morawy przelecieliśmy w kilka dni. Pogoda nam dopisywała, w zasadzie dni były upalne, ale same okoliczności nie za bardzo.  Krajobrazy, chociaż ładne, to nas nie porwały, ruch na szosach był bardzo duży (rozpędzone tiry śmigały tuż obok nas, jeden za drugim), a jeden z czeskich kempingów dołożył swoje trzy grosze, żeby nam uprzykrzyć życie (dziki tłum i chaos, dziwne prysznice na żetony poza kabiną, cztery minuty na umycie się, ogólny zgiełk i hałas). Początkowa radość z przekroczenia pierwszej granicy trochę gdzieś wyparowała.

O czeskiej podróży i kempingach z piekła rodem przeczytasz tutaj.

Austria

Austria czy warto jechać
Austria jak z obrazka 🙂

Z przyjemnością więc opuściliśmy kraj piwa i smażonego sera, żeby wkroczyć do porządnickiej Austrii.

Spędziliśmy w niej dość dużo czasu, miedzy innymi za sprawą koleżeńskiej gościny, dzięki której mogliśmy pomieszkać w Wiedniu kilka dni. Pobyt w mieście wypadł trochę za wcześnie, kiedy wciąż mieliśmy siłę i energię, aby podróżować, ale było to i tak wspaniałe doświadczenie. Czuliśmy się jak na urlopie, tylko lepiej 😉 Mogliśmy oglądać Wiedeń spokojnie, bez patrzenia na zegarek i w kalendarz. Chociaż, trzeba przyznać, nasze myśli ciągle gdzieś zaprzątały sprawy służbowe. Ciężko ot tak przestać myśleć o czymś, co było ważne przez kilka czy kilkanaście lat.

W każdym razie po Wiedniu ruszyliśmy dalej, zachwyceni Austrią, zwłaszcza ja, bo M. już bywał tutaj wielokrotnie. Soczysto zielone, równo przycięte trawniki, zadbane, śliczne domki z kolorowymi kwiatami, łąki i majestatyczne góry. Naprawdę pięknie. Kto uważał, że Austria to nudny kraj musi zweryfikować swoje przekonania 😉 I wcale nie jest tak sztywno, jak się Wam wydaje 😉

Przeczytaj więcej o Austrii!

Słowenia

czy warto jechać do słowenii
Słoweńskie uroki

Po Austrii wjechaliśmy w uroczą Słowenię. Zaskakująco śliczną, znowu jak z obrazka. Alpy, wodospady, rzeki, zielone łąki i trochę morza. Znajdziesz tu wszystko, czego Ci trzeba. W dodatku jest niezbyt drogo i mają pyszną pizzę i dogadasz się po polsku 😀

Chcesz wiedzieć więcej o urokliwej Słowenii? 🙂

Chorwacja

kiedy jechać do chorwacji
Chorwacjo, cóżeś nam uczyniła…

Wraz z opuszczeniem Słowenii zmuszeni byliśmy pożegnać się z dobrą pogodą. I z jedzeniem 😉

To smutne, ale z Chorwacji zapamiętaliśmy głównie fatalną pogodę, wysokie ceny oraz fatalny asortyment w marketach spożywczych. Dużo deszczu, zimno, bardzo wietrznie a do tego nic dobrego do jedzenia. Oczywiście linia brzegowa jest wspaniała i widoki (o ile pogoda pozwoliła nam w ogóle stanąć i podziwiać) zapierały dech, ale prawie każdy dzień to była walka. Bardzo ciężkie chwile sprawiły, że kryzys przyszedł trochę wcześniej niż powinien był. O kryzysie zresztą chyba zresztą napiszemy nieco więcej innym razem 😉

Zwycięstwo odnieśliśmy nad Jeziorami Plitwickimi, przez które utknęliśmy gdzieś w środku niczego, na słabej kwaterze, a niebo dzień w dzień miało kolor ołowiu… Ale w dniu w którym postanowiliśmy uciekać stamtąd za wszelką cenę i albo obejrzeć Jeziora albo je odpuścić, przestało padać. Było zimno i mokro, ale na szczęście udało nam się zwiedzić ten przeklęty Rezerwat 😉 A warto było, bo miejsce jest naprawdę przewspaniałe – jedno z najpiękniejszych, jakie widzieliśmy w życiu…

Nie był to jednak koniec złej passy pogodowej. Dość chyba napisać, że kiedy my przeczekiwaliśmy straszliwą wichurę i ulewę w Makarskiej, Zagrzeb zalało tak bardzo, że ewakuowali szpital. Mimo fatalnego samopoczucia i jeszcze gorszej pogody przesuwaliśmy się w stronę Bośni, na południe, gdzie miało być lepiej.

