Grecja błękitno – oka*

Grecja rowerem

Kilka lat temu zapytani o Grecję powiedzielibyśmy: „oliwki, Olimp, Santorini no i starożytność” ;). A potem, w 2016 roku, pojechaliśmy do Grecji na wyprawę. Trochę z braku lepszych pomysłów, trochę dlatego, że M. miał tam niezdobyte przełęcze, a trochę dlatego, że urlop wypadł nam na początku jesieni, więc chcieliśmy, aby było jeszcze ciepło (wyspy Kanaryjskie odpadły z powodu zbyt wysokich cen promów pomiędzy nimi). No i przepadliśmy. Najpierw była Kreta a potem Peloponez i wróciliśmy zakochani w Grecji.

Kanał Miłości, Korfu
Canal D’amour, Korfu

Kiedy zakończyliśmy trasę po poprzednich krajach bałkańskich i przyszła pora na Helladę, czuliśmy, że to będzie najpiękniejszy odcinek tego etapu naszej wyprawy (do spółki z Włochami, ma się rozumieć 😉 ). No i nie myliliśmy się, na początek padło Korfu, do którego przedostaliśmy się z albańskiej Sarandy.

Kliknij i przeczytaj o Albanii więcej.

Z Albanii na Korfu
W drodze na Korfu

Korfu objechaliśmy w dwa dni, niestety. Chętnie byśmy zostali w Kerkyrze dodatkowy dzień przeznaczony na snucie się po wąskich uliczkach i smażenie pyszczków nad morzem, ale przez nasze przeziębienie i dłuższe niż planowane dni odpoczynkowe czuliśmy, że potrzebujemy trochę nadrobić czas, dlatego z żalem opuściliśmy wyspę. Korfu nas oczarowała. Głównie olbrzymimi, piaskowymi klifami na Plaży Logos, Przylądkiem Drastis (kolejne klify) i Kanałem Miłości. Szczęki nam opadły, co tu dużo mówić. Ale Korfu miała też dla nas prawie puste główne drogi, wijące się wśród gęstych, starych gajów oliwnych, cichych miasteczek na zboczach gór, pełnych zapachu śródziemnomorskich roślin. Fan ta sty cznie 🙂

Korfu, Logos Beach
Klify na Korfu
Canal D'Amour Korfu
Kanał Miłości, Korfu

Po rewelacjach tej małej wysepki przyszedł czas na powrót na ląd; prowincję Epiru i wąwóz Vikos. Okolica jest bardzo górzysta więc dotarcie tam kosztowało nas sporo wysiłku, ale było warto. Wąwóz oszałamia swoją wielkością, zresztą to najgłębszy kanion na Ziemi! Uznany za taki ze względu na największy stosunek głębokości do szerokości między ścianami na krawędziach. Ma 12 km długości, 900 m wysokości i 1100 m odległości między brzegami. Niestety nie podjechaliśmy do wsi Vikos ani Oxii, które są wymieniane jako punkty widokowe, a do miasteczek Megalo i Mikro Papingo. Vikos i Oxia to już byłoby nadto przewyższeń, więc zrezygnowaliśmy, nie zeszliśmy też na dno kanionu, żeby się wybrać na pieszą wycieczkę, bo trochę nam się nie chciało 😉 a na dnie nie było niczego innego niż zwykle w takich miejscach. Za to wybraliśmy się na spacer po Papingo Rock Pools. To naturalne baseny, taki mały kanionik. Niestety wody było niewiele, więc z naszych nadziei na kąpiel nic nie wyszło, ale za to przeszliśmy się prawie dnem rzeki. Kolejne świetne i bardzo ciekawe miejsce 🙂

Wikos, Grecja
Vikos, Grecja
Papingo Rock Pools, Epir, Grecja
Papingo Rock Pools, Epir, Grecja

W dalszej drodze spaliśmy między innymi w miasteczku Metsovo, na 1200 metrach npm. Miasteczko okazało się urocze. Kamienne domki i uliczki, drewniane wykończenia. Pełne hoteli i sklepów z pamiątkami. Jakim cudem to miejsce, pośrodku niczego,  nie mające nic, co przyciągałoby turystów, miałoby z nich żyć? Do tej pory za bardzo nie wiemy, ale było tam bardzo przyjemnie. Poranek z Metsova to przełęcz Katara Pass, na której trochę nas wywiało, ale za to z niej do naszego kolejnego celu było już prawie tylko w dół.