Przeczytaj cały wpis o chorwackich przygodach…

Bośnia i Hercegowina

Bośnia czy warto jechać
Bośniackie widoki

No i nawet było. Bośnia przywitała nas słońcem, lepszym (choć nie żeby zaraz dobrym) asortymentem w sklepach i niskimi cenami. Postanowiliśmy też spędzić kilka dni w Sarajewie, zwiedzić miasto i nabrać energii na dalszą trasę.

Okazało się jednak, że chyba popełniliśmy błąd, bo dni które nastały po wyjeździe z Sarajewa znów były chłodne i deszczowe, a te spędzone w mieście oczywiście słoneczne. W takich okolicznościach nietrudno o złe samopoczucie.

Dobrze, że wjechaliśmy w kraje, gdzie było tanio, bo kempingów na naszej trasie nie znaleźliśmy żadnych, pogoda zresztą temu nie sprzyjała, za to dostępne były bardzo miłe kwatery w niewysokich cenach.

Relacja z wyprawy po Bośni i odwiedzin w magicznym Sarajewie.

Serbia

Serbia co zwiedzić
Serbia i kanion rzeki Uvac

Podróżując po tym kraju aż żal patrzeć na to, że chociaż Serbia ma bardzo duży turystyczny potencjał (np. rzeka Uvac, oszałamiające miejsce), to niestety jest straszliwie zaniedbana i zaśmiecona. Zresztą, dotyczy to całych Bałkanów, lepiej jest dopiero w Grecji.  Ale Serbia wypada wyjątkowo blado i biednie nawet na tle innych republik byłej Jugosławii, nawet w porównaniu z dotkniętymi wojną Bośnią i Kosowem! Przynajmniej taki obraz jawi się w południowej części kraju, przez którą przejechaliśmy. Nieotynkowane domy, zatłoczone i zasmrodzone miasta, wszędzie sterty śmieci… A to wszystko w otoczeniu pięknych gór, głębokich dolin, wąwozów, kanionów i innych miejsc, które mogłyby sprawić, że wizyta w tym kraju byłaby czystą przyjemnością…

O tym jak marzliśmy w Serbii przeczytasz tutaj.

Kosowo

Kosowo wojna
Kosowska polana spalona letnim słońcem

W Kosowie pogoda znów nie rozpieszczała, a na do widzenia nie dość, że nas zlało to byliśmy totalnie ubłoceni. Kraj jest w ciągłej budowie, więc szosy nieustannie pokryte są piaskiem i gliną, które w upalny dzień zmieniają się w trudny do zniesienia pył, a w deszczowy w okropne strumienie błota.

Ale za to w Kosowie rozpoczął się czas pysznego (i taniego) jedzenia. Na każdym rogu można znaleźć knajpkę – bar szybkiej obsługi serwujący tutejsze mięsne specjały (czewapczi) w gorącej bułce z grillowaną papryką lub bakłażanem albo przepyszną surówką z białej kapusty. A do tego tani ayran.

W stolicy kraju spędziliśmy dwa dni, przy okazji przeczekując, w zamierzeniu kiepską pogodę. Ale deszcz nie raczył spaść, kiedy na niego czekaliśmy, a dopiero, gdy ruszyliśmy w dalszą drogę 😛

Skocz do Kosowa 🙂

Macedonia

Macedonia czy warto jechać
Macedonia, zachód słońca

Pozostawaliśmy nadal w obszarze pysznego i taniego mięsnego jedzenia, oraz niezbyt letniej pogody, choć trzeba przyznać, że powoli się poprawiała. W stolicy Macedonii, Skopje, spędziliśmy dwa pełne dni, oglądając to niesamowite miasto. Sama Macedonia też zresztą jest bardzo urokliwa i powoli próbuje to wykorzystywać turystycznie, chociaż jeszcze jej trochę brakuje. Niezbyt zadbana, zaśmiecona no i pociągi nie przewożą rowerów. Żadne. Nie bo nie (nie wierzysz? To przeczytaj post o Macedonii!)

Albania

Albania co zobaczyć
Albańskie krajobrazy

W Albanii wreszcie zaświeciło na dobre słońce ale i skończył się obszar w którym byliśmy w stanie się dogadać. Albański ni w ząb nie był dla nas, nauczyliśmy się raptem słówek „mięso” i „dziękuję” 😀

Skończyły się też bary mięsne, ale pojawiły się piekarnie z przepysznym chlebem i fantastyczny sos/potrawka paprykowo serowa. No cóż, coś za coś 😉

W tym kraju przyszło mi się rozchorować. I to w mieszkaniu, w którym wyłączali wodę na cały dzień. Podobno nie było to normą, ale podczas naszego trzydniowego pobytu tam zdarzało się to codziennie (i trwało bez przerwy, od rana do wieczora). Pierwszy raz byliśmy nieźle zdziwieni, ale gospodarz był przygotowany i przyniósł nam baniak z wodą. No więc na pewno była to niespodziewana przerwa w dostawie 😛 Warto dodać, że żadna cysterna z wodą się nie pojawiła w tym czasie, a okoliczne bary miały wodę w kranie.

W każdym razie w Albanii było bardzo tanio, zwłaszcza jeśli chodzi o kwatery, więc poza nadprogramowym pobytem chorobowym w nadmorskiej Vlore, spędziliśmy jeszcze dodatkowe dni w Sarandzie, zanim wybraliśmy się na prom na Korfu.

Warto wspomnieć, że Albania urzekła nas widokami i zaskoczyła pozytywnie mieszanką dzikości i cywilizacji (osiołki na ulicach i jednocześnie mercedesy), przemiłymi ludźmi i tym, że kierowcy są mniejszymi wariatami niż ci kosowscy 😛

Przypomnij sobie Albanię!

Grecja

Grecja rowerami
Ach ta Grecja 🙂

A w Grecji to już wiadomo. Wspaniałe widoki, dobre jedzenie, przepyszny jogurt za którym tęsknimy, piękna pogoda i wysokie ceny 😛

Dopiero końcówka pobytu, czyli koniec października, zrobiły się trochę bardziej chimeryczne, niebo się chmurzyło, na Zakynthosie spotkała nas burza z ulewą.

Ale przyznajemy bez bicia, w tym kraju podobało nam się najbardziej ze wszystkich podczas  tego etapu 😉

Tędy wrócisz do Grecji:)

> Grecja Błękitno-oka

> Pożegnanie z Grecją

> 10 rzeczy za które kochamy Grecję

Podsumowanie

W każdym razie początek wyprawy obfitował w kraje piękne, choć czasami drogie (Austria, Chorwacja, Grecja), a kiedy dopadł nas fatalny pech pogodowy w Chorwacji tak opuścił dopiero na dobre w Albanii.  Przez te niedogodności I etap był cięższy, niż powinien.

Poza tym Bałkany stały się męczące. Chyba nie nadajemy się na podróżników po dzikich krajach 😉 Te niezliczone sterty śmieci, zaniedbane okolice, szwendające się wychudzone psy i koty.  Asortyment w sklepach wszędzie w zasadzie taki sam, dopiero w Grecji mogliśmy trochę poważniej pobuszować między półkami, ale tutaj wstrzymywały nas ceny. Bałkańskie widoki chociaż wspaniałe, to nie wzdychamy do wspomnień o nich (no, może do Czarnogóry, ale jej i tak nie było w tym roku 😉 ), poza Grecją, która na każdym kroku udowadnia, dlaczego jest co roku szturmowana przez turystów.

Niepodważalną jednak zaletą krajów, które do UE nie należą, są ceny, również kwater czy hoteli. Zdarzało się 10 euro za mieszkanie (!) za noc. Standard każdego z nich był co najmniej przyzwoity (jeśli nie liczyć czasem jakichś przygód z wodą, czy windą zatrzymującą co drugie piętro :P)

Jeśli chodzi zaś o dystans, przejechaliśmy ponad 5000 km. (M. w zasadzie ponad 5800 km. Ja trochę mniej.) Warto też zauważyć, że ani razu nie spotkała nas żadna przykra sytuacja ze strony ludzi,  nawet w przypadku szalonych kierowców.