Metsovo, Katara Pass
Widok na Metsovo i widok z przełęczy Katara Pass

A następnym punktem na trasie były Meteory i Kalambaka, która okazała się bardzo turystycznym miasteczkiem z wieloma kwaterami, hotelami i campingami. Ostatecznie wybraliśmy przez booking hotel, trochę żałując, bo okazało się, że wieczory i poranki były w te dni dostatecznie ciepłe, żeby dać radę pod namiotem. No ale o tej porze roku to zawsze jest loteria, o ile dzień jest słoneczny i bardzo ciepły, to kiedy tylko słońce się chowa, często robi się chłodno.

Meteory Grecja
Meteory

W każdym razie zadekowaliśmy się w Kalambace i następny dzień poświęciliśmy na przejażdżkę po Meteorach i odpoczynek. Meteory zaś nas absolutnie urzekły, wspaniałe miejsce, w dodatku niezbyt trudne do zdobycia rowerem (byli też i tacy, którzy je „zaliczali” pieszo – droga po klasztorach to około 20 km, z ponad 200 metrów nad poziomem morza trzeba się wspiąć na niecałe 600). Mimo, iż nasze odwiedziny tu wypadły pod koniec października to turystów było i tak sporo, nie chcę wiedzieć co tu się dzieje w sezonie 😉 A warto być tutaj właśnie o tej porze, kiedy ludzi jest mniej, a słońce nadal mocno grzeje.

Meteory rowerem
Meteory

Meteory okazały się cudownym, przepięknym miejscem, które z czystym sumieniem możemy polecić każdemu 🙂 Na naszej trasie w tym tygodniu znalazł się jeszcze Volos.

Volos, Greece
Widok na Volos spod palm B-)

Z Kalambaki prowadzi do niego droga przez nudne, płaskie tereny, chociaż w pewnym momencie urozmaicone polami bawełny. Nawet nie wiedzieliśmy, że uprawia się ją Europie. Akurat trwały zbiory i wszędzie było mnóstwo bawełnianych kłaczków, a pola usiane były suchymi badylami z kłębkami waty. W sumie miła odmiana po ciągłych górach, ale pewne zmęczenie fizyczne, od kilku dni ciężkie trasy, oraz znużenie (ile można jechać przez żółte równiny pod wiatr?), sprawiły, że w Larissie, która była na naszej trasie, zdecydowaliśmy się wsiąść w pociąg. Przejechaliśmy 80 kilometrów, więc zapracowaliśmy 😉

Bawełna w Grecji
A tu bawełenka 🙂

Ale wystarczyło, że M. wspomniał naszą bośniacką przygodę sprzed kilku lat, kiedy to pociąg stał w polu tak długo, że szybciej byśmy byli rowerami na miejscu niż tamtą koleją, a okazało się, że nasz aktualny pociąg jest popsuty… na szczęście podstawili nowy skład, tylko po pół godzinie, i telepakiem jakoś dotarliśmy nad morze 😉 Volos miał być piękny, a okazał się dość zwyczajny. Zwyczajne greckie miasto nad morzem. Pięknie wygląda z daleka (białe domki na wybrzeżu), z bliska nie robi wrażenia. Wylądowaliśmy ostatecznie kawałek za miastem (5 km) w hotelu z widokiem na górę, na „zapleczu” miasta (po zmroku wygląda wspaniale, całe w kolorowych światełkach miasteczek), i morze. Szkoda tylko, że ze słabym Internetem. Dość często Internet w przybytkach w których nocujemy, jest marnej jakości.

Grecja w październiku pogoda
Morze jesienią wciąż ciepłe

W każdym razie pierwszy grecki tydzień minął nam bardzo przyjemnie, trochę nas jeszcze otrzaskało słońce 😉 A Lidle (które nareszcie się pojawiły!) żywią nas najlepszymi na świecie jogurtami greckimi i słodkimi „kopertkami” wypełnionymi greckim budyniem waniliowym, pycha! Oraz fasolakią, czyli zieloną fasolką w sosie pomidorowym, mniam 😀

Chcesz więcej Grecji? Znajdziesz ją w liście rzeczy, które kochamy w Grecji (klik) oraz w linku o pozostałej części trasy po Helladzie (klik) 🙂

  •  Marmur-biały C.K Norwid
http://literat.ug.edu.pl/cnwybor/012.htm
Reklamy