Teraz przed nami prawdopodobnie dalsza część Europy, północna. Prawdopodobnie, bo ciągle gdzieś tam z tyłu głów pozostaje plan Ameryki Południowej, ale chyba się na niego nie zdecydujemy. Wznowienie drugiego etapu wiosną, a tymczasem poznajmy Rzym i Włochy 🙂

A tędy przeniesiesz się w czasie 🙂

> Bella Italia!

> Wieczne Miasto

> 16 ciekawostek o Rzymie

> Watykan

Natalia i Mikołaj

Travel by bikes
A to już widok z Włoch 🙂

 

10 rzeczy, za które kochamy Grecję

Grecja góry

Grecja cieszy się coraz większą popularnością wśród turystów i trudno się dziwić. Podzielimy się z Wami naszym greckim TOP TEN 😉 żeby Wam przypomnieć, dlaczego warto czekać na wyjazd do Grecji 😉

wyprawa do grecji.png

1. Widoki – to chyba oczywiste, między innymi po to się tu przyjeżdża 😉 Zarówno w głębi lądu jak i nad morzem ten kraj zachwyca, a naszym zdaniem linia brzegowa i horyzont z każdego dowolnego miejsca sto razy przewyższa na przykład chorwackie wybrzeże. Góry schodzące do lazurowego morza, wyspy i wysepki, poszarpany ląd po drugiej stronie zatoki, a do tego błękitne niebo i małe wioski wciśnięte gdzieś w zbocza gór, albo na cyplu wychodzącym w morze, cudownie. Jak z obrazków.

Grecja widoki

2. Jedzenie – druga podstawowa sprawa po widokach. Grecy są mistrzami w jogurtach. Nie wiemy jak to jest, ale ich jogurty naturalne moglibyśmy jeść na okrągło, nawet M., który z reguły na widok takiego jedzenia kręci nosem. A najlepsze są takie w kamionkach, często zapieczętowane zwykłą folią spożywczą. Pokrywa je kożuch pod którym kryje się masełkowa konsystencja i dopiero pod nią jogurt. Pyszności! Natomiast grecka feta jest bardziej gorzka niż słona. Polska lepsza 😉
a. Poza jogurtami należy również wspomnieć o smażonych, malutkich rybkach (najlepsze we Fiorinie, w małej rodzinnej knajpce 😉 ), fasoli w pomidorach i oliwie, ryżu ze szpinakiem (serio, najlepszy jest w Lidlu 😉 ) oraz o taramie – paście z ikry w kolorze różowym lub pomarańczowym. Tania jak barszcz o rybnym smaku, lekko kwaskowa, fajna, zwłaszcza jeśli ktoś lubi tego typu smaki. No i oczywiście tzatziki, prawdziwe greckie tzatziki to niebo w gębie w gęstym jogurcie greckim. A na deser ciasto pomarańczowe. Ciężkie, nasączone syropem, ze skórką pomarańczy, będące jakby pieczonym ciastem filo. Pychotka.

Grecja rowerem
Niestety jakoś nie ma zdjęć jedzenia, więc jest koci boss pod drzwiami tawerny ;P

3. Owoce przy drodze – a konkretnie drzewa cytrusowe i granatowe rosnące dla ozdoby przy drodze, albo w ogródkach. Pomarańcze i mandarynki dojrzewają jesienią i zimą, dlatego będąc w Grecji we wrześniu ale także i w październiku (a nawet i w lutym) mamy okazję zrywać dojrzałe owoce z drzew i się nimi zajadać. To samo dotyczy cytryn, granatów czy persymony (zdarza się nawet i kiwi!). Jesienią niestety jest już za późno na figi (ostatnia szansa w sierpniu), które surowe smakują wyśmienicie, a w dżemie są nie do zniesienia 😉

4. Oliwki – wszędzie oliwki, drzewa oliwkowe i gaje oliwne. Ja jestem wielką fanką oliwek, chociaż często ich smak mnie rozczarowuje, zwłaszcza tych sprzedawanych na wagę. W Grecji spotkacie oliwki we wszelkich rozmiarach, podaje się je nawet jako przystawkę do piwa, zamiast orzeszków. Natomiast takich gajów oliwnych jakie tu są, to chyba nie ma nigdzie indziej. Gęste i ciemne od drzew, często starych i powykręcanych, jak z horrorów. Dają dużo cienia i są baaardzo klimatyczne.

greckie oliwki
Gaj oliwny od środka i od góry 😉

5. Pogoda – grecka aura pokazała nam swoje brzydsze oblicze dopiero pod koniec października, kiedy to wypadło nam kilka dni chłodnych i deszczowych. Ale chyba można na to przymknąć oko, w końcu jesienią nie musi codziennie być 30 stopni 😉 A latem spodziewajcie się tylko błękitu nieba i żaru lejącego się na Wasze blade ciałka 😉

Grecvja jesienią
Raz cieplej aż razi w oczka, a raz zimniej 😉

6. Luz – jedna z rzeczy, którą uwielbiamy w krajach południa. Grecy i Włosi chyba przodują w tak zwanej olewce 😉 Przykładem może być to, że w Grecji nikomu nie przeszkadzało, że mkniemy rowerami autostradą, za żadnym razem (a było ich kilka, również poprzednim razem, w 2016 roku), nawet policji, która nas mijała. Nikt też na nas nie trąbił ani nie wymachiwał. Jazda pod prąd? Również nie ma problemu.

No i to sączenie kawy i gapienie się w morze🙂 nic dziwnego, że Grecy spędzają w ten sposób wiele czasu 😉

7. Ludzie – trzeba przyznać, że właściwie z każdym można się dogadać, niektórzy mówią po angielsku lepiej inni gorzej, jeszcze niektórzy po niemiecku. Ale zawsze jesteś w stanie się porozumieć. Ludzie są otwarci, bardzo sympatyczni i chętni do pomocy. Właściwie jest tak na całych Bałkanach, ale to inna sprawa 😉

Greckie koty
Nie mamy jednak w zwyczaju fotografować ludzi, wolimy koty 😉

8. Zapachy – w Grecji pachnie. Oczywiście nie w mieście. Ale poza miastem można poczuć zapachy kwiatów pomarańczy (jeśli akurat kwitną, jeden z piękniejszych zapachów), oliwę i oliwki (w okolicach zakładów przetwórstwa oliwek), las sosnowy (zwłaszcza gdy jest rozgrzany promieniami słonecznymi) oraz cierpki, chociaż przyjemny, zapach wciąż niezidentyfikowanej przez nas rośliny, który pojawia się prawie tylko nad morzem i tylko na południu. No i oczywiście kwiaty. Latem i wczesną jesienią krzewy czerwienią się od pachnących kwiatów.

9. Historia – nawet, jeśli nie lubisz historii i ze szkoły pamiętasz tylko kiedy była bitwa pod Grunwaldem, to fakt przebywania w starożytnych miejscach robi wrażenie. Macanie kamieni, które dotykali tysiąc lat temu starożytni to zawsze intrygujące przeżycie.

Grecja Delfy
Widok na Termopile (u góry) i ruiny w Delfach.

10. Kaktusy i palmy – nie wiem jak to jest, ale widok tych roślin zawsze sprawia, że mam lepsze samopoczucie. A w Grecji jest dużo i palm i kaktusów. Można patrzeć i dotykać i cieszyć się ich widokiem 🙂

Czego nie znajdziecie na naszej liście? Greckiej kawy, która nam nie do końca pasuje 😉 za słodka i wcale nie taka mocna jakby można się spodziewać. No chyba, że frappe, mrożona kawa, tę można pić często i dużo.
Alkoholu – jakoś nie przypadły nam do gustu greckie napitki, nawet popularna Retsina (białe, lekkie wino) nie jest naszym faworytem (chyba, że rozrobiona z dużą ilością sprite’a). Greckich smaków słodyczy i gum do żucia – cynamonowych i żywicznych. Chociaż to świetne smaki, polecamy każdemu spróbować 😉 ale mimo to nie skradły nam serduszek.
Nie lubimy też cen w Grecji. Niestety jest tu drogo, chociaż akurat kwatery są stosunkowo tanie (20/30 euro za noc za dwie osoby a standard często bardzo dobry).

Grecja dojazd na Peloponez
Most autostradowy między Grecją Centralną a Peloponezem. Przedostaliśmy się nim po poboczu dla pieszych 🙂

Chociaż przebywamy w Grecji już trzeci tydzień (a nasza poprzednia wyprawa to też były trzy tygodnie) to nadal nie mamy jej dość (a to się rzadko zdarza, z reguły lubimy i chcemy opuszczać kraje na rzecz innych). Grecja ma w sobie coś, co sprawia, że ludzie są tutaj szczęśliwsi i gdyby nie ten język, to szukalibyśmy domku na sprzedaż 😉

Natalia

Grecja błękitno – oka*

Grecja rowerem

Kilka lat temu zapytani o Grecję powiedzielibyśmy: „oliwki, Olimp, Santorini no i starożytność” ;). A potem, w 2016 roku, pojechaliśmy do Grecji na wyprawę. Trochę z braku lepszych pomysłów, trochę dlatego, że M. miał tam niezdobyte przełęcze, a trochę dlatego, że urlop wypadł nam na początku jesieni, więc chcieliśmy, aby było jeszcze ciepło (wyspy Kanaryjskie odpadły z powodu zbyt wysokich cen promów pomiędzy nimi). No i przepadliśmy. Najpierw była Kreta a potem Peloponez i wróciliśmy zakochani w Grecji.

Kanał Miłości, Korfu
Canal D’amour, Korfu

Kiedy zakończyliśmy trasę po poprzednich krajach bałkańskich i przyszła pora na Helladę, czuliśmy, że to będzie najpiękniejszy odcinek tego etapu naszej wyprawy (do spółki z Włochami, ma się rozumieć 😉 ). No i nie myliliśmy się, na początek padło Korfu, do którego przedostaliśmy się z albańskiej Sarandy.

Kliknij i przeczytaj o Albanii więcej.

Z Albanii na Korfu
W drodze na Korfu

Korfu objechaliśmy w dwa dni, niestety. Chętnie byśmy zostali w Kerkyrze dodatkowy dzień przeznaczony na snucie się po wąskich uliczkach i smażenie pyszczków nad morzem, ale przez nasze przeziębienie i dłuższe niż planowane dni odpoczynkowe czuliśmy, że potrzebujemy trochę nadrobić czas, dlatego z żalem opuściliśmy wyspę. Korfu nas oczarowała. Głównie olbrzymimi, piaskowymi klifami na Plaży Logos, Przylądkiem Drastis (kolejne klify) i Kanałem Miłości. Szczęki nam opadły, co tu dużo mówić. Ale Korfu miała też dla nas prawie puste główne drogi, wijące się wśród gęstych, starych gajów oliwnych, cichych miasteczek na zboczach gór, pełnych zapachu śródziemnomorskich roślin. Fan ta sty cznie 🙂

Korfu, Logos Beach
Klify na Korfu
Canal D'Amour Korfu
Kanał Miłości, Korfu

Po rewelacjach tej małej wysepki przyszedł czas na powrót na ląd; prowincję Epiru i wąwóz Vikos. Okolica jest bardzo górzysta więc dotarcie tam kosztowało nas sporo wysiłku, ale było warto. Wąwóz oszałamia swoją wielkością, zresztą to najgłębszy kanion na Ziemi! Uznany za taki ze względu na największy stosunek głębokości do szerokości między ścianami na krawędziach. Ma 12 km długości, 900 m wysokości i 1100 m odległości między brzegami. Niestety nie podjechaliśmy do wsi Vikos ani Oxii, które są wymieniane jako punkty widokowe, a do miasteczek Megalo i Mikro Papingo. Vikos i Oxia to już byłoby nadto przewyższeń, więc zrezygnowaliśmy, nie zeszliśmy też na dno kanionu, żeby się wybrać na pieszą wycieczkę, bo trochę nam się nie chciało 😉 a na dnie nie było niczego innego niż zwykle w takich miejscach. Za to wybraliśmy się na spacer po Papingo Rock Pools. To naturalne baseny, taki mały kanionik. Niestety wody było niewiele, więc z naszych nadziei na kąpiel nic nie wyszło, ale za to przeszliśmy się prawie dnem rzeki. Kolejne świetne i bardzo ciekawe miejsce 🙂

Wikos, Grecja
Vikos, Grecja
Papingo Rock Pools, Epir, Grecja
Papingo Rock Pools, Epir, Grecja

W dalszej drodze spaliśmy między innymi w miasteczku Metsovo, na 1200 metrach npm. Miasteczko okazało się urocze. Kamienne domki i uliczki, drewniane wykończenia. Pełne hoteli i sklepów z pamiątkami. Jakim cudem to miejsce, pośrodku niczego,  nie mające nic, co przyciągałoby turystów, miałoby z nich żyć? Do tej pory za bardzo nie wiemy, ale było tam bardzo przyjemnie. Poranek z Metsova to przełęcz Katara Pass, na której trochę nas wywiało, ale za to z niej do naszego kolejnego celu było już prawie tylko w dół.

Metsovo, Katara Pass
Widok na Metsovo i widok z przełęczy Katara Pass

A następnym punktem na trasie były Meteory i Kalambaka, która okazała się bardzo turystycznym miasteczkiem z wieloma kwaterami, hotelami i campingami. Ostatecznie wybraliśmy przez booking hotel, trochę żałując, bo okazało się, że wieczory i poranki były w te dni dostatecznie ciepłe, żeby dać radę pod namiotem. No ale o tej porze roku to zawsze jest loteria, o ile dzień jest słoneczny i bardzo ciepły, to kiedy tylko słońce się chowa, często robi się chłodno.

Meteory Grecja
Meteory

W każdym razie zadekowaliśmy się w Kalambace i następny dzień poświęciliśmy na przejażdżkę po Meteorach i odpoczynek. Meteory zaś nas absolutnie urzekły, wspaniałe miejsce, w dodatku niezbyt trudne do zdobycia rowerem (byli też i tacy, którzy je „zaliczali” pieszo – droga po klasztorach to około 20 km, z ponad 200 metrów nad poziomem morza trzeba się wspiąć na niecałe 600). Mimo, iż nasze odwiedziny tu wypadły pod koniec października to turystów było i tak sporo, nie chcę wiedzieć co tu się dzieje w sezonie 😉 A warto być tutaj właśnie o tej porze, kiedy ludzi jest mniej, a słońce nadal mocno grzeje.

Meteory rowerem
Meteory

Meteory okazały się cudownym, przepięknym miejscem, które z czystym sumieniem możemy polecić każdemu 🙂 Na naszej trasie w tym tygodniu znalazł się jeszcze Volos.

Volos, Greece
Widok na Volos spod palm B-)

Z Kalambaki prowadzi do niego droga przez nudne, płaskie tereny, chociaż w pewnym momencie urozmaicone polami bawełny. Nawet nie wiedzieliśmy, że uprawia się ją Europie. Akurat trwały zbiory i wszędzie było mnóstwo bawełnianych kłaczków, a pola usiane były suchymi badylami z kłębkami waty. W sumie miła odmiana po ciągłych górach, ale pewne zmęczenie fizyczne, od kilku dni ciężkie trasy, oraz znużenie (ile można jechać przez żółte równiny pod wiatr?), sprawiły, że w Larissie, która była na naszej trasie, zdecydowaliśmy się wsiąść w pociąg. Przejechaliśmy 80 kilometrów, więc zapracowaliśmy 😉

Bawełna w Grecji
A tu bawełenka 🙂

Ale wystarczyło, że M. wspomniał naszą bośniacką przygodę sprzed kilku lat, kiedy to pociąg stał w polu tak długo, że szybciej byśmy byli rowerami na miejscu niż tamtą koleją, a okazało się, że nasz aktualny pociąg jest popsuty… na szczęście podstawili nowy skład, tylko po pół godzinie, i telepakiem jakoś dotarliśmy nad morze 😉 Volos miał być piękny, a okazał się dość zwyczajny. Zwyczajne greckie miasto nad morzem. Pięknie wygląda z daleka (białe domki na wybrzeżu), z bliska nie robi wrażenia. Wylądowaliśmy ostatecznie kawałek za miastem (5 km) w hotelu z widokiem na górę, na „zapleczu” miasta (po zmroku wygląda wspaniale, całe w kolorowych światełkach miasteczek), i morze. Szkoda tylko, że ze słabym Internetem. Dość często Internet w przybytkach w których nocujemy, jest marnej jakości.

Grecja w październiku pogoda
Morze jesienią wciąż ciepłe

W każdym razie pierwszy grecki tydzień minął nam bardzo przyjemnie, trochę nas jeszcze otrzaskało słońce 😉 A Lidle (które nareszcie się pojawiły!) żywią nas najlepszymi na świecie jogurtami greckimi i słodkimi „kopertkami” wypełnionymi greckim budyniem waniliowym, pycha! Oraz fasolakią, czyli zieloną fasolką w sosie pomidorowym, mniam 😀

Chcesz więcej Grecji? Znajdziesz ją w liście rzeczy, które kochamy w Grecji (klik) oraz w linku o pozostałej części trasy po Helladzie (klik) 🙂

  •  Marmur-biały C.K Norwid
http://literat.ug.edu.pl/cnwybor/012.htm